Czy stoi za tym Lesiak?

Zjazd siły przewodniej miał miejsce w niebieskościach, pośród baloników dmuchanych. Wybrany został pierwszy sekretarz, pardon, prezes, choć prezes brzmi równie podejrzanie, bo czy PiS jest jakąś spółką z o.o., czy jakiej radzie nadzorczej Jarosław prezesuje? Być może tak właśnie jest, bo przecież nadzór sprawuje i silną rączką działaczy swych trzyma, tak więc stan faktyczny tytuł ów obrazuje, choć rada nadzorcza jest jednoosobowa, on sam ją stanowi.
Podczas dwudniowych obrad zdarzyła się rzecz w wodzowskiej partii nie do przyjęcia, bo nie całkiem jednogłośnie, nie przez aklamację wybrany prezes został, bo aż 19 znalazło się takich, co na niego nie głosowali. Podobno komisja śledcza, wewnątrzpartyjna, pracuje już nad tym, by niechętnych prezesowi odnaleźć i przykładnie ukarać.
Podczas mityngu partyjnego hymn nasz narodowy trzeba było odśpiewać. Patriota musi znać słowa i powinien umieć go intonować gromkim głosem. Edyta Górniak została odsądzona od czci i wiary za nową interpretację hymnu, ale przecież mocnym, pięknym głosem śpiewała, nie fałszowała ani trochę, choć nie taka w kwestii hymnu była kibiców wola. Ktoś niespełna rozumu chciał ją nawet oskarżyć o szarganie świętości.
Czy oskarży teraz prezesa? Ludzie, ratujcie! Słyszeliście jego śpiew? Ani to rap, ani melorecytacja, raczej parodia ukochanej pieśni narodowej. Czy może prezes śpiewać z ziemi polskiej do polskiej? Rozumiem, że we wszystkim jest najlepszy, że szepczą mu do ucha dworzanie, iż jak kanarek albo wręcz słowik śpiewa, ale czy naprawdę nie ma w pobliżu żadnego specjalisty od wizerunku? Kogoś, kto odpowiada za to, jak prezentuje się boss? Jeśli skaleczył się w paluszek, to trzeba mu zrobić porządny opatrunek, nie wolno dopuścić, by brudny plaster zwisał mu z palca podczas gestykulacji ostro piętnującej PO. Plaster furda, ale hymn? Czy tam w pijarze nie pracuje jakiś Konrad Wallenrod, który chce zniszczyć PiS poprzez jego ciągłe ośmieszanie?
Czy wolno pijarowi prezesowskiemu dopuścić, by ludzie tarzali się po kanapach ze śmiechu podczas intonowania hymnu? Teraz mówię poważnie, nie winię prezesa PiS, był zdenerwowany, śpiewać nie umie. Jednak są spece, którzy przebierają człowieka w niebieskie koszule, dopasowują krawaty, mówią, co wygląda źle, co dobrze. Ci fachowcy muszą znać umiejętności obiektu, by nie powiedzieć figuranta, którego wypromować mają jako najwyższej jakości produkt, z górnej półki. Można było wynająć tenora Torzewskiego czy jakiegoś operowego basa, może nawet poprosić senatora Cugowskiego, który co prawda na oczy przewidział i nie chce już śpiewać, jak PiS zagra, ale w sprawie hymnu by nie odmówił. On by mocnym głosem zaintonował, a z nim śpiewaliby inni.
Dobra, dajmy spokój, w końcu prezes, choć szef partii, to tylko „prezio”, jak mawiał Mariusz Kamiński, obśmiewając prezydenta dwóch kadencji Kwacha. Jednak Kamiński powinien się zastanowić nad wdrożeniem śledztwa w tej sprawie, wygląda bowiem na to, że ktoś z „układu” wystawił prezesa na pośmiewisko. Czy w szafie pułkownika Lesiaka znajdą się jakieś dokumenty na tę okoliczność? Jeśli nie Lesiak, to zostaje tylko Chuck Norris.
Nagle ogarnęła mnie panika, bo jeśli jeden bliźniak nie potrafi śpiewać, a powstał z tego samego jaja, to drugi też nie będzie umiał, bo to samo umieją i tego samego nie umieją. A już prezydent, który hymnu zaśpiewać by nie potrafił, a śpiewałby fałszywie, to sprawa wagi państwowej.
Zbytnio wzruszać się i tak nie mogliśmy, bo pula wzruszeń i łez wyczerpała się podczas wydłużonej jak pociąg towarowy pielgrzymki Benedykta XVI. Naród tropił ślady naszego papieża w psychice, duszy oraz mowie papieża obcego. Kiedy stał naród przed, jak mówią dziennikarze, najsłynniejszym oknem w kraju, a kto wie, czy nawet nie poza granicami, czekając, czy się ukaże, jak się ukaże, jak długo w owym oknie pozostanie, po tym wszystkim naród nie ma już siły się wzruszać zjazdem PiS, który mienił się różnymi barwami, jednak nie potrafił zaprząc przyrody do roboty, jak miało to miejsce w czasie wędrówek Benedetta po kraju.
Były sceny podniosłe, w których udział wzięła przyroda, tęcza mianowicie rozpięła się jak na zamówienie, na całym niebie się rozpięła, gdy samotny człowiek w białej szacie modlił się w miejscu, w którym jego naród mordował ludzi w obozach śmierci. Mordowano również tych, którzy teraz za symbol tęczę mają, mianowicie gejów. Czyżby ten cudowny symbol przypomnieć miał również o tym? Tłumacz przekazujący nam słowa świętego ojca wtrącił między jego słowa „przepraszam”, ale słowa tego papież, tak pięknie czytający zapisy fonetyczne, nie powiedział.
Oczywiście bąknąć sorry po hekatombie zabijania, która miała miejsce kilkadziesiąt lat temu, właśnie w tych przerażających miejscach, jakie odwiedził, byłoby mało, może nawet byłoby nie na miejscu. Natomiast skomentować, odnieść się, w piersi uderzyć, miałoby znaczenie dla sprawy. Maria Janion mówiła o tym, że dochodzi u nas do licytacji w cierpieniu i krzywdzie, że martyrologia jest naszą przywarą, powiedziała jednak także: do Europy tak, ale z naszymi zmarłymi. Zadręczamy Europę tym, że nam się należy to czy owo, bo Europa razem z drugim naszym sojusznikiem sprzedała nas i w ramiona bolszewickie wpędziła.
Chodziłam do szkoły w czasach, w których karmiono nas wojną zamiast szynką, której nie było. Filmy wojenne, książki wojenne, może i przekłamane, ale wojna była w nich żywa czy jak żywa. Chłonęliśmy to i trudno się nam niekiedy pozbierać. Nie chodzi o rozliczenia. Zapiekłość skrzywdzonych w wojnie powoli odchodzi. Nie pokazują już swoich ran, nie eksponują protez, nie mówią o zabitych. Wymierają kombatanci drugiej wojny. Dawno umarł ten, który dźgał widelcem Niemca w Adrii, bo usłyszał niemiecki, a ranny w wojnie został, stracił rodzinę. Nikt nie chce powrotu takich scen, ale też nikt nie chce całkowitego wyrzucenia pamięci historycznej.
Komentatorzy niemieccy i brytyjscy widzą inaczej niż my pielgrzymkę papieża do Polski. Twierdzą, że w stosunku do nauczania Jana Pawła II jest to krok wstecz. Jasne, że nie można iść naprzód, oglądając się przez cały czas do tyłu, jak to robią nasi niemiłościwie nam panujący. Jasne, że z tego może wyniknąć wielki guz, jaki nabije sobie naród wędrujący z głową zwróconą ku rozliczeniom, zamiast spojrzenia w przyszłość.
Jednak papież w tych miejscach mógł porzucić język ezopowy, powinien powiedzieć wprost, że żałuje za grzech ludobójstwa, jakiego dokonał jego naród. Karol Wojtyła, nasz papież, mógł rozprawiać o kremówkach, mógł żartować, bo jako młodzieniec naprawdę chodził na kremówki z kolegami. Mówił Jan Paweł II, że niektórzy z tych kolegów zniknęli z jego życia, poszli z dymem z komina. Gdy Karol chodził na kremówki, młody Ratzinger chadzał na Partaitagi, bo przecież wszystkich chłopców wcielano do Hitlerjugend. Za zgodą rodziców, przy ich poparciu. To nie była garstka sadystów i psychopatów, to była większość narodu. Zabrakło mi trochę takiej bolesnej szczerości w kontaktach z Benedetto, nowym idolem młodzieży.

Wydanie: 24/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy