Gwiezdne wojny Azteków

Gwiezdne wojny Azteków

W Meksyku odkryto reliefy przedstawiające kult krwawego bóstwa

Meksykańscy archeolodzy odnaleźli u stóp Wielkiej Świątyni w dawnej stolicy Azteków Tenochtitlán kamienne płyty, pokryte tajemniczymi płaskorzeźbami. Reliefy przedstawiają mit Huitzilopochtli – boga wojny i Słońca.
Huitzilopochtli oznacza Niebieski Koliber Lewej Strony (lewej, czyli południowej strony świata). Nazywano go także Turkusowym Księciem. Był najważniejszym bóstwem i opiekunem Azteków, którzy w jego imieniu dokonywali podbojów. Huitzilopochtli łaknął krwi, więc kapłani zabijali na szczycie piramidy tysiące jeńców, rozcinali im piersi i wyrywali bijące jeszcze serca.

Kamienne płyty

23 płyty o wymiarach 40 cm na
50 cm wykonane są z szarej i czerwonej skały wulkanicznej. Jak powiedział kierujący wykopaliskami Raúl Barrera, reliefy są szczególnie cenne, ponieważ to pierwsze wyobrażenia azteckich mitów znalezione w świętym okręgu: „Te płaskorzeźby są formą pisma. Opowiadają o gwiezdnych wojownikach, wojnach, jeńcach i ofiarach z ludzi”.
Podstawą Templo Mayor była 30-metrowa cztero-  lub pięciostopniowa piramida, na którą prowadziły strome schody. Na szczycie wznosiły się bliźniacze świątynie – po lewej stronie błękitno-białe sanktuarium boga deszczu Tlaloca, po lewej – czerwono-biała świątynia Huitzilopochtli. Świątynię zbudowano w siedmiu fazach – każdy aztecki władca wznosił piramidę wyżej. Jak się wydaje, płaskorzeźby powstały podczas czwartej fazy budowy za Moctezumy I
(1440-1469).
Na reliefach można zobaczyć węże z otwartymi pyskami oraz gwiezdnego wojownika trzymającego chimalli (tarczę) i broń miotającą strzały. Przedstawieni zostali także mężczyzna ze ściętą głową ozdobioną pióropuszem oraz jeniec wojenny. Ten drugi ma ręce związane za plecami, a z oka spływa mu łza. Na płaskorzeźbach widoczne są ornamenty, które zapewne symbolizują płynącą krew.

Słońce zwycięża księżyc

Reliefy z pewnością nawiązują do mitu narodzin Huitzilopochtli. Aztekowie wierzyli, że był on synem Coatlicue, Tej w Spódnicy z Węży. Ciało bogini Ziemi Coatlicue pokrywały bowiem węże, ludzkie dłonie, serca i zwierzęce pazury. Coatlicue była matką 400 braci – Niezliczonych Gwiazd. Urodziła także Coyolxauhqui, Tę z Wydętymi Ustami, wojowniczkę, boginię Księżyca. Pewnego dnia Coatlicue, stojąc na szczycie Coatepec, czyli Wężowej Góry, zaszła w ciążę za sprawą kłębka ptasich piór ukrytego pod spódnicą. Coyolxauhqui uznała za hańbę odmienny stan matki, która nie obcowała z mężczyzną, i podburzyła przeciw niej i dziecku Niezliczone Gwiazdy. Księżyc i Gwiazdy wyruszyły więc w pełnym uzbrojeniu, aby zabić matkę i płód w jej łonie. Huitzilopochtli wyskoczył jednak na spotkanie wrogów, już silny i sprawny, uzbrojony w Ognistego Węża. Pokonał starszą siostrę, obciął Coyolxauhqui głowę i rzucił ją ku niebu, gdzie zmieniła się w tarczę księżyca. Potem zgładził lub przepędził gwiezdnych braci.
Huitzilopochtli utożsamiany jest ze Słońcem, a walka ma wymiar kosmiczny, obrazuje zwycięstwo Słońca nad Gwiazdami i Księżycem, ciałami niebieskimi nocy. U stóp Wielkiej Świątyni znajdował się okazały kamienny dysk, przedstawiający boginię Coyolxauhqui, gdy pada pod ciosem brata. Bogini Księżyca została ukazana jako wojownik z dzwoneczkami. Jej głowę zdobią orle insygnia, w uszach ma przetyczki i kuleczki z piór, symbolizujące jej rytualną śmierć.
Bogini stała się dla Azteków Niebiańską Księżniczką, jednym ze złowrogich żeńskich duchów. Świadczą o tym kły i twarze na jej kolanie, łokciu i na podeszwie sandała. U pasa konającej Coyolxauhqui zwisa czaszka, a wokół jej bioder wiją się węże. Oznacza to, że była także boginią Ziemi.
Zwycięski Huitzilopochtli nakazał Aztekom porzucenie legendarnej ojczyzny – Aztlán (co w języku nahuatl oznacza Biała Ziemia na Środku Wody). Lud ten mówił o sobie Mexica – Znak Boga. Nazwę Aztekowie od krainy Aztlán nadali mu hiszpańscy konkwistadorzy. Turkusowy Książę poprowadził Azteków w Dolinę Meksyku nad jezioro Texcoco. Tam zobaczyli znak zesłany przez bóstwo – orła na opuncji, pożerającego węża. Zrozumieli, że w tym miejscu będzie ich nowa siedziba. Na brzegu jeziora Texcoco założyli w 1325 r. Tenochtitlán (Texcoco zostało osuszone, obecnie w tym miejscu znajduje się stolica współczesnego Meksyku). Huitzilopochtli, którego atrybutami są koliber i ogień, przemówił do wodzów: „Moim powołaniem i zadaniem jest wojna. Muszę mieć baczenie i toczyć walki ze wszystkimi narodami, i to bez litości!”.

Masakry na piramidzie

Jako bóg Słońca Huitzilopochtli rodził się codziennie o świcie, wspomagany przez dusze wojowników, i wznosił się w niebo na grzbiecie Ognistego Węża. Kiedy dzień się kończył, solarnego boga chwytały dusze Niebiańskich Księżniczek – kobiet zmarłych podczas porodu, i zabierały do podziemnego świata za zachodnim horyzontem. Huitzilopochtli mógł nazajutrz zmartwychwstać na wschodzie tylko wtedy, gdy miał pożywienie z krwi i serc wojowników.
Zabijanych na ofiarę ludzi Aztekowie nazywali kielichami, z których piją bogowie. Z Tenochtitlán każdego roku wyruszały wyprawy wojenne w celu zdobycia jeńców. Ich krew miała nasycić Turkusowego Księcia, Tlaloca, o twarzy z kłów i węży, Xipe Toteca, Pana Obranego ze Skóry, oraz inne bóstwa. Wyprawy te nazywano wojnami kwiatów, kwiatami zaś była ludzka krew. Potyczki z wojownikami niezależnych ludów, takimi jak Tlaxcalanie, staczano w miejscach zwanych polami kwiatów. Podległe Aztekom plemiona dostarczały też swoim panom niewolników na ofiarę jako część daniny.
W Tenochtitlán jeńców najpierw prowadzono przed posąg Huitzilopochtli, potem prezentowano władcy Azteków w pałacu, wygłaszając mowy o czekającej ich śmierci. Przed ceremonią więźniowie pozostawali pod opieką zarządców świątyń, ciągle odwiedzani i podziwiani przez tych, którzy ich schwytali. Oczekiwano, że człowiek, który miał być stracony przed świątynią Turkusowego Księcia na szczycie piramidy, sam wbiegnie po schodach, wykrzykując pochwałę swego miasta. Taki akt odwagi ułatwiały być może ogromne rozmiary piramidy. Jeniec stojący u podstawy budowli nie widział, co go czekało na szczycie. Niektórzy, nieco oszołomieni pulque, sfermentowanym sokiem z agawy, rzeczywiście wbiegali.
Aztekowie wierzyli, że cienie zmarłych trafiają do krainy Mictlan, gdzie doznają bólu i lęku. Ci jednak, którzy zostali złożeni na ofiarę, po śmierci zmieniają się w gwiazdy. Może to przekonanie było pociechą, wielu jeńców jednak załamywało się, nieszczęśnicy płakali i mdleli. Tych wlekli na górę kapłani – jak zapisał hiszpański kronikarz, zakonnik Bernardino de Sahagún, ciągnęli ich „za włosy po stopniach przybytku”. Na górze czterech kapłanów chwytało delikwenta za ręce i nogi. Piąty rozcinał mu klatkę piersiową i wyrywał serce. Ciała obdzierano ze skóry i ćwiartowano. Być może czaszki nadziewano na kołki, kończyny dzielono na porcje i zjadano w akcie rytualnego ludożerstwa, tułowiami zaś karmiono drapieżne ptaki i zwierzęta w menażerii władcy.
W innym rytuale przeznaczony na śmierć musiał toczyć kolejne pojedynki z czterema wybranymi wojownikami Azteków na kamieniu, który Hiszpanie nazwali gladiatorskim. Jeniec uzbrojony był w maczugę, w której zamiast krzemiennych ostrzy osadzone były pióra, jego przeciwnicy mieli broń z ostrzami. Wojownicy azteccy tak uderzali maczugami, aby jak najgęściej ponacinać skórę ofiary, która spływała krwią. Kiedy jeniec wreszcie upadał, wyrywano mu serce i palono je. Był to hołd dla Huitzilopochtli. Wojownik, który pojmał jeńca, dostawał tykwę wypełnioną krwią z klatki piersiowej zabitego i niósł ją przez miasto, mażąc po drodze krwią usta posągów bóstw we wszystkich świątyniach.
Podczas święta wojowników Panquetzaliztli na złożenie w ofierze swoich niewolników pozwalano niekiedy kupcom. Ci bowiem chcieli dorównać wojownikom i gotowi byli zapłacić majątek za ten zaszczyt. Kiedy jednak kupiec prowadził niewolników na śmierć, często napadała ich grupa wojowników. Dochodziło do walki, która miała być odtworzeniem zmagań Huitzilopochtli z Księżycową Siostrą i Niezliczonymi Gwiazdami. Bywało, że niewolnik zabijał atakującego, najczęściej jednak to wojownik zwyciężał i kupiec musiał wnosić okup, jeśli nie chciał, aby niewolnik zginął na miejscu.
Naukowcy toczą spory, ilu jeńców uśmiercili Aztekowie, aby nakarmić krwią Turkusowego Księcia i inne bóstwa. Być może w czasach rozkwitu ich kultury ten los spotykał 15 tys. ludzi rocznie. Podobno w 1487 r. Aztekowie uczcili zakończenie budowy Wielkiej Świątyni, zabijając ponad 20 tys. jeńców ze zbuntowanego ludu Huaxteków. Podczas makabrycznej ceremonii ofiary w czterech szeregach powoli przesuwały się w stronę piramidy.
Karmiony krwią i sercami ludzi Huitzilopochtli nie ocalił Azteków przed zagładą. Meksykańskie szczepy, doprowadzone do ostateczności uciskiem ze strony władców Tenochtitlán i nieustannym porywaniem jeńców na ofiary, stanęły po stronie hiszpańskich zdobywców. To indiańskie wsparcie, bardziej niż konie, stal i broń palna, umożliwiło europejskim najeźdźcom zwycięstwo. Tenochtitlán został zdobyty w 1521 r. Wstrząśnięci krwawymi ofiarami konkwistadorzy zniszczyli górne stopnie Wielkiej Świątyni wybuchem 500 beczek prochu.

Wydanie: 32/2012

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy