Jakie największe „przestępstwo” popełniłeś w dzieciństwie?

Jakie największe „przestępstwo” popełniłeś w dzieciństwie?

Kazimierz Kutz, reżyser, senator Od razu w pierwszej klasie mojej szkoły, która była mieszana i koedukacyjna, zdarzyła się historia z pewną dziewczynką. Była śliczna i miała okulary, więc na pierwszej przerwie zaciągnąłem ją za jakąś szafę i wycałowałem. Zostałem nakryty przez nauczyciela. Wezwano matkę. Matka znała mnie już od tej strony z różnych wydarzeń w przedszkolu, ale teraz, gdy skończyłem siedem lat, zaczęła podejrzewać, że nie jestem normalny. Na szczęście była to mądra kobieta i zrozumiała, że tego się nie da wyleczyć, że jest to raczej cecha osobowości. Z czasem więc pogodziła się z tym. Myślę, że byłoby gorzej, gdyby odkryła, że np. mam skłonność do chłopców. Maria Czubaszek, satyryk, pisarka Byłam dzieckiem, które nie lubiło innych dzieci i w naszej piaskownicy nałożyłam małemu koledze kubełek na głowę. Nasadziłam go tak dobrze, że nie można było go ściągnąć. Zbiegli się ludzie, rodzice chłopca itd. Zachodziła ponoć obawa, że dziecko się udusi. Wzywano nawet ślusarza. Ja tego zdarzenia dokładnie nie pamiętam, ale zawsze rodzice mi to opowiadali ze zgrozą i wypominali, jaka ja jestem nieznośna i okropna. Pamiętam jednak, że wówczas, gdy mnie tak piętnowano za to wydarzenie z piaskownicy, byłam z siebie strasznie dumna. Prof. Lech Falandysz, prawnik Jako dziecko byłem bardzo grzeczny, bo przepracowany. Musiałem chodzić na lekcje muzyki, a to było po szkole i zabierało sporo czasu. Był to też dla mnie okres wytężonego czytelnictwa. W tym czasie przylgnęło do mnie określenie platfus. I tak było do 13-14. roku życia. Później wyszedłem na boisko do piłki i tenisa, pojawili się też chuligani i ochota na lekkie życie. Szybko więc nadrobiłem ten czas, gdy byłem platfusem, ale to już nie było dzieciństwo, lecz młodość górna i chmurna. Ks. bp Sławoj Leszek Głódź, biskup polowy Wojska Polskiego Co takiego mogłem nabroić, kiedy się całymi dniami pasło krowy? Chyba że pojawiła się wielka, zła mucha, a krowy weszły w szkodę. To oczywiście było dla dziecka straszne, bo w sumie zdarzyły się aż dwie szkody. Jedna, że krowy najadły się koniczyny, a druga, że sąsiad był bardzo zły. Wanda Chotomska, pisarka, autorka książek dla dzieci W szkole często słyszałam: „Chotomska, za drzwi!”. Zadawałam za dużo pytań, za dużo było we mnie ciekawości, ale moi nauczyciele uważali, że to jest arogancja. Prawda, że byłam dzieckiem niepokornym i dorośli mieli ze mną trudną dorosłość, ale ja miałam trudne dzieciństwo. Najpierw wojenne, a potem, gdy szłam na studia, musiałam z przyczyn politycznych jakoś zataić, że ojciec miał prywatne przedsiębiorstwo transportowe. Wchodząc w dorosłość, pisałam: „Pochodzenie – inteligencja pracująca”. Moi koledzy stwierdzili jednak, że to mało efektowne, a ponieważ ojciec był zapalonym wędkarzem, więc poradzili, by pisać w rubryce pochodzenie: „Córka rybaka”. Tak zostało w moich ankietach personalnych i bardzo mnie ucieszyła kiedyś piosenka Rudiego Schubertha o córce rybaka. Zygmunt Broniarek, dziennikarz W czasie okupacji uczyłem się pilnie obcych języków i przy okazji dokonałem wyczynu w naszym domu, który zresztą stoi do dziś przy ulicy Środkowej 23. Podwórze było głęboką studnią, a ja siedziałem w oknie na pierwszym piętrze. Zacząłem mówić, naśladując radio, trochę po angielsku, trochę po niemiecku i po polsku. Dłoń zwinąłem w trąbkę, przyłożyłem do ust i wypowiadałem różne zdania. Za jakiś czas wróciła do domu moja ciotka bardzo podenerwowana, bo na podwórzu zebrali się ludzie zaniepokojeni tym, co się dzieje w naszym mieszkaniu. Mówiono, że ktoś głośno włączył radio, co było surowo zakazane. To jakiś wariat, mówiono, przyjdą Niemcy i wszystkich wygarną. Ciotka zbiła mnie kijem od szczotki. Pamiętam, jak wrzeszczała na mnie: „Ty głupi smarkaczu!”. Leszek Piotrowski, adwokat, b. wiceminister sprawiedliwości Szliśmy z ojcem ulicą w Katowicach i wstąpiliśmy do sklepu braci Pakulskich. Ojciec robił jakieś poważne zakupy, a myśmy z bratem wyładowali sobie kieszenie suszonymi śliwkami. Obsługa sklepu to dostrzegła, a my jakby nigdy nic wychodzimy. Wstyd okropny, bo ojciec doktor praw i znany adwokat, a jego synowie – złodzieje. Miałem wtedy sześć lat, a brat pięć. Później wybrałem zawód adwokata z powodu ojca, który był wybitnym prawnikiem i moim idolem. Skłonności złodziejskie we mnie się nie utrzymały. Michał Ogórek, satyryk Ojciec mi dał swoją pieczątkę, na której było napisane: „Kierownik wydziału stalowni”, bo ojciec był hutnikiem. Z tą pieczątką

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2002, 21/2002

Kategorie: Pytanie Tygodnia