Jak się kręci koronabiznes

Jak się kręci koronabiznes

Pandemia na szczyty finansowego powodzenia wyniosła biotechnologię

Pandemia zdemolowała czołowe światowe gospodarki. Zgotowała piekło hotelarzom, restauratorom i fryzjerom. Lecz gdy jedni szli na dno, drudzy wypływali na szerokie wody.

Miliardy dla koncernów

Nie sposób dziś oszacować zysków koncernów farmaceutycznych produkujących szczepionki przeciw COVID-19. Wiadomo, że będą monstrualne. W połowie grudnia ub.r. belgijska sekretarz stanu ds. budżetu Eva De Bleeker zamieściła na Twitterze cennik szczepionek, które jej kraj zamierza kupić. Wpis szybko zniknął, lecz w sieci nic nie ginie i świat dowiedział się, ile Belgia zapłaci za jedną dawkę. Wyglądało to tak: Sanofi/GSK – 7,56 euro, Pfizer/BioNTech – 12 euro, Moderna – 18 dol., Johnson & Johnson – 8,50 dol., CureVac – 10 euro, Oxford/AstraZeneca – 1,78 euro. W wypadku firm Moderna, Pfizer i AstraZeneca te kwoty należy pomnożyć przez dwa, gdyż do uzyskania pełnej odporności wymagane jest przyjęcie dwóch zastrzyków.

Do końca zeszłego roku Komisja Europejska zakontraktowała u producentów setki milionów dawek. Tylko na konta Pfizer/BioNTech trafi z krajów Unii 7,2 mld euro. Moderna otrzyma 3,5 mld euro, a Oxford/AstraZeneca – 712 mln euro. Do tych szacunków nie wliczono kwot, które zapłacą Wielka Brytania, Stany Zjednoczone, kraje Zatoki Perskiej, Japonia, Australia i Nowa Zelandia. Moderna, która przed wybuchem pandemii wykazywała roczny zysk rzędu 50-60 mln dol., spodziewa się w tym roku przychodów w wysokości 18,4 mld dol.

Ogromne pieniądze trafiły też do producentów maseczek, nitrylowych rękawic, kombinezonów, środków do dezynfekcji itp. W Polsce Wiesław Żyznowski, właściciel notowanej na stołecznym parkiecie spółki Mercator Medical, produkującej m.in. takie artykuły, dzięki spektakularnemu wzrostowi cen akcji jego firmy dołączył do grona giełdowych miliarderów.

W Stanach Zjednoczonych cena akcji spółki Zoom Video wzrosła o 446%. Firma produkuje popularne oprogramowanie służące do organizowania wideokonferencji w sieci. Świetne interesy robią producenci podzespołów komputerowych – procesorów, pamięci, dysków SSD itp. W związku z upowszechnieniem się zdalnej pracy i nauki gwałtownie wzrósł popyt na komputery i laptopy, a więc i ceny poszły w górę.

Pandemia wywarła przemożny wpływ na firmy zajmujące się sprzedażą w internecie. Przepływy pieniężne Amazona z działalności operacyjnej w roku 2020 wzrosły o 72%, do 66,1 mld dol., w porównaniu z 38,5 mld dol. w roku 2019. Chiński gigant Alibaba Group miał w ubiegłym roku przychody sięgające prawie 34 mld dol., co oznaczało wzrost o 37% w odniesieniu do roku 2019. Także mniejsze firmy działające w tym obszarze gospodarki odnotowały wzrost zysków.

Rozkwitły spółki zajmujące się dostawami przesyłek kurierskich i logistyką. Deutsche Post DHL Group wstępnie ogłosiła, że skonsolidowane zyski za rok 2020 osiągną 4,8 mld euro, co znacznie przekracza wcześniejszą prognozę, która szacowała je na 4,1-4,4 mld euro. Amerykański FedEx zanotował dochód rzędu 71 mld dol. Grupa DPD w 2020 r. zadowoliła się przychodem ok. 11 mld euro, w stosunku do 7,8 mld euro w roku 2019. Również polska spółka InPost poprawiła swoje wyniki finansowe i za ok. 565 mln euro nabyła w ostatnich dniach francuską platformę przesyłek e-commerce Mondial Relay.

Rozkwit handlu internetowego oraz usług logistycznych i kurierskich doprowadził do tego, że… zaczęło brakować kartonu, z którego robione są opakowania. Część ekspertów przewiduje, że w przyszłości nie zrezygnujemy z tych usług i zakupy w sieci staną się jeszcze bardziej popularne. Nie wróży to najlepiej właścicielom galerii handlowych. Czas pokaże, czy ta prognoza się sprawdzi.

Kasa za obietnice

Kolejną dziedziną, którą pandemia wyniosła na szczyty finansowego powodzenia, jest biotechnologia. Na firmy, które dotychczas specjalizowały się w niespełnionych obietnicach, gdy tylko zakomunikowały, że mają pomysł na szczepionkę albo lek na COVID-19, spadał deszcz gotówki. I to mimo ostrzeżeń analityków, że może to być bardzo ryzykowne. Wszak koszty badań są astronomiczne, a finalny wynik niepewny.

Pierwszą polską spółką giełdową, która błysnęła zapowiedzią podjęcia prac nad lekiem na covid, był lubelski Biomed. Miał się zająć produkcją preparatu z osocza ozdrowieńców o roboczej nazwie Immunoglobulina anty-SARS-CoV-2. W sierpniu ub.r. spółka uzyskała grant Agencji Badań Medycznych w wysokości 5 mln zł, a w październiku Ministerstwo Funduszy i Polityki Regionalnej dołożyło Biomedowi na budowę Centrum Innowacji Biotechnologicznych BCG 29,18 mln zł.

Akcje spółki, które w marcu 2020 r. kosztowały ok. 70 gr, podrożały w lipcu do ponad 29 zł, by następnie stanieć do 8-9 zł w grudniu. Po zapowiedzi rozpoczęcia negocjacji z Agencją Badań Medycznych w sprawie warunków i zasad wykorzystania wyników niekomercyjnego badania klinicznego preparatu do celów komercyjnych ich cena znów poszła w górę i waha się w przedziale 16-19 zł. Za jakiś czas dowiemy się, czy szumnie zapowiadany polski lek na covid okaże się sukcesem, czy medialną gwiazdą jednego sezonu.

Pewne jest, że dwie amerykańskie firmy już produkują leki, które mają pozytywny wpływ na leczenie covidu i zostały pod koniec zeszłego roku w trybie awaryjnym dopuszczone do stosowania przez US Food and Drug Administration (FDA). Chodzi o koncern Eli Lilly produkujący specyfik o nazwie Bamlanivimab oraz spółkę Regeneron Pharmaceuticals, która ma w ofercie REGN-CoV-2.

Sukces ten natychmiast przełożył się na wyniki finansowe i notowania akcji obu firm. Wszak na giełdzie handluje się nadziejami na przyszłe zyski. Obecna przez lata na Giełdzie Papierów Wartościowych biotechnologiczna spółka Mabion uchodziła wśród inwestorów za perspektywiczną. I to mimo faktu, że nie wykazywała zysków. Źródłem pieniędzy były kolejne emisje akcji, dotacje unijne i środki przekazywane jej przez głównych udziałowców. Na przełomie marca i kwietnia ub.r. kurs akcji spółki sondował historyczne minima na poziomie 20 zł. Miało to związek z decyzją o wycofaniu wniosków rejestracyjnych leku o nazwie MabionCD20 złożonych w Europejskiej Agencji Leków w czerwcu 2018 r. i maju 2019 r. To rodzimy odpowiednik popularnego leku onkologicznego Rytuksymab, produkowanego przez koncern Roche, sprzedawanego pod nazwą handlową MabThera. Natychmiast pojawiły się plotki, że spółce wkrótce skończą się pieniądze i nastąpi bardzo przykry dla akcjonariuszy finał.

Jeszcze w styczniu br. notowania akcji Mabionu oscylowały wokół 20 zł. Wszystko zmieniło się 3 marca. Tego dnia pojawił się komunikat o zawarciu umowy z amerykańską firmą Novavax, na mocy której miało dojść do transferu „technologii procesu produkcyjnego antygenu kandydata na szczepionkę na COVID-19 o roboczej nazwie NVX-CoV2373 oraz przeprowadzenia w zakładzie Spółki prób technicznych procesu w skali komercyjnej”. W dalszej części komunikatu zaznaczono, że w przypadku kontynuacji współpracy zaistnieje możliwość włączenia zakładu spółki Mabion w łańcuch wytwórczy Novavaksu w zakresie komercyjnego wytwarzania substancji czynnej dla Amerykanów.

W gazetach pojawiły się tytuły, że w drugim lub trzecim kwartale Mabion, wspólnie z Amerykanami, będzie produkował szczepionkę. Kurs akcji wystrzelił w górę i wkrótce za jedną trzeba było płacić 103 zł!

Ostatecznie ustabilizował się na poziomie ok. 80 zł. Niejako w cieniu medialnego sukcesu przemknęła informacja o przygotowywanej emisji nowych akcji spółki. Spodziewano się uzyskać ponad 100 mln zł, co w tych okolicznościach nie powinno być problemem. Środki te z pewnością na jakiś czas zaspokoją potrzeby finansowe Mabionu. A co z nadwiślańską produkcją szczepionki na covid wspólnie z amerykańską firmą Novavax? Pożyjemy, zobaczymy.

Skromne datki dla profesorów

W latach 2007-2020 w nowoczesne laboratoria, centra naukowo-badawcze, parki technologiczne, inkubatory przedsiębiorczości itp. wpompowano miliardy euro z dotacji unijnych. Można było oczekiwać, że nasza naukowa elita podejmie wyzwanie i opracuje szczepionkę na covid. Wydawać by się też mogło, że na fali zagrożeń spowodowanych koronawirusem rządzący obficie sypną groszem na badania. Otóż nic bardziej mylnego!

Prof. Andrzej Mackiewicz z Uniwersytetu Medycznego w Poznaniu już w lipcu 2020 r. zapewniał Polską Agencję Prasową: – Za półtora miesiąca będziemy mieli gotowy prototyp szczepionki na SARS-CoV-2. Będzie działała, mogę podpisać cyrograf z samym diabłem.

W październiku notowana na NewConnect Inno-Gene SA, która nieźle wypłynęła na pandemii, m.in. opracowując wykrywające koronawirusa testy o nazwie SARS-CoV-2 RT-LAMP Fast Detection Kit, zawarła z kierowaną przez profesora firmą COVIDVAX sp. z o.o. umowę, której celem było wsparcie prac nad szczepionką. I głośno tym faktem się chwaliła. Na początku grudnia umowa została rozwiązana z powodu „wprowadzenia na rynek trzech komercyjnych szczepionek przeciwko COVID-19 i rozpoczęcia szczepień populacyjnych, co utrudnia możliwość pozyskania zewnętrznego finansowania na badania kliniczne i komercjalizację szczepionki przez COVIDVAX sp. z o.o.”. Niezrażony tym profesor wraz z zespołem kontynuuje prace, mimo że nie otrzymał ani grosza z dotacji rządowych. Notowania akcji Inno-Gene SA zostały zaś zawieszone w połowie lutego br. – jako powód podano obawy zarządu giełdy co do wiarygodności informacji dotyczących sytuacji finansowej spółki.

Na Politechnice Warszawskiej pracami nad polską szczepionką kieruje prof. Tomasz Ciach. Badania finansuje rektor uczelni. O wsparciu rządowym nic nie wiadomo.

Narodowe Centrum Badań i Rozwoju wsparło kwotą niemal 4 mln zł projekt „Badania nad uzyskaniem nowatorskiej szczepionki przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 odpowiedzialnemu za chorobę COVID-19” realizowany przez Instytut Immunologii i Terapii Doświadczalnej im. Ludwika Hirszfelda PAN.

Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu Ośrodek Badawczo-Rozwojowy otrzymał z NCBR 1,9 mln zł na projekt „Profilowanie serologiczne chorych na COVID-19 jako narzędzie do wskazania efektywnych epitopowych składników szczepionek przeciw SARS-CoV-2 oraz jako narzędzie wspomagające kontrolę transmisji wirusa w populacji na terenie Polski”.

Wyzwanie podjęła również Sieć Badawcza Łukasiewicz, a konkretnie Instytut Chemii Przemysłowej – zespół naukowców pod kierunkiem dr hab. Małgorzaty Kęsik-Brodackiej, który wraz z zespołem prof. Marcina Drąga z Politechniki Wrocławskiej znalazł się wśród trzech polskich ośrodków wybranych do realizacji międzynarodowego projektu o nazwie „Badania nad szczepionką przeciwko wirusowi SARS-CoV-2 oraz wsparcie prac badawczych nad poszukiwaniem skutecznej terapii”. Ile pieniędzy dostali? Nie wiadomo.

30 marca 2020 r. Narodowe Centrum Nauki ogłosiło konkurs na dotacje w ramach projektu „Szybka ścieżka dostępu do funduszy na badania nad COVID-19”. Wsparcie otrzymało 19 zespołów, przyznane kwoty to od 135 tys. zł dla dr hab. Joanny Sułkowskiej z Uniwersytetu Warszawskiego do 1,6 mln dla prof. Marcina Drąga z Politechniki Wrocławskiej. W sumie rozdzielono ponad 12 mln zł.

Kilkadziesiąt milionów złotych na badania różnych aspektów pandemii rozdzieliła w roku ubiegłym Agencja Badań Medycznych w ramach kolejnej „szybkiej ścieżki”. Jednak ani jeden z 19 projektów, którym przyznano dotacje, najczęściej w granicach 3-4 mln zł, nie dotyczył prac nad szczepionką.

Pewien rozgłos w marcu ub.r. zyskał prof. Jan Walewski, dyrektor Narodowego Instytutu Onkologii im. Marii Skłodowskiej-Curie – Państwowego Instytutu Badawczego, który ogłosił, że wspólnie z Instytutem Biochemii i Biofizyki PAN oraz innymi naukowcami podjął prace nad lekiem na COVID-19. Pomysł polegał na połączeniu bakteriofaga z nanoprzeciwciałami. Brzmiało nieźle, lecz potem zapadła cisza.

W bazie danych Ośrodka Przetwarzania Informacji – Państwowego Instytutu Badawczego widnieją dwa projekty naukowe związane z covidem. Pierwszy to „Odpowiedź Polski na COVID-19: działania rządu i kontekst międzynarodowy”, a drugi – „Wybrane aspekty polityki gospodarczej w państwach Azji Wschodniej”. Nie znalazłem ani jednego dobrze rokującego projektu badawczego, którego celem byłoby opracowanie polskiej szczepionki przeciw COVID-19. Także pieniądze, które rząd przeznaczył na badania nad pandemią, są żadne. Badania istniejących leków pod kątem ich zastosowania w leczeniu pacjentów mają sens, lecz nie można ich nazwać przełomowymi. A wszelkie zapowiedzi budowy fabryki szczepionek nad Wisłą czy stworzenia instytutu naukowo-badawczego, który zajmowałby się tą tematyką, to propagandowa hucpa podlana narodowym sosem. Ostatecznie wszystko i tak sprowadzi się do zawołania: kasa, misiu, kasa!

m.czarkowski@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Reuters/Forum

Wydanie: 16/2021

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy