Polski Wróg Powszechny

Polski Wróg Powszechny

Antysemityzm jest niepoprawny politycznie, antygermanizm stał się historią. Pozostała Rosja!

Jak pogodzić wolność mojego Ja z chęcią bycia w Stadzie? Wynalazek jest jeden – Wróg. Jeśli nie ma wroga wspólnego, wrogiem staje się sąsiad, kolega z pracy lub partii, żona – Stado się sypie. Nie rozwiązali problemu wrogowie dotychczasowi – Żydzi, kapitaliści i komuniści. Okazali się zbyt słabi, ratowali sytuację na pewien czas. By człowiek wreszcie mógł stać się wolny i jednocześnie niewyobcowany, potrzebny jest Wróg Powszechny. W świecie próbuje się do tej roli zaprząc z jednej strony Amerykę, z drugiej – islamski terroryzm. Błąd! Dwaj Wrogowie nie ustanowią Powszechności. Potrzebny jest Wróg Jedyny. Gdzie go szukać?
Na niezły pomysł wpadł nie tak dawno Francuz (zapewne nie Arab francuski), André Glucksmann. Ogłosił, że całemu Złu na świecie nie są już winni Żydzi, jak sądzi się niekiedy nawet w Polsce, lecz Rosjanie i oskarżył ich o napaść na Amerykę 11 września 2001 r. („Dostojewski na Manhattanie”, 2003). Rosja, jego zdaniem, jest „największym bandyckim państwem na świecie”. To ona stworzyła nihilizm, który stał się problemem globalnym. Pomysł Glucksmanna nie wszystkim przypadł do gustu. Zdecydowana większość polityków zachodnich

wybrała rosyjską ropę

zamiast rosyjskiego Zła.
Z problemem wolnego Ja i niewyobcowania na krótko poradziła sobie myśl polska lat 80. Józef Tischner w „Etyce solidarności” pisał: „Ja jestem z tobą, ty jesteś ze mną, jesteśmy razem – dla niego. My – dla niego […]. Wspólnota solidarności różni się od wielu innych wspólnot tym, że w niej pierwsze jest „dla niego”, a „my” przychodzi potem. Najpierw jest ranny i jego krzyk. Potem odzywa się sumienie, które potrafi słyszeć i rozumieć ten krzyk. Dopiero stąd rośnie wspólnota”.
Ten okres dawno jest za nami. Polskie solidarne My istniało dopóty, dopóki był wspólny wróg – komunizm. Gdy go pokonano, znowu rozpadliśmy się na egoistyczne Ja i nie mniej egoistyczne My-naród, My-partia, My-taki czy inny kolektyw.
Naród jest jak Bóg – za nogi go się nie schwyci. Z konstytucji RP: „my, Naród Polski – wszyscy obywatele Rzeczypospolitej”. Skoro wszyscy, to Narodu w ogóle nie ma. Lub inaczej – Naród jest takim samym marzeniem jak Kościół Powszechny. Lubimy żyć

w świecie stadnej utopii,

choć na co dzień – wolnoć Tomku w swoim domku. Odwołanie się do Narodu w polskiej konstytucji jest tak samo oderwane od rzeczywistości, jak proponowane nie tak dawno odwołanie się do Boga w konstytucji europejskiej. Czyż nie prościej byłoby powiedzieć: „my – obywatele Rzeczypospolitej”? Skończyłyby się spory, kto jest Narodem, a kto nie. Na to jednak nikt w Polsce się nie zgodzi, a już na pewno nie o. Rydzyk. Naród, nawet gdy go nie ma, jest, choć o. Rydzyk ma tyle wspólnego z Narodem, co i z Kościołem Powszechnym. On swych słuchaczy wyniósł na wyżyny Narodu, Radio Maryja zaś – Kościoła Powszechnego. Sam stał się Słowem.
By nie zostać przez czytelników przeklętym, śpieszę powiedzieć, że

Polska była Narodem

– pod zaborami, w czasie okupacji, a nawet w czasach komunizmu i początków „Solidarności”, gdy nie było suwerennego Państwa Polskiego, był zaś wspólny „wróg zewnętrzny” i obca instytucja Państwa. Z chwilą odzyskania niepodległości Naród zginął w walce z „wrogiem wewnętrznym”, gdyż nie zauważył, że nasze Państwo przestało być obce. Narodu więc nie ma – puste słowo. Problem jednak w tym, że i obywateli nie ma. Zostali tylko członkowie partii, kibice sportowi i inni posiadacze dowodów osobistych, dbający wyłącznie o partykularne interesy. Zostali też politycy, którzy wreszcie dostrzegli, że nie da się wykreować jednoczącego „wroga wewnętrznego” (ostatnią próbą tej kreacji jest lustracja), i teraz ze zdwojoną siłą poszukują jednoczącego „wroga zewnętrznego”. Antyterroryzm Polaków nie zjednoczył (za chwilę wycofamy wojska z Iraku i zainteresowanie arabistyką osłabnie), antysemityzm jest nieestetyczny i zdecydowanie niepoprawny politycznie, antygermanizm stał się historią. Co pozostało? Rosja! Wróg odwieczny i z przyszłością. A drogę wskazał nam Glucksmann. Chwała mu za to. Znowu będziemy Narodem. Byleby jeszcze o. Rydzyk zechciał zostać prezydentem.
Autor jest profesorem Uniwersytetu Łódzkiego

 

Wydanie: 22/2005

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy