Niejeden funkcjonariusz za 300 zł łapówki zafundował sobie kilka lat więzienia – Biuro Spraw Wewnętrznych. Jest pan zatrzymany – usłyszał w Łodzi młody policjant wracający po służbie do domu. Kwadrans później siedział na fotelu ze spuszczoną głową. – Co ja zrobiłem? Co ja zrobiłem? – powtarzał, patrząc na skute kajdankami dłonie. Policjanci zgodnie z procedurą przeszukiwali mieszkanie. Kariera funkcjonariusza dobiegła końca. Za 300 zł łapówki zafundował sobie kilka lat więzienia. Miejsca, gdzie skorumpowanym glinom ciężko przetrwać do końca wyroku. Pieniądze chciał wymusić od osoby, która według niego popełniła wykroczenie. Sytuacja była zaaranżowana. Rzekomy sprawca nie dał się zastraszyć. Powiadomił BSW. Opinie na temat korupcji w policji są jednoznaczne. – To standard. Pokażcie mi mundurowego, który nie bierze – tak komentowane jest to na co dzień. Policja usiłuje zmienić ten stereotyp. W sposób jawny i konsekwentny oczyszcza swe szeregi z przestępców. Ściganiem ich zajmują się przede wszystkim funkcjonariusze BSW – instytucji powołanej w 1998 r. przez ówczesnego komendanta Jana Michnę. Wchodzący w jej skład oficerowie nie utożsamiają się z pojęciem policji w policji. Ale specyfika ich pracy jest szczególna, a i oni sami do tuzinkowych nie należą. Mają groźnego przeciwnika. Wykształconego, przeszkolonego. Z dostępem do baz danych. Chcąc wygrać, muszą być lepsi. Pod ostrzałem – Pomyliliście mnie z kimś innym. To nieporozumienie. Popełniacie błąd – ostrzega w jednej z warszawskich komend policjant podejrzany o przyjęcie 2 tys. zł w zamian za zatarcie sprawy o prowadzenie samochodu pod wpływem alkoholu. Nie przyznaje się. Choć wskazał go wręczający łapówkę. Skrucha w tego typu sytuacjach należy do rzadkości. Przestępcy w mundurach wiedzą, co ich czeka, i idą w zaparte. Zatrzymanie ich wiąże się często z takim samym ryzykiem jak w przypadku groźnych gangsterów. W sierpniowy wieczór pod agencję towarzyską w Ciechanowie zajechała czerwona toyota. Wysiadł z niej wysoki rangą oficer miejscowej policji. W środku siedziało dwóch Armeńczyków. Byli jego ochroniarzami. Z sąsiadujących z agencją uliczek wybiegli funkcjonariusze BSW, wzywając do zatrzymania. Oficer błyskawicznie wsiadł do swojego auta i ruszył z piskiem opon. Nie zatrzymała go ustawiona kilkaset metrów dalej blokada. Biorący w niej udział policjant w ostatniej chwili uniknął rozjechania. – Od tego momentu stało się dla nas jasne, że ścigany jest zdecydowany na wszystko. Postanowiliśmy użyć broni – mówi uczestniczący w akcji funkcjonariusz BSW. Kanonada zakończyła się po kilku kilometrach ostrej jazdy. Przestrzelona opona i tylna szyba zadecydowały o kapitulacji. Oficer wymuszał haracze. Wśród bandytów i kolegów z pracy miał opinię twardego gliny, który czyścił miasto z przestępców. Ale czyścił też właściciela agencji towarzyskiej z pieniędzy. Brał panienki jak swoje. Stał się na tyle uciążliwy, że agencji groziło bankructwo. Kiedy po raz kolejny zażądał 3 tys. zł, zainteresowane sprawą BSW przygotowało zasadzkę. Nieuczciwi policjanci mają wiele okazji sięgnięcia po brudne pieniądze. Często robią to przy współudziale cywilów. Majstersztykiem w tego typu sprawach są wyłudzenia ubezpieczeniowe. W woj. lubuskim lekarz sprowadził uszkodzony samochód z zagranicy. Wstawił go do garażu i zaczął preparować dokumenty. Wynikało z nich, że jest właścicielem w pełni sprawnego, wyremontowanego auta. Ubezpieczył je, a po miesiącu miał fikcyjny wypadek. Zysk z takiego procederu to wyłudzone ubezpieczenie. W przypadku pana doktora podwójne. Był orzecznikiem ZUS i oprócz odszkodowania za samochód naliczał odszkodowanie zdrowotne. Nie działał sam. Pomagało mu pięciu policjantów (jeden dorabiał do emerytury), pracownik stacji kontroli pojazdów i trzech innych cywilów (w tym agent ubezpieczeniowy). Za samochód kasowali 8-11 tys. zł. Akcja BSW pozbawiła ich źródła dochodów. Jedynym, który do tej pory miga się przed odsiadką, jest lekarz. Z opinii jego kolegów wynika, że poważnie się rozchorował. Żeby dorobić na boku, wykorzystując mundur, nie potrzeba aż takiej finezji. Dostęp do bazy danych stwarza okazją do handlowania informacjami. Są drogie. Kosztują od kilkuset złotych do kilku tysięcy. Odbiorców nie brakuje. Firmy prowadzące wywiad gospodarczy, zajmujące się windykacją, agencje detektywistyczne, grupy przestępcze – wszyscy gotowi są płacić. Ale korupcja to nie tylko gotówka. – Panie naczelniku, czy chciałby pan jechać na safari do RPA? – zapytał przedstawiciel
Tagi:
Piotr Siwanowicz







