Ponad spiekotą epoki

Ponad spiekotą epoki

Strachy Na Lachy prezentują zapomnianą stronę twórczości Kaczmarskiego

Po śmierci Jacka Kaczmarskiego w 2004 r. było oczywiste, że twórczość tego wybitnego poety i pieśniarza przetrwa próbę czasu i że prędzej czy później sięgnie po nią młode pokolenie muzyków. By odczytać ją na nowo, przepuścić przez własne emocje i wrażliwość, ocalić od zapomnienia. Takich prób było w ostatnich trzech latach wiele, nie wszystkie udane, jak choćby ta zespołu Habakuk, który wykonał piosenki autora „Zbroi” w rytmie reggae. Pomysł, choć wsparty szlachetnymi intencjami, spalił na panewce, ponieważ oparty został tylko na formalnym zabiegu aranżacyjnym, ale nie niósł żadnego dodatkowego przesłania. Teraz do Kaczmarskiego zabrały się Strachy Na Lachy, formacja Krzysztofa „Grabaża” Grabowskiego, lidera punkowej Pidżamy Porno, jednego z najważniejszych tekściarzy polskiego rocka, także poety. I – powiedzmy od razu – jest to propozycja przemyślana, poważna, bardzo osobista, której chyba sam Jacek Kaczmarski by się nie powstydził.
Piosenki Kaczmarskiego, wbrew woli okrzykniętego swego czasu bardem „Solidarności” na skutek błędnego odczytania jego sławnej pieśni „Mury”, to zamknięty krwiobieg: śpiewane na wysokiej nucie, kameralne, jednoznacznie kojarzone z temperamentem, niespotykaną dykcją i talentem językowym ich twórcy. Trzeba nie lada odwagi i sprawności, by przekuć je na nową jakość i nie popaść przy tym w patos, nieudolną parafrazę czy zwykłe naśladownictwo. Strachy Na Lachy nie tylko zdołały ominąć te pułapki, ale przede wszystkim udało im się wyjść poza narzucające się konotacje polityczne twórczości Kaczmarskiego, tak chętnie zawsze wydobywane przez akuszerów „nowej Polski”, obśmianych i rozliczonych przez samego barda na początku lat 90. w książce „Autoportret z kanalią”.
To pierwszy atut płyty „Autor”, na którą złożyły się przede wszystkim te mniej znane piosenki Kaczmarskiego. Grabaż i jego koledzy pokazali w ten sposób, że autora „Walki Jakuba z aniołem” (piosenki pomieszczonej na tym albumie) daleko bardziej od komentowania bieżących zdarzeń (co, przyznajmy, w latach 70. i 80. czynił chętnie) interesowały rozważania uniwersalne. To zresztą za życia poety należało do jego osobistych zgryzot: że częściej widziało się w nim publicystę niż interpretatora historii, analityka ludzkich słabości i porażek, filozofa, który z ukosa patrzył na relacje człowieka z Bogiem i samym sobą. Strachy Na Lachy przypomniały tę nieco zapomnianą stronę twórczości artysty.
Drugim atutem jest artystyczna wizja całego projektu, którego główną ideą było zderzenie ponadczasowego przesłania piosenek Kaczmarskiego z polską współczesnością – niekoniecznie z jej politycznym wymiarem, lecz raczej kulturowo-społeczną aurą. Takie utwory jak „Przedszkole”, „Czerwony autobus” czy „Encore jeszcze raz”, wyjęte przez Strachy Na Lachy z ich pierwotnych interpretacyjnych kolein, brzmią dziś zaskakująco aktualnie i świeżo. Podobnie jak „Siedzimy tu przez nieporozumienie”, „Ballada dla obywatela miasteczka P”, „Szklana góra” czy pieśń o Kazimierzu Wierzyńskim, dzięki której możemy „unieść się ponad spiekotę epoki”. I oto uniesienie właśnie twórcom płyty „Autor” chodziło: tak ułożyć cały jej program, by między pierwszą a ostatnią piosenką zawrzeć jakąś nową prawdę, smutną, ale i pouczającą refleksję nad losem Polski i każdego człowieka z osobna.
Ciekawostką jest fakt, że pierwotnie płyta „Autor” miała być inaczej skonstruowana. Na tej, którą oddano do rąk słuchaczy, zabrakło dwóch ważnych dla całości utworów: „Autoportretu Witkacego” i „A my nie chcemy uciekać stąd”. Na ich nagranie nie zgodził się autor muzyki do obu, Przemysław Gintrowski, któremu nie spodobały się nowe aranżacje. Dziwne, zwłaszcza że warstwa muzyczna tej płyty jest jej kolejnym ważnym atutem. Muzycy zagrali jeden z utworów od końca, na innym użyli oryginalnej perkusji z 1954 r., gdzie indziej wykorzystali prawdziwą ukraińską gitarę. Nie tylko dzięki tym dodatkowym atrakcjom ten „rockowy Kaczmarski” nie razi ani nie kusi do porównań z jedynymi w swoim rodzaju wersjami oryginalnymi.
Być może przypadek sprawił, że album „Autor” ukazał się w przeddzień Święta Zmarłych. To naprawdę wielki hołd dla tego przedwcześnie zmarłego artysty.

Strachy Na Lachy, „Autor”, S.P. Records 2007

 

Wydanie: 45/2007

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy