Zdrowsi niż ustawa przewiduje

Zdrowsi niż ustawa przewiduje

Obraz służby zdrowia nie jest aż tak zły, jak pokazują media – podaje najnowszy raport „Diagnoza społeczna 2003”

Po pierwsze jesteśmy zdrowsi, niż nam się wydaje, a po drugie, gdy już znajdziemy się w gabinecie lekarskim, wychodzimy z niego bardziej zadowoleni niż jeszcze trzy lata temu. Badanie „Diagnoza społeczna 2003” obala stereotypy na temat zdrowia i opieki medycznej. – Sądy wygłaszane przez poszczególne osoby oparte są często na wybiórczych informacjach, lansowanych przez media. Nierzadko fałszywych lub przesadzonych. Tak jest na przykład z doniesieniami o pogarszającym się zdrowiu psychicznym społeczeństwa, o całkowitym paraliżu świadczeń medycznych – tłumaczą cel swoich badań autorzy raportu. – Bo prywatne oceny są nazbyt często iluzoryczne, uproszczone lub, krótko mówiąc, błędne.
Trzy czwarte Polaków było w ostatnich trzech miesiącach (przed badaniem, które realizowano w marcu 2003 r. – przyp. red.) w gabinecie lekarskim. I wyszli z niego całkiem zadowoleni. 10% korzystających z opieki uważa, że warunki leczenia się poprawiły, 42%, że się nie zmieniły, a 31%, że się pogorszyły. To znacznie lepiej niż kilka lat temu.

– Mniej nałogów, mniej zwolnień

Z raportu wynika, że bijemy światowe rekordy w chodzeniu do lekarzy. Z jednej strony, wyrobiliśmy w sobie zdrowy nawyk…
– Ale z drugiej, te wizyty to rodzaj rytuału. Dla starszych ludzi są spotkaniem towarzyskim, kolejną okazją do rozmowy – mówi współautor badań, prof. Janusz Czapiński.
W trosce o kondycję barierą są ciągle finanse. W 2002 r. wiele rodzin musiało zrezygnować z wakacyjnych planów. Z wyjazdów dzieci zrezygnowała co czwarta rodzina, z własnych wojaży urlopowych ponad 62%.
Być może z obawy, czy będzie dokąd wracać. Z tego samego powodu co czwarta osoba bała się wziąć zwolnienie lekarskie. Prof. Czapiński z dystansem podchodzi do tego problemu. – Polacy przesadzali ze zwolnieniami. Wystarczył byle katar czy chrypka, by zostać w domu. I może lekarzom zostało trochę tego nawyku. Dlatego ja bym tak strasznie się nie przejmował, że pacjenci nie korzystają ze zwolnień – tłumaczy.
Na naszym zdrowiu mocno odbija się stres. – Jednak zamiast depresji i powracających myśli samobójczych cierpimy na prozaiczne wrzody żołądka. Więcej odczuwamy ciałem – mówi prof. Czapiński. Dodaje jednak, że wcale częściej nie chorujemy.
Trochę chyba zmądrzeliśmy, bo już od jakiegoś czasu nie rośnie liczba narkomanów – teraz to ok. 1% dorosłego społeczeństwa. Rzadziej też zaglądamy do kieliszka, a jeżeli już, wybieramy lżejszego kalibru. W ciągu ostatnich ośmiu lat zmniejszyła się też – z 40 do 30% – liczba palących.
– Ciągle, gdy musimy oszczędzać, najszybciej rezygnujemy z papierosów, alkoholu i przetworów mięsnych – mówi współautor badań, prof. Tomasz Panek z Rady Monitoringu Społecznego. I to chyba jedna z tych nielicznych sytuacji, gdy cięcia w domowych budżetach wychodzą nam na dobre. Zdaniem prof. Czapińskiego, pod względem zdrowotności utrzymujemy się na poziomie średniej europejskiej.

Umiemy się leczyć

W porównaniu z rokiem 2000 częściej korzystamy z opieki zdrowotnej, zarówno w przychodni, jak i szpitalu. I częściej wybieramy placówki publiczne, choć nie zawsze otrzymujemy w nich to, czego oczekiwaliśmy. Co czwarta rodzina spotkała się z lekarzem, który nie skierował kogoś z jej bliskich na badania diagnostyczne z powodu braku środków na ich opłacenie, a w 11% przypadków lekarz poinformował swoich pacjentów, że oczekiwane przez nich badania są zbędne.
Co 11. rodzina zmieniła lekarza podstawowej opieki zdrowotnej. Rzadziej niż inne grupy społeczne robili to rolnicy i renciści. Jednak i ta zmiana odbywała się bezboleśnie, a za główne przyczyny podawano: odejście poprzednio wybranego lekarza z pracy, łatwiejszy dostęp do nowego lekarza, lepsze traktowanie pacjenta i bliskość miejsca zamieszkania.
Udręki administracyjne i obawy o wniesienie dodatkowych opłat w mniejszym stopniu niż trzy lata temu powodowały rezygnację z opieki. Co najważniejsze, mniej osób rezygnowało z wykupywania droższych recept. Wciąż jednak dotyczy to 30% rodzin.
Nie ma już różnic w korzystaniu ze szpitali przez ludność ze wsi i dużych miast (w badaniach z 2000 r. częściej z pomocy szpitalnej korzystali mieszkańcy wsi). Rzadziej niż kilka lat temu wybieramy się do dentysty prywatnie, choć nadal połowa z nas płaci za borowanie z własnej kieszeni. – Wzrost korzystania z publicznej opieki medycznej (wyjątkiem są duże miasta, gdzie częściej korzysta się z usług prywatnych) jest wyrazem poprawy jakości tej opieki. Między innymi dzięki silniejszemu włączeniu prywatnych gabinetów do systemu powszechnego ubezpieczenia zdrowotnego – tłumaczą autorzy raportu.
Tylko 5% rodzin korzystało z usług medycznych wykupionych przez pracodawcę. To niewiele, ale znowu lepiej niż trzy lata temu. Takie przywileje najczęściej dotyczą mieszkańców dużych miast, często z wyższym wykształceniem i nieźle zarabiających.
Nauczyliśmy się poruszać w gąszczu opieki zdrowotnej. 79% badanych wie, jak z niej korzystać, podczas gdy trzy lata temu tylko 58%. Nadal jednak 42% rodzin twierdzi, że dostęp do opieki jest trudniejszy niż dawniej (w 2000 r. 51%).
Gdyby nie bariery ekonomiczne, czekałby nas bum na rynku usług medycznych. Na razie jednak mamy bum w akademiach medycznych. Bo studenci przeczuwają, że na służbie zdrowia jeszcze kiedyś da się zarobić.

 

Wydanie: 34/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy