Czy polskie media nadużywają wolności słowa?

Czy polskie media nadużywają wolności słowa?

Prof. Walery Pisarek, Ośrodek Badań Prasoznawczych UJ Każdy krytykowany uważa tę krytykę za nadużywanie wolności słowa. Na całym świecie jest przyjęte, że dopiero wyroki sądów określają, czy wolność słowa jest nadużywana. Na pewno w gazetach można przeczytać przeróżne głupstwa, usłyszeć je w radiu i telewizji, ale taka już jest uroda swobody wypowiedzi. Nie można mieć pretensji, że nie wszyscy zgadzają się z nami, tak długo, jak długo te wypowiedzi nie szkodzą nam albo drugiemu człowiekowi. Przed 1989 r. bywało inaczej, bo kiedy w gazecie napisano źle o kimś na stanowisku, od razu człowiek tracił posadę albo nawet dobierano mu się do skóry, bo taką moc sprawczą miały media. Podobnie było, gdy media kogoś pochwaliły – sypały się wtedy nagrody. Media zwłaszcza reprezentujące ogniwa partii interweniowały skutecznie. Ci, którzy się do tego przyzwyczaili, dziwią się, kiedy się pisze, że ktoś jest złodziejem, a on nie siedzi, co więcej, siedzieć może ten, który to napisał. Dr Barbara Mąkosa-Stępkowska, dyrektor Biura Informacji Ministerstwa Sprawiedliwości, Instytut Dziennikarstwa UW Na pytanie postawione w ten sposób nie da się odpowiedzieć. Zakłada ono bowiem generalizację zjawiska, które nie poddaje się generalizacji. Możemy oczywiście operować – śmiem twierdzić, że nielicznymi – przykładami, w których dopatrzymy się nadużyć. Nie daje to jednak żadnej podstawy do rozciągania tego zjawiska na całe media, bo byłoby to niczym nieusprawiedliwionym uogólnieniem. Nieliczne sprawy związane z nadużyciami wolności słowa trafiają do sądów. To najczęściej sprawy związane z naruszeniem dóbr osobistych (zwłaszcza czci, godności, wizerunku czy szeroko pojętej prywatności). Zdarzało się i w Polsce, że stacje telewizyjne czy tytuły prasowe płaciły odszkodowania osobom poszkodowanym wskutek naruszenia przez prasę wolności słowa, ale żaden z tych przypadków nie daje podstawy do twierdzenia, że to zjawisko powszechne. Poza tym trudno oszacować jego rzeczywiste rozmiary. Do sądów trafiają nieliczne sprawy, bowiem nierzadko pokrzywdzeni przez media nie mają pojęcia, że mogą tam szukać satysfakcji albo w ogóle nie mają świadomości, że stali się ofiarami nadużyć wolności słowa. Często też ludzie nie wierzą w skuteczność dochodzenia spraw w sądach. Tadeusz de Virion, dyplomata, adwokat, pełnomocnik Aleksandra Kwaśniewskiego w sprawie przeciwko dziennikowi „Życie” Są indywidualne przypadki nadużycia wolności słowa. Jestem za wolnością słowa, ale przy równoczesnym poszanowaniu dóbr osobistych. Wyrażam też pogląd, że prawo nie może sankcjonować nieprawdy, czynić nieprawdy możliwym instrumentem działania. Prawo powinno chronić dobra osobiste i prawdę jako dwa przedmioty ochrony. Jeśli ktoś przez swoją nieprawdę narusza dobra osobiste, powstaje kwestia stosunku obu wartości do siebie. Rozumiem uprawnienia dziennikarzy do wkraczania z oceną szeregu zjawisk społecznych i osób piastujących władzę, ale bardzo ważną rzeczą są dobra osobiste, które nie mogą być naruszane. Zdarza się, że dziennikarz mówiąc o czymś, nie jest w zgodzie z prawdą, nawet wtedy gdy działa starannie i rzetelnie, i dobra osobiste nie są chronione. Zachwiana zostaje proporcja między uprawnieniami dziennikarzy, dobrami osobistymi a prawdą i wtedy dobro spada na niższy poziom. Sześć lat temu wnosiłem powództwo i reprezentowałem prezydenta, ale sprawy do tej pory nie zakończono. Gdyby mnie ktoś teraz zapytał, co robić w podobnym przypadku, odparłbym, że nie radzę wnosić sprawy do sądu, bo nie prawda decyduje i jest niewiadomą, czy uzyska się satysfakcję. Tak długo trwająca sprawa, nawet jeśli kiedyś doprowadzi do przeproszenia poszkodowanego, nie przyniesie satysfakcji, a wręcz może budzić niewiarę w sens postępowania. Prof. Tomasz Goban-Klas, medioznawca, członek Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji Na pewno media nie nadużywają wolności słowa. Wigor dziennikarski jest jedną z cech dobrego jakościowo dziennikarstwa. Niestety, media nie są dokładne ani staranne. Media nie cenią pogłębionych analiz, uwielbiają draki, pyskówki, „rapy” polityczne. Dlatego zamiast zapraszać ekspertów, wybierają skrajnych polityków, by mieć dwa głosy bijące w siebie. Istnieje wręcz talia polityków, którzy obsługują wszystkie możliwe programy publicystyczne. Ich opinie, z góry wiadome, są codziennie serwowane Polakom od porannych audycji radiowych po wieczorne w telewizji. Czasami ci politycy kreują rzeczywistość. To nie jest dobre dziennikarstwo, kiedy problemy przedstawiają niezbyt kompetentni politycy, a nie prawdziwe autorytety. Liczą się wypowiedzi czadowe, raperskie kuksańce, przez co powstaje zgiełk polityczny, a nie ma debaty. Ks. dr Henryk Paprocki, teolog Nie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2003, 21/2003

Kategorie: Pytanie Tygodnia