Diamentowy szpieg w potrzasku

Diamentowy szpieg w potrzasku

Wysoki funkcjonariusz FBI szpiegował dla Moskwy przez 15 lat

W Waszyngtonie szaleje szpiegowska afera. Funkcjonariusze FBI aresztowali swego wysokiej rangi kolegę, który przez lata dostarczył Moskwie całe tomy supertajnych dokumentów. Otrzymał za to setki tysięcy dolarów i worek kamieni szlachetnych.
W niedzielny wieczór 18 lutego Robert Phillip Hanssen spacerowym krokiem zbliżył się do miejsca wyznaczonego na skrzynkę kontaktową w parku w Vienna (stan Wirginia) na przedmieściach Waszyngtonu. Ukradkiem zostawił paczkę z dokumentami. W kilka sekund później na przegubach Hanssena, funkcjonariusza Federalnego Biura Śledczego od ponad ćwierć wieku, zatrzasnęły się kajdanki. Wkrótce potem agenci FBI znaleźli w parku inną paczkę, a w niej 50 tysięcy dolarów. Było to honorarium dla agenta, pozostawione przez urzędników rosyjskiej ambasady.
W ten sposób dobiegła końca kariera jednego z najbardziej skutecznych szpiegów stulecia. Na konferencji prasowej, która nazajutrz odbyła się w Waszyngtonie, dyrektor FBI, Louis Freeh, przedstawił szczegóły działalności zdemaskowanego “kreta”, zawarte w przygotowanym już, 100-stronicowym akcie oskarżenia. Prezydent George W. Bush uznał, że wroga działalność Hanssena jest zniewagą dla społeczeństwa Stanów Zjednoczonych.
Kim jest człowiek, który wywołał tę burzę? 56-letni Robert Hanssen, syn funkcjonariusza policji, w młodości próbował różnych zajęć. Studiował chemię w Galesburgu w stanie Illinois, potem chciał zostać dentystą, wreszcie zdobył dyplom księgowego i w latach 1971-72 pracował w tym zawodzie w Chicago. Potem wstąpił do chicagowskiej policji, gdzie znalazł się w jednostce specjalnej, tropiącej przestępstwa, popełnione przez samych stróżów prawa. Wreszcie w 1976 roku złożył przysięgę funkcjonariusza FBI. Odznaczył się, ścigając łamiących prawo, drobnych biznesmenów w stanie Indiana. Przełożeni szybko zauważyli

talent młodego agenta.

Po dwóch latach Hanssen działał już w kwaterze głównej FBI w Nowym Jorku, potem w Waszyngtonie. I szybko awansował. W końcu został specjalistą od kontrwywiadu, wysokiej rangi przedstawicielem FBI w biurze Departamentu Stanu, odpowiedzialnym za pracę z dyplomatami zagranicznymi. Zadaniem niedoszłego dentysty było wykrywanie szpiegów w radzieckiej, potem rosyjskiej ambasadzie i innych przedstawicielstwach Moskwy. Nikt jednak nie przypuszczał, że Hanssen już w wieku 14 lat postanowił zostać sowieckim wywiadowcą. Decyzję tę podjął, czytając pamiętniki osławionego Kima Philby’ego, brytyjskiego szpiega Stalina. Tak przynajmniej wyznał w liście do swych moskiewskich mocodawców.
W 1985 roku as amerykańskiego kontrwywiadu postanowił spełnić chłopięce marzenia. Wystosował list do oficera KGB w radzieckiej ambasadzie, proponując dostarczenie całego pudła dokumentów dotyczących “najbardziej sekretnych planów naszej społeczności wywiadowczej”. Tak naprawdę Hanssenem powodowała żądza pieniędzy. W liście napisał: “Sądzę, że te dokumenty są na tyle ważne, że uzasadnią honorarium dla mnie w wysokości 100 tysięcy dolarów”. Hanssen podał też nazwiska trzech funkcjonariuszy radzieckich tajnych służb, którzy przeszli ostatnio na amerykańską stronę. KGB już je znała od Aldricha Amesa, pracującego dla Moskwy funkcjonariusza CIA, zwanego “szpiegiem-zabójcą”, teraz jednak Rosjanie nabrali pewności. Dwaj wysocy oficerowie KGB zostali osądzeni i straceni, trzeci otrzymał wyrok długoletniego więzienia.
Robert Hanssen nie spodziewał się natomiast, że sam zostanie schwytany. Jako ekspert od kontrwywiadu postępował niezwykle ostrożnie. Nie zdradził swej tożsamości sowieckim “przyjaciołom”, wobec których występował jako “Ramon” czy “Pan B”. Prawdziwe nazwisko “swego człowieka w Waszyngtonie” Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji poznała dopiero w ubiegłym tygodniu z amerykańskich gazet.
Działalność szpiegowska “kreta z FBI” odbywała się jakby według schematu z sensacyjnego filmu.

“Martwe skrzynki” w parkach

i w lasach, zaszyfrowane wiadomości w gazetach, konta w bankach szwajcarskich. Niekiedy wszystko przybierało cechy groteski. Gdy Rosjanie wyznaczyli “skrzynkę kontaktową” na terenie podmokłym oburzony Hanssen napisał: “Zrozumcie, że jestem ubrany w elegancki garnitur i nie mogę brodzić po kostki w błocie”.
Rosjanie byli hojni wobec tajemniczego wywiadowcy. W ciągu 15 lat szpiegowskiej działalności Hanssen zarobił co najmniej 650 tysięcy dolarów. Być może dalszych 850 tysięcy zdołał ukryć na różnych zagranicznych kontach. Za tę fortunę kupił dom z drzewa cedrowego i czerwonej cegły w dzielnicy dobrej klasy średniej w Vienna. Co niedziela pakował swą żonę i sześcioro dzieci do przestronnego samochodu typu van i, jak Bóg przykazał, jechał prosto do kościoła. Szpieg miał w dzielnicy

opinię “swojego chłopa”,

który wraz z sąsiadami piecze kiełbaski przy wspólnym grillu. Mieszkańcy Vienna nie mogli uwierzyć, że tak wzorowy obywatel przez lata był agentem obcego mocarstwa. Także Bernardette Hanssen, nauczycielka religii w katolickim liceum, przez lata nawet nie przypuszczała, że jej mąż ma także inne oblicze.
W marcu 1986 roku szpieg napisał do swych mocodawców, że nie wystarczy mu 100 tysięcy dolarów, zresztą pieniądze nie są dobrą formą zapłaty. “Nie mogę ich wydać, ani zainwestować, nie wzbudzając podejrzeń, że to narkotykowy szmal. Może lepsze będzie trochę diamentów jako forma zabezpieczenia przyszłości moich dzieci”. Rosjanie wyrazili obawę, że kamienie szlachetne wzbudzą podejrzenia. “Nie, powiem wszystkim, że dostałem diamenty w spadku od babci”, odpisał agent i otrzymał niezwykłe honorarium.
Był zresztą

wart swej zapłaty.

Dostarczył Moskwie 6 tysięcy stron dokumentów, w tym plany amerykańskiego kontrwywiadu powstrzymania infiltracji KGB oraz kompletny projekt “bardzo ważnego i kosztownego projektu technicznego, dotyczącego bezpieczeństwa USA”. Rosjanie byli zadowoleni z tak gorliwego współpracownika.
W latach 90. Hanssen zaczął jednak się bać, zwłaszcza, gdy Stany Zjednoczone wprowadziły za szpiegostwo wyrok śmierci. Półżartobliwie pytał o możliwość ucieczki do Rosji. “Mógłbym u was zostać wykładowcą”, proponował. W marcu 2000 roku “diamentowy szpieg” czuł się zlekceważony i porzucony. Napisał do Rosjan: “Poświęciłem się, aby wam pomóc tak bardzo, jak zawsze tego chciałem i w zamian otrzymuję wasze milczenie. Ktoś mógłby powiedzieć, że jestem szalenie odważny lub całkowicie szalony. Ale naprawdę jestem szalenie lojalny”.
Nie wiadomo, w jaki sposób FBI wpadł na trop “diamentowego szpiega”. Być może “kreta” wydał rosyjski dyplomata. Siergiej Trietiakow, który jesienią ubiegłego roku “zbiegł” na amerykańską stronę. W każdym razie sieć wokół Hanssena zaczęła zaciskać się w ostatnich miesiącach 2000 roku. Przeniesiono go do kwatery głównej, gdzie koledzy mogli śledzić każdy krok “zdrajcy”. Robert Hanssen był kompletnie zaskoczony, gdy wpadł w pułapkę zastawioną w parku w Vienna.
Aresztowany szpieg wynajął śmietankę adwokatów, w tym Platona Chacherisa, reprezentującego wcześniej Monikę Lewinsky. Nie wydaje się jednak, aby biegli juryści mogli “kretowi” w czymkolwiek pomóc. Hanssenowi grozi wyrok śmierci, w najlepszym razie dożywocie i 2,8 miliona dolarów grzywny, na którą nawet pieniądze ze sprzedaży diamentów nie wystarczą.

Wydanie: 9/2001

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy