Polska wysycha

Polska wysycha

Od 2016 r. w kraju trwa susza

Zmiany klimatyczne w Polsce stały się faktem. Huragany, trąby powietrzne i duże wahania temperatury od kilkunastu lat nie dziwią już nikogo. W kraju od 2016 r. trwa susza. Może trudno w to uwierzyć, bo jednak co pewien czas zdarzają się gwałtowne, intensywne opady deszczu połączone z burzami, ale dowody – takie jak niskie poziomy wód w rzekach i nieustannie obniżające się lustro wód gruntowych – są niepodważalne.

Z racji położenia geograficznego Polska znajduje się w miejscu sprzyjającym ścieraniu się mas powietrza wpływających na kształtowanie się skrajnie różnych, najczęściej niekorzystnych stanów pogody, takich jak susza hydrologiczna, a w rezultacie na cały klimat kraju. Tego typu zjawiska sprawiają, że nasz klimat charakteryzuje się dużą zmiennością pogody i znacznymi wahaniami przebiegu czterech pór roku w następujących po sobie latach, czego najlepszy przykład mamy właśnie w roku 2018.

25 lat temu mogliśmy wyróżnić aż sześć pór roku: zimę, przedwiośnie, wiosnę, lato, słoneczną i ciepłą jesień oraz mgliste i deszczowe przedzimie – teraz mamy do czynienia z wyraźnym rozmyciem się tych okresów.

Pierwsze zmiany klimatu były obserwowane w Polsce już w średniowieczu, które było epoką ciepłą i przez klimatologów zostało określone jako średniowieczne optimum, apogeum temperaturowe osiągnęło zaś w latach 1150-1300. Średniowieczne ocieplenie doprowadziło w Europie m.in. do tego, że na Grenlandii hodowano bydło, a na Islandii uprawiano zboże, z kolei Anglia słynęła z produkcji i eksportu win. Niestety, dobre ciepłe czasy skończyły się w XIV w. wraz z nadejściem ochłodzenia, w wyniku którego zboża zniknęły z Islandii (pojawiły się tam ponownie dopiero w drugiej połowie XX w.). Później przyszły chłodne wieki XVII i XVIII, zapamiętane w Europie jako tzw. mała epoka lodowa, trwająca nieprzerwanie już od 1550 do 1850 r. To w tym okresie doszło do spadku średniej temperatury w Polsce o ponad 1 st. C.

Klimat Polski od drugiego tysiąclecia podlega powolnym, odczuwalnym zmianom. Istnieją hipotezy mówiące, że obecny okres ciepła i suszy hydrologicznej jest tzw. falą holoceńską. Zwolennikiem tej teorii jest wybitny klimatolog Jan Pretel z czeskiego Instytutu Hydro-Meteorologicznego w Pradze. Podobnego zdania są również klimatolodzy z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej w Warszawie, zajmujący się badaniem i analizowaniem występujących w kraju anomalii pogodowych, którzy uważają, że w ciągu najbliższych kilkudziesięciu lat temperatura wzrośnie o 2 st. C latem i ok. 6 st. C zimą.

Ocieplenie klimatu widać także w świecie zwierząt, ponieważ zaczynają się pojawiać wcześniej niespotykane gatunki ptaków, np. szczudłak i czapla biała. Z kolei gatunki zimnolubne, takie jak nury, migrują ku północy. W tamtą stronę przesuwa się również zasięg występowania popularnego w lasach świerku.

Od XIX w. zmiany te przybrały na sile. Odchylenia temperatury, prędkości wiejących wiatrów oraz pojawienie się huraganów spowodowały wystąpienie wielu niekorzystnych zjawisk pogodowych, takich jak długotrwałe susze w latach: 1982, 1992, 1993, 1994, 2000, 2001, 2004 i 2018, oraz duże powodzie, chociażby ta z lipca 1997 r., którą uznano za największą od 500 lat.

Przykładem zmian postępujących na skutek susz hydrologicznych w ostatnim stuleciu jest zmniejszenie się powierzchni wszystkich jezior w Polsce o niemal 44%. Proces tak szybkiego zanikania naturalnych zbiorników wodnych rozpoczął się w kraju przed ok. 160 laty i narasta z każdym rokiem. Wyliczono, że tempo zmniejszania się ogólnej powierzchni jezior waha się w Polsce od 0,05% na Pojezierzu Warmińsko-Mazurskim do 0,15% na najbardziej zagrożonym pod tym względem Pojezierzu Kujawskim i Wielkopolskim. Sto lat temu w Wielkopolsce było jeszcze 11 068 małych zbiorników wodnych. Do 1940 r. przetrwały 4873, a do 2015 r. tylko 2423.

Poważny niedobór wody występuje również w Poznaniu oraz na przylegających do niego terenach. Susza występuje na terenie Nizin: Wielkopolskiej, Szczecińskiej i w okolicy Żarnowca na Pomorzu. Niedobory wody odnotowano ponadto na Pojezierzu Pomorskim i Kujawach. Minimalnie lepiej jest we wschodniej części Pojezierza Mazurskiego, w południowej części Mazowsza i w północnej części Lubelszczyzny.

Od trzech miesięcy w Polsce praktycznie nie ma opadów deszczu. Najgorzej przedstawia się sytuacja na południu kraju. W 23 stacjach pomiarowych poziom wody jest najniższy, odkąd zaczęto go monitorować, czyli od 100 lat. Opadająca woda odsłania w rzekach połacie piachu, powstają dzikie plaże i niezliczone wyspy. Jeśli nic się nie zmieni w ciągu następnych kilku tygodni i nie spadnie długo oczekiwany deszcz, dorzecza Wisły i Bugu osiągną historyczne minima. A już teraz stan wody w Wiśle i jej dorzeczach określa się jako niski lub średni. Podobnie wygląda sytuacja na środkowej Odrze oraz na niektórych rzekach Przymorza: Redze, Słupi, Łynie oraz Guberze.

Z roku na rok wysychają bezpowrotnie jeziora o ogromnym znaczeniu dla szeroko rozumianych ekosystemów i stosunków wodnych w otaczającym je regionie, nie mówiąc o funkcjach gospodarczych. Najbardziej zauważalne jest to w południowej i południowo-wschodniej części naszego kraju. Zdaniem naukowców z Instytutu Meteorologii i Gospodarki Wodnej decydujący wpływ na tego typu zjawiska ma właśnie proces zmiany klimatu.

Globalny wzrost temperatury może również doprowadzić w Polsce do zmian w rozkładzie i obiegu opadów, zarówno w skali regionalnej, jak i ogólnokrajowej. W ostatnich 12 latach klimatolodzy zaobserwowali zmianę struktury opadów – w ciągu miesiąca występują jedna-dwie ulewy, a w pozostałym okresie obserwuje się wyraźne oznaki uciążliwej suszy hydrologicznej. Lata 90. były najcieplejszą dekadą w XX w., a okres od 1998 do 2014 r. najcieplejszymi latami w kraju. Problem suszy w Polsce narasta od wielu lat i wynika z rażących zaniedbań w szeroko rozumianej polityce wodnej państwa. Przyczynami obecnego stanu rzeczy były i są rabunkowa gospodarka wodna, brak nowoczesnej melioracji oraz wiele nieprzemyślanych decyzji w zakresie retencji, nie mówiąc o braku wykorzystania cieków wodnych do produkcji energii.

Niestety, docierające do nas kolejne fale upałów jeszcze pogarszają sytuację. Nadal obniża się poziom wód gruntowych. Stan wody w Wiśle na terenie Warszawy wynosi zaledwie 110 cm i każdego dnia obniża się o kolejne 3-4 cm. W tym tempie może zostać pobity rekord z 2015 r.

Porównanie z rokiem 2015 jest nieprzypadkowe, ponieważ wówczas w sierpniu mieliśmy niezwykle intensywną i uciążliwą suszę hydrologiczną. Na większości rzek padały historyczne rekordy niskich stanów wody, mniejsze rzeczki wyschły całkowicie. W następstwie tego wprowadzono XX stopień zasilania z powodu braku wody w rzekach do chłodzenia elektrowni.

Przerwać ten niekorzystny trend może jedynie całkowita zmiana pogody, na cyrkulację atlantycką z częstymi, ale umiarkowanymi opadami deszczu, których suma dla samej Wielkopolski powinna wynosić co najmniej 200 mm. Dlatego to nie koniec zmian klimatycznych w naszym kraju, bo czekają nas dalsze niespodzianki pogodowe.

Wydanie: 33/2018

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy