Pośpiesznie, osobowo

Pośpiesznie, osobowo

Siedziałyśmy we dwie w parkowej knajpce, pierwszy raz od 15 lat, i ona basem rozmawiała z kelnerką. Kelnerka miała bardzo długie włosy na rękach, całkiem białe. Sterczały sztywno najeżone. Była chuda, prędka i wylewna, jakby bawiła się amfetaminą. Koleżanka opowiadała o bankach nasion i portach, w których z jutowych worków nasiona wypadają na ziemię, tworząc małe, unikatowe ekosystemy. Była to historia o witalności i przypadkowości. Zrobiło się późno i zimno. Pożyczyła mi chustę, która dziwnie pachniała jakąś mieszaniną zapachów z lasu i fiolki z przyprawami. Gadałyśmy już cztery godziny, czas skurczył się i przebiegł. W panice wracałam do pracy przed komputerem. A jednak przypływ energii pozwolił mi skończyć pracę przed północą.

Na drugi dzień miałam wizytę u notariusza. Już przy wejściu do budynku, kiedy popatrzyłam w górę – na piętrzące się jak huby metalowe tabliczki z nazwami kancelarii – poczułam, że skraca mi się oddech. Po wejściu do przestrzennego szklanego holu nogi zrobiły się ciężkie, a kiedy powiedziałam dzień dobry do recepcjonisty, nie mogłam rozpoznać własnego głosu.

Są takie miejsca – poczekalnie u lekarza, urzędy, fotele u notariusza, dziekanaty – w których dopada nas słabość. Lekko boli nas brzuch, czujemy ucisk w skroniach, nogi robią się ciężkie. Ściany zbliżają się do siebie, zawieszamy wzrok w absurdalnym miejscu: w rogu ściany, na pęknięciu sufitu, na baniaku z wodą, do którego nawet nie mamy siły podejść.

Wiadomo, kto opisał to najgruntowniej: „Usiadł bez namysłu, a chcąc się poczuć jeszcze pewniej, oparł łokcie na poręczach. – Ma pan lekkie zawroty głowy, prawda? (…) Proszę się nie martwić, tutaj to nic nadzwyczajnego, mało kto nie dostaje takiego ataku, kiedy przychodzi pierwszy raz. Pan po raz pierwszy? Więc właśnie, nic nadzwyczajnego. Słońce nagrzewa dach i od gorącego drewna powietrze jest takie ciężkie i stęchłe (…). Nie odpowiadał, zbyt źle się czuł, będąc przez nagłe osłabnięcie zdany na tych ludzi, a odkąd poznał przyczyny swoich mdłości, nie czuł się lepiej, tylko jeszcze gorzej”.

Kafka, sam będąc urzędnikiem (pracował w Zakładzie Ubezpieczeń Robotników od Wypadków), dobrze znał to uczucie spowolnienia czasu, który rozciąga się (i nas), jakby wykonywał ruch oporu wobec wskazówek zegara. Samo przechodzenie przez powietrze jest właśnie przedzieraniem się przez czas, jakby się zwichnęło nogę i taszczyło po piachu gips. Znużony recepcjonista w kamienicy, w której urzędował notariusz, wyglądał jak stary sfinks (znaczące jest pochodzenie tego słowa od greckiego czasownika dusić). Dopiero przy drugim dzień dobry otworzył oczy i uśmiechnął się dobrotliwie, ale się nie poruszył.

U notariusza zrobiłam to, co zawsze w takim miejscu: znalazłam jakiś punkt na ścianie i wpatrywałam się w niego, ziewając nerwowo. Cała energia odpłynęła i zaczęłam myśleć o tym, jak ciężko będzie wstać, kiedy zostanę wezwana. „Zostanę wezwana”? Czy ten odpływ to sprawka „anonimowej, nadrzędnej wobec nas instancji”, czy dziwnej nudy, która ma wymiar, pardon, egzystencjalny i zjada „życie” jak wrogie żywiołaki w grze komputerowej? Skąd ten wampiryzm poczekalni i gabinetów? Może to wyobrażenie systemu, czegoś, co na co dzień tylko niejasno wyobrażamy sobie jako plątaninę światłowodów ukrytych w ścianach lub pod ziemią, teczki w gabinetach polityków, miliony internetowych hubów?

Notariusz wpisuje do komputera moje dane osobowe: słyszę, jak twardy dysk miele je i połyka. Na kolacji u wampira byłoby równie miodnie – pośpiesznie, lecz osobowo. Tu jestem podejrzana: moje nieregularne zarobki, moja praca w kulturze, mandat za brak biletu. „Wszyscy, którzy czekali na korytarzu, wyglądali na oskarżonych”, pisał Kafka. W „Procesie” jeden z mężczyzn trafnie rozpoznaje źródło niedyspozycji K.: „Myślę sobie, że niedyspozycja tego pana wynika z tutejszej atmosfery, więc najdogodniej dla niego i najlepiej byłoby wyprowadzić go nie do izby chorych, tylko w ogóle poza kancelarię”.

Myślę o naszym wieczorze w parku, o bankach nasion, o portach, w których z jutowych worków nasiona spadają na ziemię i robią, co chcą.

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy