Polska na OFFie

Polska na OFFie

Tylko śląski festiwal godzi gusta metalowców i miłośników gospel. Przynajmniej w czasie zabawy Polacy potrafią pięknie się różnić

Polska muzyczną prowincją? Nic podobnego! Oferta koncertowa i jakość krajowej sceny alternatywnej nie odbiegają od zachodnich standardów. Zawdzięczamy to w znacznej mierze śląskiemu OFF Festivalovi,którego 14. edycja rozpocznie się 2 sierpnia.

Jednym z pierwszych, którzy odkryli, że istnieje spora grupa słuchaczy „nieobsługiwanych” przez krajowy show-biznes, był Artur Rojek, wokalista Myslovitz. Zespół odniósł pierwszy sukces w latach 90. na fali popularności brit popu – odrodzenia harmonii i wrażliwości z czasów beatlesowskich. Muzycy z Mysłowic nie poprzestali na bezpretensjonalnych piosenkach. Na kolejnych płytach eksperymentowali, poszerzając styl o nowe elementy, inspirowane tym, czym żyła zachodnia alternatywa. Sukces artystyczny potwierdziły europejskie występy u boku legend z The Stooges i Simple Minds. Wokalista zdecydował się na ryzykowny krok – postanowił zorganizować festiwal, jakiego w Polsce jeszcze nie było.

Można przyjąć, że Rojka natchnęły osobiste doświadczenia. Muzyk z prowincjonalnych Mysłowic, fan nieznanych u nas zespołów, wokalista o ambicjach wyrastających poza duszny światek rodzimego show biznesu podkreśla, że zawsze lubił dzielić się muzyką. Pierwsze, skromne edycje w rodzinnym mieście przyniosły występy polskich wykonawców i grup mało u nas znanych, ale pasujących do eklektycznego gustu pomysłodawcy. Nierzadko zespoły te dopiero zyskiwały status kultowych, jak IAMX lub weterani „intelektualnego punka” z Wire. Występ tych ostatnich zaowocował… odkryciem grupy przez polską prasę muzyczną ledwie po 30 latach od debiutu!

OFF podniósł standardy i wymagania zarówno wobec dziennikarzy, jak i publiczności. Rozpropagował pozytywny snobizm. Wybierając się na festiwal, wypada znać dokonania artystów i mieć na ich temat zdanie. Ten edukacyjny aspekt wzmocnił się w 2010 r., gdy na skutek nieporozumień finansowych z mysłowickim samorządem OFF przeniesiono do Katowic.

To tu pierwsze polskie koncerty dali m.in. postpunkowcy z Public Image Limited czy The Fall, syryjski pieśniarz Omar Souleyman lub legenda amerykańskiej alternatywy Dinosaur Jr. Ale na OFF jeździ się nie tylko na występy alternatywnych gwiazd. Równie ważne są koncerty tych, którzy nie pretendują do wielkich karier. Tak było w przypadku występu radykalnego tria AIDS Wolf, muzycznego nikiforysty Harry’ego Merry’ego czy w czasie pamiętnego performance’u feministycznego duetu Siksa w 2017 r. Radykalny program, wykonywany dotąd głównie w galeriach lub w anarchistycznych squatach, wybrzmiał na festiwalowej Scenie Leśnej z piorunującą siłą. „Performerka zaprezentowała dziwaczny show, w którym wiła się na scenie i wśród publiczności, wypluwając do mikrofonu coś w rodzaju strumienia świadomości, w którym dominowały feministyczne hasła, kpiny z Polski i Polaków, Kościoła i Żołnierzy Wyklętych”, donosił sprawozdawca prawicowego portalu Niezależna. Występ Siksy wywołał kontrowersje także wśród widzów, ale żeńska część widowni była zachwycona anarchistycznym przekazem.

Na ten festiwal jeździ się właśnie po to, by dać się zaskoczyć. Co roku wydarza się przynajmniej kilka niespodzianek. Tak było choćby w czasie wspólnego występu Zbigniewa Wodeckiego i prześmiewców z Mitch & Mitch Orchestra. Muzycy zrezygnowali z purnonsensowych żartów i pozwolili Wodeckiemu ukraść show. Publiczność była zachwycona.

OFF zyskał międzynarodową renomę (w entuzjastycznym tonie pisał o nim m.in. brytyjski „Guardian”), stałą publiczność, obrósł w dodatkowe cykle koncertów i wydarzenia towarzyszące. Stał się ważnym punktem każdego sezonu festiwalowego. Przez 14 lat organizatorom udawało się pokonywać wszystkie przeszkody:
zmianę lokalizacji, kłopoty z dotacjami, serię odwołanych występów w 2017 r. Stabilność nie sprzyja nowatorstwu, utrzymywanie stałego poziomu hamuje impet. Największym problemem organizatorów jest, paradoksalnie, rozmiar ich dotychczasowych sukcesów. Trudno będzie przebić dotychczasowy pułap, który wyznaczają porywające występy Patti Smith, Swans czy Turbonegro.

Tegoroczna edycja znów będzie okazją do indywidualnych odkryć. W czasach koncertowej obfitości trudno się spodziewać ekscytacji występami Suede czy nowym projektem Jarvisa Cockera, byłego lidera Pulp. Britpopowcy wystąpią w roli klasyków. Nie należy przesadzać z oczekiwaniami także wobec stonermetalowców z Electric Wizard czy legendy postrocka Stereolab. To koncertowe pewniaki, zrobią show, ale raczej niczym nie zaskoczą. Podobnie jak reprezentujący Polskę Dezerter czy Trupa Trupa. W przypadku występu Pablopavo i Ludziki z Naprawdę Dużym Zespołem wyzwanie polega na pobiciu rekordu przebojowości, który padł w czasie ubiegłorocznej trasy promującej płytę „Marginal”. Kto w tym roku okaże się sensacją? W przedfestiwalowych spekulacjach prym wiedzie charyzmatyczna Nowozelandka Aldous Harding, jazzmani z The Comet Is Coming lub spadkobiercy Joy Division z Lebanon Hanover. Ale zaskoczyć może także… Zespół Pieśni i Tańca Śląsk.

Polskie lato okazuje się urodzajne, jeśli chodzi o festiwale. Jednak w swojej kategorii katowicki OFF nie ma konkurencji. Tylko on godzi gusta metalowców i miłośników gospel, zainteresowanych techno i śpiewami współczesnych szamanów. Przynajmniej w czasie zabawy Polacy potrafią pięknie się różnić.

Wydanie: 31/2019

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy