Nowa nadzieja czy mniejsze zło?

Nowa nadzieja czy mniejsze zło?

Gideon Saar, a popular Likud party member and a challenger to Israeli Prime Minister Benjamin Netanyahu in Likud party leadership primaries, speaks to supporters in Rishon Lezion, Israel December 26, 2019.,Image: 489884021, License: Rights-managed, Restrictions: , Model Release: no, Credit line: AMIR COHEN / Reuters / Forum

Rządzącemu od niemal 12 lat Izraelem Beniaminowi Netanjahu wyrasta poważny konkurent Izraelczycy po raz czwarty w ciągu dwóch lat będą musieli pójść do urn, żeby wybrać swoich przedstawicieli parlamentarnych. Poprzednie wybory odbyły się w marcu 2020 r. i wyłoniły zwycięzcę w postaci partii Likud Beniamina Netanjahu. Na tym jednak się nie skończyło, bo zdobycie 36 mandatów w 120-osobowym Knesecie nie pozwoliło na samodzielne stanowienie władzy. Zwłaszcza że opozycyjni Niebiesko-Biali prowadzeni przez Beniego Ganca nie tylko zdobyli 33 mandaty, ale również uzyskali poparcie dotychczasowego koalicjanta Netanjahu – Awigdora Liebermana i jego partii Nasz Dom Izrael. Poparcia Niebiesko-Białym udzielili także posłowie Partii Pracy i Zjednoczonej Listy Arabskiej. Dzięki temu i kilku innym głosom to Gancowi prezydent Reuwen Riwlin powierzył misję stworzenia koalicji rządowej. Nie zakończyło to bynajmniej impasu politycznego, w którym od długiego czasu pogrążony był Izrael. Mimo przedwyborczej obietnicy Ganca, że Netanjahu, na którym ciążą zarzuty korupcyjne i oskarżenia o nadużycie władzy, nie wejdzie do nowego rządu, po pojawieniu się w kraju pierwszych przypadków koronawirusa obaj politycy się porozumieli i postanowili stworzyć rząd jedności narodowej. W maju powstała koalicja, która zakładała, że Netanjahu będzie premierem do listopada 2021 r., po czym odda fotel szefa rządu Gancowi. Zdaniem wielu obserwatorów stało się oczywiste, że Beni Ganc nigdy premierem nie zostanie. W tej sytuacji rozpadło się ugrupowanie Niebiesko-Białych, powstałe z myślą o odsunięciu Netanjahu od władzy i postawieniu go przed sądem. Dla głównych koalicjantów Ganca nowe porozumienie okazało się nieakceptowalne i od Niebiesko-Białych odłączyli się posłowie centroprawicowej partii Jest Przyszłość prowadzonej przez Jaira Lapida. Koalicja okazała się nietrwała i na początku grudnia ub.r. parlament podjął decyzję o samorozwiązaniu. Wpływ na to miał z pewnością stały konflikt między Gancem i Netanjahu, a także czynione przez Bibiego próby renegocjacji umowy. Zamiast oddać fotel premiera w listopadzie 2021 r., chciał on przesunąć ten termin o kolejne sześć miesięcy. Ogłoszono więc, że 23 marca Izraelczycy pójdą do urn, choć przeciw temu rozwiązaniu opowiadali się posłowie Likudu i przedstawiciele religijnych partii żydowskich, takich jak Szas czy Zjednoczony Judaizm Tory. Należy się spodziewać, że wybory zakończą się zwycięstwem Netanjahu. Wszelkie sondaże pokazują, że Likud zdobędzie 30 lub więcej mandatów. Ganc i Niebiesko-Biali najprawdopodobniej nie przekroczą progu wyborczego w wysokości 3,25% i znajdą się na marginesie. Nie oznacza to jednak, że Bibi może spać spokojnie, bo na horyzoncie pojawił się konkurent, mogący wprowadzić niemałe zamieszanie. Z dziennikarstwa do prokuratury Jeszcze w grudniu Likud opuścił Gideon Saar, prawicowy polityk słynący z poparcia dla żydowskiego osadnictwa na Zachodnim Brzegu, niechęci do powstania niepodległego państwa Palestyńczyków i sprzeciwiający się wpuszczaniu do Izraela azylantów z Afryki. Nie odszedł z macierzystej partii na emeryturę. Postanowił sformować nowe ugrupowanie i rzucić rękawicę Bibiemu, który fotel premiera zajmuje już od niemal 12 lat (choć i w latach 90., między rokiem 1996 a 1999, był premierem). Saar jest dzisiaj przez wielu odbierany jako nadzieja na zmianę. Nawet wyborcom, którzy dotychczas głosowali na Niebiesko-Białych czy inne ugrupowania kojarzone z centrum lub centrolewicą, jawi się jako kusząca opcja. Wygląda na to, że ważniejsze stały się nastroje przeciwne urzędującemu Bibiemu niż wybór kandydata wedle prezentowanych przez niego poglądów. Gideon Saar nie jest dobrze znany poza granicami kraju. Ale nie jest też człowiekiem znikąd. Jego kariera polityczna zaczęła się, już kiedy był uczniem w liceum w Tel Awiwie. Dołączył wtedy do młodzieżówki prawicowej partii Odrodzenie, która sprzeciwiała się m.in. wycofaniu Izraela z półwyspu Synaj po podpisaniu porozumienia pokojowego z Egiptem. Jak większość młodych Izraelczyków Saar odbył służbę wojskową w cieszącej się poważaniem elitarnej brygadzie Golani. Po jej zakończeniu rozpoczął naukę na Uniwersytecie w Tel Awiwie, by z wyróżnieniem ukończyć politologię. Zainteresowanie polityką sprawiło, że został dziennikarzem i mimo prawicowych poglądów otrzymał pracę w skłaniającej się wówczas ku lewicy gazecie „Ha-Olam ha-Ze” (Ten Świat), prowadzonej przez Uriego Awneriego, niemal legendarnego dziennikarza i korespondenta, który w 1982 r. – prawdopodobnie jako pierwszy Izraelczyk – spotkał się w Bejrucie z Jasirem Arafatem. Karierę reporterską Saar kontynuował później

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 09/2021, 2021

Kategorie: Świat