Ludzie bin Ladena

Ludzie bin Ladena

To oni dowodzą w świętej wojnie z Ameryką

Osama Bin Laden stoi nad grobem. Porusza się z trudem i tylko o lasce, jest ciężko chory na nerki. Jeśli rzeczywiście zorganizował zamach na Stany Zjednoczone, był to cios zadany z trumny.
Takie informacje podają pakistańskie tajne służby, znakomicie zorientowane w sprawach Afganistanu, bo przecież one „wychowały” talibów. Ale nawet jeśli fanatyczny milioner saudyjski powędruje na spotkanie z Allahem, następcy są już gotowi do przejęcia schedy. Bin Laden – zbrodniczy kabotyn chętnie pozujący do zdjęć z nieodłącznym kałasznikowem – i tak jest tylko figurantem, „sztandarem” wojujących radykałów islamskich. W rzeczywistości organizacją Al-Quaida (Baza), sterują zastępcy bin Ladena, wytrawni terroryści przepełnieni nienawiścią do „bezbożnego” Zachodu i pozbawieni skrupułów. Podobno postanowili już pozbyć się chorowitego szefa, w końcu doszli do wniosku, że potrzebne im jest imię bin Ladena, owiane ponurą legendą, będące dla wielu muzułmańskich ekstremistów hasłem bojowym.
W styczniu br. w udekorowanym świątecznie namiocie w górach pod Kandaharem odbyły się niezwykłe zaślubiny. Ojciec pana młodego, bin Laden, wygłosił wojownicze przemówienie. Zamiast, zgodnie z obyczajem, wysławiać piękność oblubienicy, wygłosił orację na cześć Palestyńczyków, walczących ku chwale Proroka z „perfidnymi Żydami”. Słuchał tego z uśmiechem na ustach Mohammed Atif, ojciec panny młodej, bezwzględny i cyniczny terrorysta, za którego głowę Stany Zjednoczone wyznaczyły 5 mln dol. nagrody.
Honorowym gościem był Ajman Al Zawahiri, uczony chirurg z Kairu, dwukrotnie skazany na szubienicę w swej egipskiej ojczyźnie, ścigany przez Interpol, drugi na międzynarodowej liście najbardziej poszukiwanych terrorystów. Wśród weselników znalazło się także wielu innych wpływowych członków madżlisu, czyni najwyższej rady Bazy, planującej zamachy bombowe i skrytobójstwa na całym świecie. Oto najważniejsi z tego dobranego grona.

Ideolog

50-letni Ajman Al Zawahiri, najbardziej wykształcony wśród paladynów bin Ladena, w okularach, z nadwagą i z brodą wyglądający na dobrodusznego doktora. Urodzony się w zamożnej rodzinie mającej powiązania z egipską elitą władzy. Jego dziadek był ambasadorem w Pakistanie, drugi dziadek – imamem na słynnym uniwersytecie Al-Azhar w Kairze, jednym z najważniejszych centrów myśli islamskiej. Wuj Zawahiriego sprawował prestiżowy urząd sekretarza Ligi Arabskiej. Młodzieńca z takimi koneksjami czekała błyskotliwa kariera. I rzeczywiście, Zawahiri w wieku 23 lat był już świetnym chirurgiem, cztery lata później – profesorem medycyny. Wcześnie jednak związał się z Bractwem Muzułmańskim, organizacją fundamentalistów islamskich w kraju nad Nilem. Już jako 16-latek trafił na krótko do więzienia, ale to nie nauczyło go to rozsądku. Młody chirurg stał się aktywistą ugrupowania Egipski Dżihad Islamski, które w 1981 r. wyprawiło na tamten świat prezydenta Anwara Sadata za to, że ośmielił się zawrzeć pokój z Izraelem. Chirurgowi nie udowodniono udziału w zbrodni, mimo to skazany został na trzy lata odsiadki. Zwolniony po odbyciu wyroku, w 1986 r. poprzez Somalię i Sudan dostał się do Afganistanu, aby wziąć udział z walce z Sowietami. Działał także w pakistańskim Peszawarze, gdzie prowadził szpital dla rannych mudżahedinów. Znalazł czas, aby jeździć po świecie i nawiązywać kontakty z kręgami ekstremistów muzułmańskich. Zawahiri miał ponad 30 fałszywych paszportów, zakładał konta bankowe w Szwajcarii, zdołał uzyskać azyle polityczne w Szwecji i Danii, a nawet prawo pobytu w Stanach Zjednoczonych, wspierających antysowiecką partyzantkę. Po wycofaniu się wojsk radzieckich działał ze swej kwatery głównej w Afganistanie. Najpóźniej w 1997 r. zetknął się z bin Ladenem. Saudyjski milioner znalazł się po silnym wpływem Egipcjanina i przejął jego „globalistyczną” ideologię. Do tej pory bin Laden chciał tylko usunąć wojska USA ze swej ojczyzny, argumenty Zawahiriego sprawiły jednak, że postanowił zwalczać Amerykanów we wszystkich zakątkach świata. W 1998 r. bin Laden i jego egipski druh połączyli swe organizacje – Bazę i Egipski Dżihad Islamski. Tak powstał Islamski Front Dżihadu przeciw Żydom i Krzyżowcom. Komentatorzy nie mają wątpliwości, że to Zawahiri pociąga za wszystkie sznurki. „Bin Laden ma pieniądze, ale Zawahiri jest głową organizacji”, mówi Dia Raszwan z Centrum Studiów Strategicznych w Kairze. „Zawahiri walczył z niewiernymi dłużej niż Bin Laden i jest większym znawcą partyzantki miejskiej, której jest prawdziwym ekspertem, ponadto dysponuje rozleglejszą wiedzą na temat prawa islamskiego”, twierdzi Muhammad Massari, saudyjski opozycjonista mieszkający w Londynie. Zawahiri słynie z ostrożności. Unika kontaktów z mediami, uważa, że za bojownika dżihadu powinny przemawiać jego czyny. Tylko raz, po ataku rakietowym Stanów Zjednoczonych na afgańskie obozy terrorystów, zadzwonił w imieniu bin Ladena do pewnego dziennikarza w Pakistanie: „Właśnie zaczęła się wojna. Amerykanie powinni teraz czekać na odpowiedź”.
Imię Zawahiriego łączone jest z większością zamachów dokonanych przez islamskich fanatyków od końca lat 70. Sąd w Kairze dwukrotnie skazał szalonego doktora na karę śmierci, m.in. za zorganizowanie ataków na konsulat USA w Tiranie oraz ambasadę Egiptu w Pakistanie. Prawdopodobnie to Zawahiri wysłał zabójców, którzy w 1997 r. dokonali masakry zagranicznych turystów w starożytnej świątyni w Luksorze. Fachowy magazyn brytyjski „Jane’s” twierdzi, że ten wnuk ambasadora był jednym z dwóch głównych organizatorów niszczycielskiego zamachu na Stany Zjednoczone 11 września. Zawahiri zapowiada, że będzie walczyć do końca: „Jeśli wrócę do Egiptu, to tylko jako zdobywca, ponieważ nigdy nie wyrzeknę się ideałów świętej wojny”.

Dowódca wojskowy

Muhammad Atif, znany także jako Subhi Abu Sitta i Abu Hafs Al Masri. Kieruje militarnym skrzydłem Bazy, zwanym Islamska Armia na rzecz Wyzwolenia Miejsc Świętych, jest zarazem szefem służby bezpieczeństwa bin Ladena, „prześwietlającej” wszystkich ochotników przybywających do terrorystycznych obozów szkoleniowych w Afganistanie. Były egipski policjant, urodzony około 1944 r., już w 1983 r. jako jeden z pierwszych Arabów przybył do Afganistanu, by stawić czoło armii sowieckiej. Początkowo doradca Zawahiriego, potem związał się z bin Ladenem, u którego boku przebywa od ponad 10 lat. Prawdopodobnie to Atif jako pierwszy uznał Amerykanów za „odpowiedni cel”. Kiedy na początku lat 90. wraz z bin Ladenem działał w Sudanie, kilkakrotnie wyprawiał się do Somalii, aby podburzać tamtejsze klany przeciwko wojskom Stanów Zjednoczonych biorącym udział w misji pokojowej ONZ. Prawdopodobnie zorganizował atak, w którym w październiku 1993 r. zginęło 18 amerykańskich komandosów, ścigających somalijskiego watażkę, Faraha Aidida. Kilka miesięcy po tej klęsce Stany Zjednoczone zaczęły wycofywać się z Somalii. Atif doszedł wtedy do wniosku, że łatwo rzucić USA na kolana. Mówił: „Amerykanie to tylko ludzkie istoty. Ich potęgę stworzył ogromny aparat medialny, który kontrolują”.
Wiadomo, że kontaktował się przez telefon komórkowy ze spiskowcami, którzy w 1998 r. dokonali zamachów na ambasady USA w Kenii i Tanzanii. (224 ofiary śmiertelne). Ścigany przez agentów wywiadów amerykańskiego, izraelskiego i egipskiego jak dotąd uniknął wszystkich zasadzek.

Mściciel

Mohammed Islambuli, bojownik egipskiego dżihadu. Jego brat Chalid, zabił prezydenta Egiptu, za co został skazany i stracony. Mohammed, również uczestnik spisku przeciw Sadatowi, zdołał zbiec do Afganistanu. Jest jednym z najbliższych towarzyszy bin Ladena. Wiadomo, że w madżlisie podżega do kolejnych zamachów, ponieważ „krew męczennika Chalida musi zostać pomszczona”. Być może to Islambuli ponosi odpowiedzialność za atak przeprowadzony w 1995 r. w Etiopii, w którym o mało nie stracił życia prezydent Egiptu, Hosni Mubarak.

Komendant operacji zamorskich.

Abu Zybaidah, Palestyńczyk urodzony w Arabii Saudyjskiej, 28-letni przedstawiciel nowej generacji terrorystów. Znany także jako Zain al-Abidin Muhammad Husajn, ostatnio przejął od Atifa rekrutację nowych członków i kierownictwo operacji w krajach zamorskich. Ahmed Ressam, skazany w USA na długoletnie więzienie algierski terrorysta, opowiedział podczas przesłuchania agentom FBI: „To Zybaidah mnie zwerbował i wysłał do USA przez Kanadę, abym podłożył bombę na lotnisku w Los Angeles. Powiedział, żebym przy okazji zdobył kanadyjskie paszporty, które będą potrzebne podczas następnych akcji w Ameryce. To on rozmawia z każdym młodym kandydatem na bojownika i decyduje o przyjęciu do obozu”. Zybaidah przygotowywał wielkie operacje terrorystyczne w USA i Jordanii, które miały zostać przeprowadzone podczas obchodów milenijnych w 1999 r. Spiskowcy zostali jednak zdemaskowani przez władze. Sąd w Ammanie uznał, że młody Palestyńczyk usiłował wysadzić w powietrze hotele jordańskie pełne turystów. Skazano go zaocznie w Jordanii na karę śmierci.
Jeśli bin Laden umrze, zostanie ujęty lub zabity, światowa międzynarodówka islamskich terrorystów nie dozna bynajmniej poważnej szkody. Ustalono już, że kierownictwo Bazy przejmie doktor Zawahiri, a jego zastępcami zostaną Atif i Islamabuli, którzy i teraz decydują o wszystkim. Być może nominalnym dowódcą ogłoszony będzie 22-letni Mohammed, syn bin Ladena, zięć Atifa. W ten sposób organizacja zachowa nazwisko, będące znakiem firmowym przyciągającym kandydatów na męczenników ze wszystkich stron islamskiego świata.


Jeśli bin Laden umrze, zostanie ujęty lub zabity, światowa międzynarodówka terrorystów islamskich nie dozna bynajmniej poważnej szkody.

 

Wydanie: 41/2001

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy