Szantaż Erdoğana

Szantaż Erdoğana

Nie możemy ulegać pokrętnym żądaniom despoty, kiedy w Turcji są deptane prawa człowieka

Cem Özdemir – przewodniczący partii Die Grünen, poseł do Bundestagu, syn tureckich imigrantów

Tuż po marcowym szczycie UE-Turcja twierdził pan, że polityka Angeli Merkel wobec Turcji była katastrofą. Dwa miesiące później media donoszą, że Erdogan pozwala wyjeżdżać z Turcji jedynie Syryjczykom o niskich kwalifikacjach. 

– Te pierwsze niepokojące sygnały potwierdzają ostrość moich osądów. Zostałem wtedy za te słowa mocno skrytykowany, tak jakbym dopiero od wczoraj zajmował się Turcją. Nie chodzi tu jednak o mnie, ale o Europę, a pod tym względem sojusz Merkel z Erdoganem zasadza się na szkodliwym dla nas szantażu. Ostatnie doniesienia dobitnie pokazują, że prezydent Turcji chce wyciągnąć z kryzysu migracyjnego jak największe zyski, przy czym nie sądzę, żeby chodziło mu głównie o przyspieszenie negocjacji w sprawie akcesji jego kraju do UE. Jeśli Erdogan przed szczytem w Brukseli zamyka u siebie redakcję opozycyjnej gazety, a później demonstracyjnie tłumi uliczne protesty, pozbywając się wpływowych kurdyjskich działaczy i odsuwając ostatnio od władzy nawet dość lubianego w Brukseli premiera Ahmeta Davutoglu, możemy być pewni, że ten człowiek nie przejmowałby się ewentualną klęską swoich akcesyjnych dążeń.

O co mu w takim razie chodzi?

– Erdogan prowadzi przede wszystkim politykę symboliczną, mającą wzmocnić jego pozycję w samej Turcji, gdzie mimo wszystko cieszy się niesłabnącym poparciem. Kryzys migracyjny dał mu poza tym propagandowy wytrych, którym skutecznie rozgrywa nastroje. Co bowiem paradoksalne, formalne zbliżenie Ankary do Brukseli może także przyspieszyć autorytarne zapędy prezydenta Turcji. Wyborców zawsze może przekonać deszcz unijnych pieniędzy, a młodzi Turcy – zachwyciwszy się zniesieniem wiz – przebaczą swojemu prezydentowi każdy cios zadany demokracji. Tymczasem w interesie Unii nie może być przynależność do wspólnoty państwa na skraju Europy, w którym ustawicznie deptane są prawa człowieka.

To trochę kuriozalne, bo Zieloni z panem na czele od lat ubiegają się o szybszą akcesję Turcji do UE.

– Pełna zgoda, ale na jasnych zasadach i na pewno nie w trybie przyspieszonym. Nie możemy ulegać pokrętnym żądaniom Erdogana, kiedy nad Bosforem wciąż jeszcze spotykamy się z falą przemocy wobec kobiet oraz innowierców. Nagłe poluzowanie kryteriów akcesyjnych byłoby ponadto niesprawiedliwe wobec innych krajów, które zdobyły się na większe postępy. Turcja jest jeszcze zbyt daleko od europejskich standardów, co potwierdzały w przeszłości reakcje jej rządu na kolejne odmowy z Brukseli. Nie działały one na Turcję mobilizująco, jak np. na Macedonię.

Na zmianę stosunku Niemiec do Turcji wpłynął kryzys uchodźczy.

– Angela Merkel przed napływem imigrantów do Niemiec prawie wcale nie interesowała się losami Turcji. Do tego czasu niemieccy i unijni politycy permanentnie odsyłali Erdogana z kwitkiem, zasłaniając się – słusznym zresztą – argumentem, że nie liczy się z europejskimi wartościami. Sama kanclerz przed 2014 r. uporczywie to powtarzała, a przed 2005 r. jako liderka opozycji w Bundestagu krytykowała Schrödera za jego flirty z ówczesnym premierem Erdoganem. Od tego czasu niewiele się zmieniło, a rozmowy z kandydującą od 10 lat Turcją utknęły w martwym punkcie. Trudno o dosadniejszy przykład bezmiaru hipokryzji, kiedy Merkel z dnia na dzień oczyszcza Erdogana z wcześniej głośno podnoszonych zarzutów. Tymczasem Berlin i Bruksela są zobowiązane do jasnej i obiektywnej oceny wszystkich państw kandydujących, także w obliczu kryzysu migracyjnego.

Strony: 1 2 3

Wydanie: 24/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy