Polacy na walizkach

Polacy na walizkach

Miliardy wysyłane do kraju

Ogółem Polaków uznawanych za emigrantów czasowych jest według naszych władz niemal 2,4 mln. Więcej niż połowa z nich decyduje się na osiedlenie w Wielkiej Brytanii i Niemczech, a jedynie ok. 300 tys. wyjeżdża na stałe poza Europę. Jeśli wybierają opuszczenie Starego Kontynentu, stawiają najczęściej na USA, gdzie obecnie przebywa ok. 210 tys. polskich imigrantów. Niewiele zatem jest w takiej analizie zaskoczeń. Do ciekawszych wniosków może prowadzić rzut oka na rozkład czasowy – od wejścia naszego kraju do Unii liczba emigrantów zwiększyła się ponaddwukrotnie (w 2004 r. było ich ok. 1 mln), rosnąc systematycznie z roku na rok – nie zahamował tego zjawiska trwale ani kryzys gospodarczy w strefie euro, ani wzrost popularności ruchów nacjonalistycznych w krajach, w których Polacy osiedlali się najczęściej.

Polakom poza ojczyzną żyje się coraz lepiej. Nie tylko dlatego, że są do emigracji coraz lepiej przygotowani – mentalnie, finansowo czy językowo. Wielu z nich – zwłaszcza na Wyspach, ale także w Austrii czy Norwegii – dołącza do znajomych bądź członków rodziny, którzy wcześniej opuścili kraj. Choć zabrzmi to paradoksalnie, w wielu miejscach skorzystali też na wybuchu kryzysu uchodźczego – antyimigranckie nastroje skoncentrowały się na przybyszach z Afryki i Bliskiego Wschodu, poza ogarniętą pobrexitową gorączką Wielką Brytanią właściwie nie słychać, by migranci z Europy Wschodniej byli dominującym tematem debaty publicznej w krajach Unii. Zdaje się również, że rodacy powoli przezwyciężają niemal tradycyjną niechęć do siebie nawzajem po opuszczeniu kraju – zakładają coraz więcej stowarzyszeń branżowych i fundacji, prowadzą działalność kulturalną. I przede wszystkim dobrze zarabiają, nie zapominając przy tym o rodzinach w kraju – według danych GUS i OECD w samym 2013 r. Polacy przesłali do domów równowartość ok. 5,5 mld euro, z czego ponad 3 mld pochodziły z dochodów wypracowanych w krajach Unii Europejskiej. Skalę tego zjawiska najlepiej uświadamia fakt, że kwota ta stanowiła w przybliżeniu 1,5% polskiego PKB.

Nie myślą o powrocie

Emigracja zarobkowa ostatnich lat bardzo negatywnie odbiła się natomiast na strukturze ludności. Wyjeżdżały głównie osoby młode i w średnim wieku, co dla starzejącego się społeczeństwa oznacza spustoszenie demograficzne w najbliższych latach. Te grupy wiekowe są najmniej skłonne wracać do kraju, gdyż w wielu przypadkach młodzi Polacy założyli za granicą rodziny, nierzadko mieszane. Według danych brytyjskiego urzędu zdrowia publicznego w samym 2015 r. w Wielkiej Brytanii Polki urodziły 22 tys. dzieci, co stanowi ok. 6% całego przyrostu naturalnego Polski. Nietrudno sobie uzmysłowić, że Polacy urodzeni za granicą, pochodzący często z małżeństw mieszanych, będą grupą niemal niemożliwą do ściągnięcia na stałe nad Wisłę. Co więcej, badania wskazują, że trend ten w najbliższych latach się nasili. Pozytywnie o możliwości podjęcia pracy za granicą – szukając jej samemu lub zgadzając się na ewentualną otrzymaną propozycję – myśli aż 60% Polaków w wieku 18-24 lata oraz ponad 40% w grupie 25-34 lata. Jeżeli taka tendencja się utrwali, emigracja może zaważyć na strukturze naszego społeczeństwa i polskim systemie opieki społecznej. Projekcje demograficzne biorące pod uwagę dane z ostatnich 12 lat zakładają, że w ciągu najbliższego ćwierćwiecza populacja Polski zmniejszy się o ponad 2 mln. Nie trzeba tłumaczyć, co to oznacza dla systemu emerytur i opieki zdrowotnej, szczególnie w obliczu planów obniżenia wieku emerytalnego, przesunięcia w górę momentu rozpoczęcia edukacji szkolnej i wciąż rosnącej liczby wyjeżdżających z Polski lekarzy i pielęgniarek.

Osobną kwestią pozostaje aspekt polityczny emigracji. Od lat bowiem słyszymy zapewnienia polityków wszystkich opcji, że Polacy zmuszeni do emigracji zarobkowej są dla nich jedną z ważniejszych grup społecznych. Widzimy liderów i frontmanów najróżniejszych formacji, od Janusza Korwin-Mikkego do Mariusza Błaszczaka i Pawła Kukiza, pielgrzymujących do młodych Polaków w Londynie, Manchesterze czy Paryżu, by obiecywać im po powrocie złote góry i rajskie warunki pracy, których oczywiście poprzednie władze nie zapewniły. Przy okazji niedawnego tournée po londyńskich bankach, w czasie którego Mateusz Morawiecki nakłaniał tamtejszych prezesów do przeniesienia części operacji do Polski, wicepremier spotkał się z Polakami pracującymi w stolicy Wielkiej Brytanii. Nakłaniał ich do powrotu – a jakże – kusząc imperialnymi niemal planami inwestycyjnymi związanymi z realizacją jego planu. Argumentów używał jednak tych samych, co kilka lat wcześniej w tym samym mieście i do bardzo zbliżonej publiki Jacek Rostowski – obiecywał ulgi dla firm, dofinansowania dla ważnych projektów, fundusze inwestycyjne powołane do wsparcia start-upów czy ułatwienia wizowe dla współpracowników spoza Unii Europejskiej, którzy chcieliby przenieść się do pracy w Polsce. Niestety, dla wielu polskich emigrantów brzmi to jak zdarta płyta, dlatego zapewnienia premiera Morawieckiego spotkały się z raczej chłodnym odbiorem. Zaangażowanie władz w Warszawie z reguły kończy się na aspektach polonijnych, którym MSZ poświęca bardzo dużo uwagi i w których nieporównywalnie łatwiej wykazać pozytywne skutki własnych działań. Emigracja zarobkowa to dużo bardziej niewdzięczna społeczność – wymagająca, doświadczona, przyzwyczajona do brania spraw w swoje ręce, bez oglądania się na deklaracje polityczne. W tym wypadku oznacza to również skoncentrowanie się na realizacji własnych planów życiowych, a te, jak pokazują badania, coraz rzadziej dotyczą Polski. I wbrew życzeniom byłych, obecnych i zapewne przyszłych decydentów żadna dobra zmiana w tym aspekcie jeszcze długo nie nastąpi.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 42/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy