Trzylatki z I klasy

Trzylatki z I klasy

We Francji obowiązek szkolny obejmie dzieci od ukończenia trzeciego roku życia

Niespełna dwa miesiące temu prezydent Francji Emmanuel Macron ogłosił, że obowiązkowe nauczanie szkolne obejmie niebawem dzieci od ukończenia trzeciego roku życia, a nie jak dotąd – szóstego. Adwersarze prezydenta po raz kolejny stwierdzili, że gospodarz Pałacu Elizejskiego żyje w „ciasnym światku swoich urojeń” („Paris Match”). Jednak prezydent nie przejmuje się tymi atakami. – Nie należy traktować przedszkoli jako przechowalni dla dzieci, które tam się nudzą. Powinny one już wcześniej korzystać ze swojego potencjału. Dołożę wszelkich starań, aby dowartościować przedszkola jako prawdziwe instytucje edukacyjne, służące rozwojowi dziecka oraz jego umiejętności językowych – powtarza. Jak tłumaczą z kolei zwolennicy pomysłu Macrona, wprowadzenie obowiązku szkolnego dla dzieci od trzech lat nie jest żadną rewolucją. – We Francji i tak ponad 90% trzylatków uczy się w przedszkolach. Co nie oznacza, że nie ma tu dysproporcji. W większych miastach jest znacznie więcej przedszkoli niż na prowincji. Uregulowanie tej kwestii wyrówna szanse życiowe dzieci bez względu na ich pochodzenie czy też miejsce zamieszkania – wyjaśnia francuski minister edukacji Jean-Michel Blanquer, jeden z głównych pomysłodawców reformy.

Wyrównanie szans

Do grona autorów zmian należy również koryfeusz francuskiej psychiatrii dziecięcej prof. Boris Cyrulnik, który w wywiadzie dla dziennika „Le Monde” wskazuje, że jedna trzecia dzieci na progu szkoły przeżywa trudności natury psychicznej bądź społecznej, które wynikają z przemocy domowej, konfliktów małżeńskich czy kłopotów finansowych, co odbija się ujemnie głównie na poziomie językowym dziecka. – W tej reformie nie chodzi bynajmniej o wczesny początek konkurencji między dziećmi, co tak niepokoi wielu rodziców i konserwatystów. Przedszkole ma przede wszystkim zniwelować nierówności, jakie dzieci wynoszą ze swoich domów rodzinnych. Różnice choćby w zasobie słów, które dzieci przyswajają sobie przed ukończeniem szóstego roku życia, są dramatyczne – tłumaczy Cyrulnik. Inni francuscy eksperci są podobnego zdania. – Dziecko z zamożnej paryskiej rodziny uczy się kilkakrotnie więcej wyrazów niż dziecko z prowincji lub z pełnych imigrantów dzielnic, jak St. Denis. Dzięki nowej ustawie wszystkie dzieci poznają tyle samo wyrazów, tyle że w przedszkolach, a nie w swoich domach – przekonuje Valérie Piau, adwokatka i pedagog, specjalistka od praw dziecka. Jej zdaniem przedszkola powinny kłaść nacisk na nabywanie przez dzieci jak największego zasobu słów w formie zabawy zachęcającej do nauki.

Tymczasem do krucjaty przeciwko Macronowi nawołują nie tylko zatroskani rodzice oraz politycy, którzy nie zdążyli jeszcze rozsiąść się w fotelach opozycyjnych. Także niektórzy nauczyciele i przedstawiciele związków zawodowych ostrzegają przed ogromnymi dodatkowymi nakładami finansowymi, które będą związane z reformą. – Jak dotąd trzylatki mają się znakomicie, a my mamy teraz zupełnie inne problemy – twierdzi dziennikarka Alba Ventura, nawiązując do wciąż trwających protestów „żółtych kamizelek”. Chociaż w przeprowadzonej przez dziennik „Le Monde” sondzie wielu rodziców nie wstydziło się przyznać ankieterom do narastającego w nich buntu wobec kolejnej ofensywy Macrona, jednak znaczna część nie obawia się zmian związanych z reformą. – Dla większości francuskich rodzin obowiązek szkolny i tak zaczyna się już od trzech lat – mówi Blanquer. Już przed szkołą podstawową wielu rodziców wysyła swoje dzieci po ukończeniu przez nie trzech lat do tzw. école maternelle (czegoś w rodzaju zerówki), mającej przygotować je do lekcji w szkołach. Tylko nieznaczna część rodzin wysyła je później, co jednak wiąże się najczęściej z kwestiami religijnymi lub miejscem zamieszkania (np. na Martynice).

Francuskie écoles maternelles funkcjonują podobnie jak tradycyjne szkoły – zajęcia zaczynają się codziennie około godz. 8.30. Trzylatki uczą się liczyć, czterolatki rysują pierwsze litery, a pięciolatki otrzymują na koniec roku rodzaj świadectwa, które ma ułatwić nauczycielom szkół podstawowych ocenę poziomu przychodzących do nich dzieci. Dowiadują się z nich, czy dziecko potrafi już pisać całe wyrazy, czy odróżnia trójkąty od kwadratów albo czy jest już w stanie opowiedzieć, jak spędziło weekend. Oddziały we francuskich „zerówkach” liczą ok. 30 dzieci, zajęcia prowadzą w nich wykształceni nauczyciele oraz asystenci pedagogiczni. Lekcje kończą się zazwyczaj o godz. 16.30, przy czym rodzice pracujący dłużej mogą zostawić swoją pociechę nawet do godz. 19.00. A jak odnoszą się do francuskiego systemu i nowych pomysłów liderów La République en marche mieszkańcy i politycy innych krajów Unii Europejskiej?

Cały tekst można przeczytać w „Przeglądzie” nr 20/2019, dostępnym również w wydaniu elektronicznym.

Fot. www.eschau.fr

Wydanie: 20/2019

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy