Czy powiedzenie „zastaw się, a postaw się” jest wciąż aktualne?

Czy powiedzenie „zastaw się, a postaw się” jest wciąż aktualne?

Prof. Roch Sulima,
socjolog kultury
To już przeszłość. Polską kulturę szlachecką charakteryzowały wzorce rozrzutnej konsumpcji, nadwyżka produktów na własne potrzeby była więc spektakularnie spożywana, zanim stała się towarem do spieniężenia. Wystawną staropolską gościnność można więc powiązać ze swoistą „kulturą nadmiaru”. Z czasem nadwyżek zabrakło, a nakaz „Zastaw się, a postaw się” wpisał się mocno w polską mentalność. Jakże wyrazisty był on w PRL-owskiej „kulturze niedoboru”. Dziś zmieniły się gusty kulinarne oraz tempo życia, załamała się też cykliczność konsumpcji: od niedoborów w poście do nadmiaru w karnawale. Style konsumpcji się zdemokratyzowały. Upadła hierarchia potraw, bo co może być hierarchicznego w swoistej kulturze kanapek i sałatek. Gościnność i uprzejmość domu coraz rzadziej wyraża się w atrakcjach kulinarnych. Mniej jest ważne czym i jak kogoś ugoszczę, ważniejsze jest to, co mu jestem w stanie załatwić.

Jerzy Gruza,
reżyser
Absolutnie tak. Ludzie zastawiają różne dobra materialne i wartości, biorąc kredyty pod swoje domy, dworki, ziemię, konia, samochód itd. Wystarczy sprawdzić ilość pobranych kredytów i sposób ich spłacania, aby się przekonać, jak bardzo aktualne jest to powiedzenie.

Andrzej Celiński,
wiceprzewodniczący SLD, b. minister kultury
Powiedzenie jest z pewnością aktualne. Co innego jednak aktualność, a co innego ocena korzyści płynących z tego, co się z nami dzieje. Cenię bardzo tradycje, które niosą głębokie wartości, ale tej akurat nie pochwalam. Może mam ograniczone poczucie humoru, byłem jednak wychowany na Benjaminie Franklinie, uczonym, polityku i publicyście bardzo odpowiedzialnym i powściągliwym, ciężko mi zatem z niektórymi polskimi obyczajami, woluntaryzmem w traktowaniu siebie i otoczenia w sensie materialnym. A to powiedzenie usprawiedliwia jakoś nasz woluntaryzm.

Edward Dwurnik,
artysta malarz
Już nieaktualne. Młodzież całkiem zapomniała, a ci, którzy może chcieliby się zastawiać, chodzą teraz z torbami reklamówkami, i to bardzo cienkimi. Generacja sarmatów zubożała i już wymiera, jeśli całkiem nie wyginęła. Pamiętam jak to było u moich rodziców. Organizowano brydżyka i pokera, ale to był tylko pretekst, bo stoły uginały się od jadła i napitków, a psy pod stołami też miały wielką ucztę. Nad ranem panowie, którzy dużo przegrali w pokera, gdy się ocknęli, brali się do bitki. Trochę się poszarpali, ale potem był śmiech, bo na stół wjeżdżało pół literka, robiono szybko nowe kanapki i popijano. To były czasy gomułkowskie. Potem za Gierka fala zaczęła opadać, bo już wiązaliśmy się silniej z Zachodem.

Prof. Jan Miodek,
polonista, Uniwersytet Wrocławski
„Zastaw się, a postaw się” jest aktualnym powiedzeniem. Nie słyszałem, aby powstał jakiś nowszy ekwiwalent dla niego. Może młodzi, jak mój ponaddwudziestoletni syn, już tego na co dzień nie używają, ale z pewnością znają dobrze to powiedzenie. Czy to oznacza, że Polacy są narodem rozrzutnym? Nie. Polacy bywają raczej tragiczni w swej głupocie, ale to już jest temat na zupełnie inną dyskusję.

Magdalena Adamus
z warszawskiego hotelu Le Royal Meridien Bristol
Powiedzenie jest jak najbardziej aktualne, czego dowód będzie można dać na balu sylwestrowym w naszej restauracji Malinowa. Wystarczy zajrzeć do menu, gdzie znajdują się m.in.: sorbet Calvados z dodatkiem listków prawdziwego złota, filet z pstrąga głębinowego z jeziora Michigan albo duszona grasica ze smardzami pieczona w cieście francuskim w stylu Al Capone i świeżo otwarte ostrygi zapieczone z kawiorem w sosie holenderskim doprawionym whisky Jack Daniels. Są również przewidziane pieczone na węglu drzewnym steki z amerykańskiej wołowiny, a cały bal zaprojektowano w stylu lat 20.-30. i słynnego filmu „Pół żartem, pół serio”. Sądzę, że będzie to najwspanialszy bal w Polsce.

Michał Mackiewicz,
prezes Związku Polaków na Litwie,
redaktor „Magazynu Wileńskiego”
Chyba tak, zwłaszcza jeśli chodzi o niezwykłe uroczystości: wesela i śluby, a także chrzciny i pierwsze komunie św. na wsi. Wtedy zaprasza się bliższą i dalszą rodzinę, ludzie nawet niekiedy zapożyczają się, by wszystkich ugościć. Ale w mieście coraz częściej bierze górę inna tendencja, kiedy zajęci pogonią za groszem możemy zaprosić najwyżej 10 osób. Jeśli jednak wesele na wsi trwa dwa, trzy dni, sąsiedzi mówią w formie przytyku: „A po cóż to było »zastaw się, a postaw się« tyle kupować?”. Tak się mówi o innych, ale nie o sobie. Tradycja wystawnych uroczystości żyje jeszcze, lecz coraz częściej ustępuje nowym zwyczajom i większej oszczędności.

Andrzej Topiński,
prezes Związku Banków Polskich
To powiedzenie kojarzy mi się z ostentacyjną konsumpcją, zwłaszcza u tych, którzy żyją ponad stan i chcą pokazać więcej, niż mają. Polakom nie jest obca cecha próżności, ale w porównaniu z bogatymi warstwami w Ameryce czy Europie Zachodniej nasi bogacze nie są specjalnie skłonni do błyszczenia majątkiem. Może pod wpływem socjalizmu i Rosji ludzie z listy najbogatszych, których widuję częściej niż przeciętny obywatel, nie obnoszą się ze swym bogactwem. Raczej chowają się w cieniu.

Prof. Ludwik Stomma,
etnolog, wykładowca paryskiej Sorbony
Ludzie zastawiają się na święta, bo taki jest dyktat tradycji, która rujnuje, i presja rodziny. Nie czyni się jednak tego na pokaz ani z dobrej woli. Polska gościnność stała się mitem, więc i powiedzenie należy do czasów odległych.

Leszek Kamiński,
dyrektor biura komunikacji korporacyjnej Plus GSM
Jeszcze kilka lat temu powiedzenie mogło pasować także do użytkowników telefonów komórkowych, bo ceny aparatów były dużo wyższe, niekiedy bardzo wysokie. Teraz w promocjach ceny są symboliczne, zaś najtańszy abonament nie przekracza 20 zł. Dziś, kiedy telefony Plusa ma 4,5 mln abonentów, a są przecież i inne sieci, to w miastach praktycznie każdy człowiek powyżej 16. roku życia wykazujący choćby minimalną aktywność ma komórkę. Telefon mobilny przestał być barierą społeczną, jest jak lepszy długopis. W tej chwili pewnym wyróżnikiem są aparaty multimedialne z możliwością wysyłania obrazu. Jeszcze tylko to może szokować.

Cezary Bujak,
właściciel lombardu w Tychach
udzielającego „natychmiastowych pożyczek pod zastaw”
U mnie nie widać, aby ludzie zastawiali się na pokaz, np. w celu zrobienia jakiejś wielkiej imprezy. Oni po prostu nie mają innego wyjścia, brakuje im do pierwszego, a coś muszą dać jeść rodzinie. Większość z nich – ok. 80% – potem wykupuje swoje zastawy. Zastawiają wszystko, co ma jakąś wartość, najczęściej sprzęt audio-wideo, wyroby ze złota albo rowery. Liczba ludzi, którzy pod koniec miesiąca ratują się zastawianiem cenniejszych przedmiotów, od dwóch lat utrzymuje się na jednakowym poziomie.

Wydanie: 49/2002

Kategorie: Pytanie Tygodnia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy