Powietrzny terror nad Rosją

Powietrzny terror nad Rosją

Kto stoi za katastrofami dwóch rosyjskich samolotów?

„Rosja ma swój 11 września”, napisała na pierwszej stronie „Niezawisimaja Gazieta” dzień po katastrofie dwóch rosyjskich samolotów, które rozbiły się niemal w tym samym czasie na południu kraju. Od prawie tygodnia moskiewskie media spekulują, co mogło być przyczyną tragedii, w wyniku której zginęli wszyscy pasażerowie i członkowie załóg obu maszyn, łącznie 89 osób.
Zacznijmy od faktów. We wtorek, 24 sierpnia, wieczorem z moskiewskiego portu lotniczego Domodiedowo wystartowały w odstępie 40 minut dwa samoloty. Około godziny 23 czasu miejscowego (21 czasu polskiego) zniknął z ekranów radarowych kontroli lotów zmierzający do Soczi samolot Tu-154 linii lotniczych Sibir, który runął na ziemię w okolicach Rostowa nad Donem. Lecąca do Wołgogradu maszyna typu Tu-134, własność niewielkich linii Volga-Aviaexpress, rozbiła się niedaleko Tuły na południe od Moskwy. Oba wypadki nastąpiły

w odstępie 3 minut!

Rozrzucone na dużym obszarze – 40-50 km – szczątki Tu-154 i zwłoki znajdujących się na jego pokładzie ludzi znaleziono w rejonie wsi Głuboki i chutoru Tiszkowo Kamienskij. Zdaniem ekspertów, maszyna musiała eksplodować wysoko w powietrzu, ale – rzecz dziwna – na zbadanych w minionym tygodniu kawałkach kadłuba nie było najmniejszych śladów osmaleń, a więc pożaru, natomiast kształty odłamków wskazywały na oderwanie się ogona samolotu od pozostałej części kabiny. Jakby zagadek dotyczących tej katastrofy było mało, władze lotnicze badające przebieg wydarzeń poinformowały początkowo, że pilot Tu-154 na dwie minuty przed katastrofą wcisnął guzik antyporwaniowy (co potwierdził także właściciel linii Sibir), po czym zmieniono wersję na wciśnięcie przez pilota guzika SOS, „ale bez potwierdzenia powodu nadania sygnału SOS komunikatem słownym”. W miniony piątek Federalna Służba Bezpieczeństwa Rosji poinformowała, że wśród szczątków samolotu Tu-154 znaleziono ślady bardzo silnego materiału wybuchowego, heksagenu.
Informacje dotyczące Tu-134 wydają się nie mniej zastanawiające. Naoczni świadkowie tej drugiej katastrofy opowiadają o jednym lub nawet o trzech wybuchach, jakie słyszeli, zanim samolot linii Volga-Aviaexpress spadł w okolicach wsi Buchałki pod Tułą.
Dla większości Rosjan, a także tamtejszej prasy nawet te strzępy wyjaśnień dotyczących obu katastrof wystarczyły, by sformułować opinię, że na rosyjskim niebie doszło 24 sierpnia do dwóch zamachów terrorystycznych skoordynowanych w czasie. „Terroryści dobrali się do (naszych) samolotów”, napisała moskiewska „Prawda”, dodając: „Dwie katastrofy w jednym kraju, jednej nocy – to nadzwyczajne wydarzenie. Ostatni raz coś podobnego stało się 11 września 2001 r”. Dziennik „Gazieta” poinformował z kolei, że według zdobytych informacji, bomby, które wybuchły w obu samolotach, były ukryte w toaletach. Od razu też ostrze oskarżeń zostało skierowane przeciwko separatystom czeczeńskim – od dawna próbującym w Rosji i na Kaukazie aktów terroru. Moskiewski „Kommiersant” napisał np., że Czeczeni uprzedzali o możliwości spektakularnej akcji przeciwko Rosji po niedawnym ataku na Grozny, publikując oświadczenie mówiące wprost, że „terenem wojennym jest dziś cały Kaukaz Północny i całe terytorium Rosji. Będziemy uderzać w te miejsca, które uznamy za stosowne, i wtedy, kiedy będzie nam wygodnie”.
Okazało się, że na pokładach obu samolotów były kobiety, prawdopodobnie Czeczenki o niezidentyfikowanej tożsamości. Samolotem Tu-134 do Wołgogradu leciała Amanta Nagajewa. Do samolotu do Soczi wsiadła kobieta, nazwiskiem Dżebirchanowa, której imienia ani miejsca zamieszkania nie udało się ustalić. Dotychczas milicja nie znalazła ich ciał. Ponadto były one jedynymi pasażerkami, o które po katastrofach nikt się nie dowiadywał.
Prasa zauważyła też od razu, że kilka godzin przed katastrofą samolotów przed posterunkiem milicji przy szosie Kaszyrskiej prowadzącej w kierunku lotniska Domodiedowo eksplodował niewielki ładunek wybuchowy. Rannych zostało czterech przypadkowych przechodniów. Według niektórych ekspertów, ta eksplozja mogła być próbą odwrócenia uwagi moskiewskiej milicji od lotniska. Już raz bojownicy czeczeńscy, szykując się do zajęcia teatru na Dubrowce, przeprowadzili akcję osłaniającą, wysadzając w powietrze samochód zaparkowany przy jednej ze stołecznych restauracji McDonald’sa.
Media wskazały też na zadziwiającą

zbieżność katastrof z wyborami prezydenta Czeczenii,

które odbyły się w minioną niedzielę. „Separatyści chcieli po raz kolejny pokazać, że nasza kontrola nad Kaukazem i sytuacją w Czeczenii jest iluzoryczna”, napisała „Komsomolska Prawda”, choć zaraz po wydarzeniach z 24 sierpnia strona czeczeńska ogłosiła, że nie ma nic wspólnego z tragedią pod Rostowem i Tułą. „Atakujemy tylko cele wojskowe”, powiedział w telewizji Al-Dżazira Faruk Tubułat, rzecznik przywódcy walczących z Rosjanami Czeczenów, prezydenta Asłana Maschadowa.
Władze w Moskwie początkowo podchwyciły z ochotą tezę, że samoloty spadły na ziemię z bardziej prozaicznych przyczyn niż ataki terrorystyczne. Negowały znaczenie zdarzeń, które mogły wskazywać na ślad czeczeński, np. włączenie sygnału SOS przez załogę Tu-154. Wicedyrektor Międzyrepublikańskiego Komitetu Lotnictwa, Oleg Jermołow, wyjaśniał dziennikarzom, że sygnał ten oznacza „po prostu niebezpieczną sytuację na pokładzie” i mógł się włączyć zarówno w wypadku porwania, jak i poważnej awarii technicznej. Oświadczył też, że najbardziej prawdopodobna przyczyna obu katastrof to „niezgodna z prawem ingerencja w działalność lotnictwa cywilnego lub naruszenie zasad eksploatacji statku powietrznego, powodujące przez nieostrożność śmierć pasażerów”. Podobnie rzecznik Federalnej Służby Bezpieczeństwa Rosji, Nikołaj Zacharow, wśród ewentualnych przyczyn katastrof wymienił „awarię techniczną, paliwo złej jakości, nieprzestrzeganie zasad tankowania i błędy pilotów”.
Zaprzeczenia Kremla wywołały, oczywiście, odwrotny skutek. „Kommiersant” napisał, iż „sądzić można, że przed (niedzielnymi) wyborami prezydenta Czeczenii władze po prostu nie chcą uznać ewidentnego faktu – akty terroru na taką skalę mogą w Rosji zorganizować tylko bojownicy czeczeńscy”. Przy okazji pojawiły się hipotezy zgoła fantastyczne. Część moskiewskich mediów zasugerowała, że oba samoloty rzeczywiście zostały porwane i skierowane przez terrorystów do Soczi, bo tam wypoczywał akurat Władimir Putin. Jak napisała agencja internetowa Grani.ru, w tej sytuacji dowództwo obrony przeciwlotniczej, chcąc uniknąć powtórki ataków z 11 września, mogło wydać

rozkaz zestrzelenia obu maszyn.

Inny wątek prasowych rozważań to słabe zabezpieczenie przed możliwością ataku terrory stycznego. Dziennikarze „Komsomolskiej Prawdy” opisali, jak „z zadziwiającą łatwością” weszli przez przejście służbowe wprost na płytę moskiewskiego lotniska Domodiedowo. „Przez godzinę – poinformowali – błąkaliśmy się spokojnie między samolotami szykującymi się do odlotu, również między tymi, które należą do linii lotniczych Sibir i Volga-Aviaexpress”. Warto dodać, że to relacja podwójnie szokująca, bowiem Domodiedowo, skąd wystartowały oba rozbite 24 sierpnia rosyjskie samoloty pasażerskie, jest najnowocześniejszym portem lotniczym Moskwy, obsługującym także przewoźników zagranicznych, takich jak British Airways, Swiss Air Lines i Emirates Airline. Dotychczas mówiło się, że tylko ten port lotniczy dorównuje w Rosji standardom zachodnim.
W jednym Rosjanie wydają się zgodni. Ich kraj znajduje się na celowniku nie tylko czeczeńskich terrorystów, co potwierdza m.in. opinia amerykańskiej CIA, która już kilka miesięcy temu ostrzegała, że także Al Kaida od pewnego czasu wzmaga zainteresowanie atakami na rosyjskim terytorium.
W piątkowy wieczór na stronie internetowej, znanej z bojowych muzułmańskich komentarzy, pojawiło się oświadczenie, iż za obydwa zamachy odpowiedzialna jest organizacja Brygady Islambuli, powiązana z Al Kaidą.


Ostrzejsze środki bezpieczeństwa

Po katastrofach dwóch samolotów pasażerskich z 24 sierpnia rosyjskie MSW zarządziło dodatkowe środki bezpieczeństwa na lotniskach, dworcach, w portach oraz na stacjach metra i miejscach, gdzie gromadzą się ludzie. Nasilono patrole milicji, w tym ze specjalnie wyszkolonymi psami, zmieniono „organizację pracy oddziałów operacyjnych i dyżurujących”. Na lotniskach nasilono kontrolę pasażerów. Milicja nie ingeruje jednak w pracę ochrony lotnisk. W Moskwie wszystkie służby otrzymały rozkaz nasilenia czujności.
Równocześnie rosyjski minister finansów, Aleksiej Kudrin, poinformował, że w przyszłorocznym budżecie Rosja zwiększy o 2 mld rubli (56,6 mln euro) nakłady na realizację programu walki z terroryzmem. Pieniądze zostaną przeznaczone na wzmocnienie bezpieczeństwa w miejscach publicznych, szczególnie w moskiewskim metrze – głosi oświadczenie ministra.

Wydanie: 36/2004

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy