Portugalczycy chcą stabilności

Portugalczycy chcą stabilności

Socjaliści wybrani ponownie – bezwzględną większością

Kilka dni przed wyborami parlamentarnymi w Portugalii wydawało się, że nawet António Costa, sekretarz generalny Partii Socjalistycznej (PS), stracił nadzieję na zdobycie absolutnej większości. Eksperci i dziennikarze oceniali, że obecny premier, ogłaszając przyśpieszone wybory, gra va banque i może przez to stracić władzę. Sondaże nie mogły jednak być bardziej błędne. Costa i jego konserwatywny rywal Rui Rio, sekretarz generalny Partii Socjaldemokratycznej (PSD), wcale nie szli łeb w łeb; wybory dały socjalistycznemu premierowi zdecydowaną większość w parlamencie. Po raz pierwszy od czasu, gdy w 2015 r. zastąpili konserwatystów, socjaliści będą mogli rządzić samodzielnie.

Partia Socjalistyczna zdobyła 41,7% głosów i 117 z 230 mandatów, ugrała zatem ośmiu deputowanych więcej niż dwa lata temu. „Portugalczycy pokazali czerwoną kartkę wszelkim kryzysom politycznym. Ludzie chcą stabilności”, powiedział Costa po zwycięstwie.

Był to zaskakujący wynik, ponieważ większość sondaży poprzedzających wybory pokazywała, że socjaliści mają tylko niewielką przewagę nad opozycyjną PSD. Oznacza to, że Costa nie będzie już musiał polegać na wsparciu Bloku Lewicy (BE) i Partii Komunistycznej (PCP), które pomagały mu od 2015 r. Ta nieoficjalna koalicja nazywana była geringonça, co mniej więcej oznacza rozklekotane urządzenie.

„Portugalczycy cenią wsparcie, które otrzymali w obliczu COVID-19, takie jak urlopy i wysiłki krajowego systemu opieki zdrowotnej – zauważyła Rosalía Amorim, redaktorka gazety „Diário de Notícias”. – W praktyce woleli postawić na stabilność i wybrali lidera, którego już znali. Jednocześnie jasno powiedzieli, czego nie chcą: lewicowej ani prawicowej geringonça”.

António Costa był wcześniej ministrem sprawiedliwości, za premiera Antónia Guterresa, obecnie sekretarza generalnego ONZ. Pięć lat później został burmistrzem Lizbony, miasta, w którym się urodził. Jest synem poety Orlanda da Costy, prześladowanego przez dyktaturę Salazara z powodu przekonań komunistycznych. Korzenie rodziny sięgają indyjskiego Goa, które do 1961 r. było portugalską kolonią.

Costa, który od 35 lat jest mężem obecnie emerytowanej nauczycielki wychowania przedszkolnego Fernandy Tadeu i ma z nią dwójkę dzieci, jest uważany w Portugalii za człowieka umiarkowanego i doświadczonego menedżera kryzysowego. Udało mu się uwolnić kraj od ustaleń oszczędnościowych unijnej trojki i jednocześnie ustabilizować gospodarkę. Portugalczycy najwyraźniej ufają, że poradzi sobie również z nowym kryzysem – wynikającym z wciąż trwającej pandemii.

Premierem został w 2015 r., po tym jak zwycięska centroprawicowa Partia Socjaldemokratyczna nie potrafiła utworzyć rządu. Wówczas prezydent powierzył to zadanie socjalistom, a ci zawiązali nieoficjalną koalicję z dwoma mniejszymi partiami lewicowymi. Nieprawdopodobny sojusz centrowych i proeuropejskich socjalistów z wymachującą sierpem i młotem PCP oraz radykalnie antykapitalistycznym Blokiem Lewicy nazwano geringonça. Wydawało się, że taka koalicja jest z góry skazana na porażkę i niestabilność polityczną. Ku zaskoczeniu wielu takie rozwiązanie jednak zadziałało.

Wyborcom spodobał się sposób, w jaki lewicowy rząd „przewrócił stronę w sprawie oszczędności” i zarządzał wzrostem gospodarczym, jednocześnie dając demokratycznej Portugalii w 2019 r. pierwszy zrównoważony budżet. Płaca minimalna, emerytury i pensje w sektorze publicznym rosły, choć powoli. Obniżono także podatki rodzinom o niskich dochodach. Wpłynęło to pozytywnie na konsumpcję, a tym samym na popyt krajowy i rozwój gospodarczy. Spadło bezrobocie. Portugalia zakończyła udział w unijnym pakiecie ratunkowym wcześniej, niż oczekiwano. Kiedy Costa został ponownie wybrany w 2019 r., notowania socjalistów znacznie wzrosły, ale nadal pozostawali poniżej absolutnej większości. Obecny premier opierał się na zmieniających się większościach aż do upadku budżetu zeszłej jesieni.

Spór o budżet na 2022 r. doprowadził do upadku geringonça, co wywołało przyśpieszone wybory. Dwie partie lewicowe, które do tej pory popierały mniejszościowy rząd Costy – komunistyczno-zielony sojusz CDU i Blok Lewicy – uzyskały 4,4% i 4,5% i odpowiednio pięciu i czterech deputowanych. Do tej pory BE miała 19 deputowanych, a sojusz CDU – 12. Wyborcy jednak ukarali lewicę za to, że nie poparła budżetu Costy.

Tradycyjni portugalscy komuniści, którzy przetrwali cztery dekady dyktatury za czasów Estado Novo, mieli nadzieję, że znów staną się „decydującą siłą” w Portugalii. Niezadowolona z rezultatów wyborów jest również główna opozycyjna Partia Socjaldemokratyczna (nazwa może być myląca, jest to bowiem partia centroprawicowa). „Nie zbliżyliśmy się nawet do naszych celów – powiedział lider ugrupowania Rui Rio. – Partia Socjalistyczna jest dziś wielkim zwycięzcą”.

Rio zasugerował, że ustąpi ze stanowiska lidera partii. „Nie rozumiem, jak mógłbym się przydać, skoro PS ma większość absolutną na następne cztery lata”, przyznał. Porażkę przypisał pęknięciu na prawicy wraz z pojawieniem się nowej probiznesowej partii Inicjatywa Liberalna, która od momentu powstania poprawiła swój wynik prawie czterokrotnie (do niemal 5%), oraz skrajnej prawicy – partii Chega.

Chociaż Chega była jednym z „wyraźnych zwycięzców wyborów”, jej wynik jest znacznie niższy niż prawie 12%, które lider tego ugrupowania André Ventura uzyskał w wyborach prezydenckich rok temu. Mimo to wciąż 7,2% wyborców głosowało na tę dawną gwiazdę małego ekranu, która zasłynęła komentowaniem dla prywatnego kanału CMTV meczów stołecznego klubu SL Benfica.

Wynik ten jest zdumiewający w Portugalii, gdzie system wyborczy tradycyjnie faworyzuje dwie główne partie. W Hiszpanii prawicowy Vox otrzymał jeszcze więcej głosów w wyborach w 2019 r., ale ta narodowo-konserwatywna partia polityczna stała się tak silna głównie z powodu konfliktu w Katalonii, w kontekście którego przedstawiała się jako strażnik hiszpańskiej jedności. Natomiast w Portugalii nie ma tak otwartego konfliktu, który mógłby pomóc Chedze. Kraj ów stał się bowiem demokratyczny dopiero w połowie lat 70. i od tego czasu wydawał się odporny na idee skrajnie prawicowe. Niestety, aktualne wybory pokazują, że tak nie jest.

Politolożka Marina Costa Lobo z Uniwersytetu Lizbońskiego podejrzewa, że wielu głosujących na tę formację było „wyborcami protestu”: „Program wyborczy Chegi miał tylko kilka stron – mówi. – Partia nie ma konkretnych celów ani rygorystycznych wymagań. Chega była jednoosobowym pokazem protestacyjnym stworzonym przez prawnika i byłego komentatora sportowego André Venturę. Teraz partia zbierała głosy zwłaszcza w większych miastach, gdzie najboleśniejsza jest przepaść między niskimi dochodami a wysokimi kosztami życia”.

Ventura już zapowiedział, że będzie najaktywniejszą opozycją wobec socjalistów. António Costa zaznacza natomiast, że pomimo bezwzględnej większości będzie otwarty na dialog z innymi siłami politycznymi.

„Wielu Portugalczyków o różnych przekonaniach dołączyło do socjalistów, ponieważ wierzą, że w tej chwili jesteśmy partią, która może zagwarantować stabilność – wyjaśnił Costa. – Większość absolutna nie oznacza bynajmniej władzy absolutnej, nie oznacza rządzenia samodzielnie – jest obowiązkiem rządzenia dla wszystkich Portugalczyków”.

Premier zaoferował dialog wszystkim partiom w parlamencie, z wyjątkiem skrajnie prawicowej Chegi.

Wydanie: 8/2022

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy