Badri 313 – nowa twarz afgańskich talibów

Badri 313 – nowa twarz afgańskich talibów

Amerykańskie uzbrojenie, pakistańskie wyszkolenie

Jeśli ktoś myśli, że typowy afgański wojownik to długobrody mężczyzna w powłóczystych szatach, poruszający się rozklekotaną starą toyotą, jest w wielkim błędzie. Dziś coraz większe znaczenie zyskuje elitarny oddział Badri 313. Na filmach propagandowych żołnierze są pokazani w mundurach, nowoczesnych hełmach, butach, kominiarkach i kamizelkach kuloodpornych podobnych do tych, jakie noszą siły specjalne na całym świecie. Zamiast starego kałasznikowa trzymają amerykańskie karabinki automatyczne M4, czasami z noktowizorami i zaawansowanymi celownikami. Wiele wskazuje, że oddział ma na wyposażeniu wielozadaniowy pojazd humvee, opracowany dla armii USA. Elitarne komando z pewnością dąży do tego, by skutecznie konkurować z podobnymi jednostkami bojowymi Indii czy Pakistanu.

Jego nazwa to upamiętnienie bitwy koło Badri (dzisiejsza Arabia Saudyjska), gdzie 13 marca 624 r. wojska proroka Mahometa pokonały oddziały Kurajszytów (plemię beduińskie zamieszkujące okolice Mekki). Prorok miał wtedy do dyspozycji jedynie 313 wojowników. Dziś, jak możemy sądzić z nielicznych przekazów, bojowników gotowych oddać życie za swojego duchowego przywódcę jest ponad 1000.

Badri 313 to jednostka – jak na warunki afgańskie – świetnie wyszkolona. Zdaniem Matthew Henmana, szefa wydziału ds. terroryzmu i protestów społecznych w specjalistycznym „Jane’s Magazine”, wiele wskazuje, że szkolenie początkowe zagwarantował jej Pakistan. CNN z kolei twierdzi, że Badri 313 używa amerykańskiego uzbrojenia. Także AFP uważa, że gogle noktowizyjne czy broń osobista to sprzęt wyprodukowany w USA.

„Long War Journal”, specjalizujący się w tematyce walki z terroryzmem, przekonuje, że właśnie ofensywa zapoczątkowana w maju br. przez Badri 313 zdecydowała o szybkim i skutecznym opanowaniu niemal całego kraju przez talibów. Według „Jane’s Defence” oddziały, które można określić jako prekursorów Badri 313, w latach 2017-2020 były wykorzystywane do walki z ISIS.

Amerykańskie media twierdzą, że część bojowników Badri 313 łączą ścisłe powiązania z siecią Haqqani. To radykalne sunnickie ugrupowanie założone przez Dżalaluddina Haqqaniego – afgańskiego watażkę i liczącego się dowódcę podczas wojny afgańsko-radzieckiej 1979-1989. W tym czasie Haqqani utrzymywał bliskie stosunki z Osamą bin Ladenem, jednocześnie będąc wspierany przez… CIA. Od śmierci Haqqaniego w 2018 r. siecią kieruje jego syn i długoletni zastępca, Siradżuddin. Wspierane przez USA obalenie talibów w 2001 r. zmusiło siatkę do przegrupowania się w Pakistanie, ale wkrótce zaczęła ona prowadzić operacje transgraniczne.

Przez lata sieć Haqqani uważana była za najskuteczniejszy oddział rebeliancki atakujący zarówno siły amerykańskie i koalicyjne w Afganistanie, jak i samych Afgańczyków. Ma na koncie serię brutalnych zamachów terrorystycznych i porwań. Przez ONZ, USA i Wielką Brytanię została uznana za organizację terrorystyczną. Blisko współpracuje z Al-Kaidą i pakistańską agencją wywiadowczą ISI. Grupa jest również zaangażowana w działalność przestępczą w Afganistanie i Pakistanie, w tym wymuszenia, porwania dla okupu i przemyt. Dziś część analityków jest skłonna twierdzić, że sieć Haqqani była i wciąż chce pozostać na wpół autonomiczna. Potencjalne spory i walka o wpływy mogą więc pomniejszyć skuteczności działań Badri 313 – oddziału ceniącego sobie niczym nieskrępowane działania.

Bogactwo surowców mineralnych leży dziś – dosłownie i w przenośni – u stóp talibów rządzących 39-milionowym krajem. Dzikie góry i półpustynne obszary Afganistanu kryją w sobie wiele cennych minerałów, przede wszystkim lit, boksyty, miedź i żelazo. Talibowie skrupulatnie analizują raport Amerykańskiego Towarzystwa Geologicznego ze stycznia br. Jak wiadomo, kraje rozwinięte dążą do wyzwolenia się od ropy i gazu. Afgańskie surowce mogą się okazać niezwykle istotne w procesie magazynowania i transportowania energii.

W ostatnim czasie cena miedzi na światowych rynkach przekroczyła 10 tys. dol. za tonę. Surowiec ten wykorzystywany jest m.in. do produkcji urządzeń elektronicznych. Talibowie znają też wartość litu – to surowiec XXI w. Wykorzystywany jest do magazynowania energii elektrycznej w bateriach, zarówno w elektrowniach słonecznych, jak i wiatrowych. W roku 2020 Unia Europejska wpisała lit na listę 30 najważniejszych, strategicznych surowców decydujących o niezależności energetycznej UE. Międzynarodowa Agencja Energetyczna (MAE) ocenia, że do 2040 r. zapotrzebowanie na lit wzrośnie… 40-krotnie! Jak czytamy we wspólnym raporcie ONZ i UE, podziemny skarb, którym władają talibowie, wart jest setki miliardów dolarów.

Czy Afganistan stanie się surowcowym eldorado? Na razie eksperci nie dają jasnej odpowiedzi. Przede wszystkim z powodu niestabilnej sytuacji politycznej i nie do końca jasnych deklaracji, jak talibowie mogliby wykorzystać gigantyczne środki, które zasiliłyby ich konta. Bo na inwestowanie miliardów w projekty podobne do Badri 313 czy sieci Haqqani świat nie będzie patrzył przychylnym okiem.

Fot. AP/East News

Wydanie: 44/2021

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy