Powódź nad Anglią

Dwanaście ofiar śmiertelnych, cztery tysiące domów pod wodą, sparaliżowana komunikacja

Rzęsiste ulewy, huragany i tornada – Wielką Brytanię pustoszy cała seria klęsk żywiołowych. 33 rzeki wystąpiły z brzegów, co najmniej 4 tysiące domów zostało zalanych. Niektóre miejscowości, jak Yalding w hrabstwie Kent, znalazły się pod wodą trzy razy w czasie dwóch tygodni. Według rządowej Agencji ds. Środowiska, to najbardziej niszczycielska powódź od 1947 roku, a może nawet w całym stuleciu. Urzędnicy Agencji zalecili mieszkańcom zagrożonych regionów “wnieść niezbędne rzeczy schodami na górę i oczekiwać najgorszego”.
Sztormy, niemal równikowe opady i wichury osiągające 10 stopni w skali Beauforta, spowodował

ogromny niż atlantycki,

który zatrzymał się nad wschodnią Anglią. Z szarych jak ołów chmur lunęły potoki wody. W niedzielę, 5 listopada w Plumpton w hrabstwie Sussex spadło w ciągu 12 godzin 60 milimetrów deszczu. Ostatnie cztery tygodnie były najbardziej wilgotne w dziejach Zjednoczonego Królestwa. Zamknięto wiele szkół, w kraju zapanował chaos komunikacyjny. Połączenia kolejowe między Anglią, Walią i Szkocją zostały sparaliżowane. Władze apelują do mieszkańców, aby podróżowali “tylko w razie absolutnej konieczności”. Na razie trudno ocenić straty materialne. Zdaniem ekspertów towarzystw ubezpieczeniowych, mogą one przekroczyć miliard funtów. Najwięcej ucierpiało miasto Bognor Regis w West Sussex, przez które przetoczyło się tornado, pozostawiając za sobą pas zniszczenia długości 2 km.
Premier Tony Blair przewiduje, że wyrządzone przez rozszalałe żywioły szkody nie pozostaną bez wpływu na rozwój gospodarczy kraju. Rząd przeznaczył na pomoc powodzianom kilkadziesiąt milionów funtów, władze jednak nie mają środków, by zrekompensować straty poniesione przez prywatnych właścicieli.
Seria klęsk naturalnych spowodowała do tej pory śmierć 12 osób. W Tenbury Wells w hrabstwie Herefordshire obalone przez wichurę wielkie drzewo zdruzgotało samochód marki Daihatsu, zabijając dwoje pasażerów i ciężko raniąc kierowcę. Zwłoki ofiar policja musiała wydobywać za pomocą pił łańcuchowych. W Devon podczas wycieczki rowerowej zginął 13-letni chłopiec, którego strumienie deszczu strąciły z 20-metrowego klifu. W Walii zginęła kobieta porwana wraz z mężem przez utworzony nagle, 18-metrowy wodospad. W Port Ceiriad 14-letnia Catherina Sharman wyszła na krótki spacer brzegiem morza. W mgnieniu oka znalazła się na samotnej skale, otoczonej przez rozhukane wody. W akcji ratowniczej wzięły udział okręty wojenne i śmigłowiec RAF (lotnictwa wojskowego). Dziewczynę odnaleziono niemal cudem, gdy światło z reflektorów śmigłowca odbiło się od oczu jej psa. Dramatyczna walka toczyła się o uratowanie starodawnego miasta York, gdzie poziom rzeki Ouse 15-krotnie przekroczył stan normalny. Rzekę otaczają prawie 6-metrowe, solidne wały, zbudowane kosztem 8 milionów funtów po powodzi w 1978 roku, ale i tak zaledwie 5 cm zabrakło do wielkiej katastrofy. Woda wszakże zdołała przedrzeć się w niektórych miejscach, zalewając kilkadziesiąt domów i piwnice Bishopthorpe Palace, rezydencji arcybiskupów Yorku.
Zdaniem ekspertów, rozmiary katastrofy zwiększył fakt, że wiele domów w południowo-zachodniej Anglii wzniesiono na nadrzecznych polach na przedmieściach, ponieważ w centrach miast nie ma już miejsca pod budowę. Dyrektorzy towarzystw ubezpieczeniowych zapowiedzieli, że w przyszłości właściciele takich domów będą musieli płacić

szczególnie wysokie polisy,

a niektóre budynki w ogóle nie będą ubezpieczane. Rzecznik konserwatywnej opozycji w Izbie Gmin, Archie Norman, oświadczył: “Nadszedł czas, aby przestać zabudowywać nasze zielone pola, zamiast tego musimy odnawiać istniejące już domy w miastach. Natura wyraźnie powiedziała nam – dość!”. Rząd Tony‘ego Blaira oświadczył, że w przyszłości na ochronę przeciwpowodziową przeznaczy do 300 milionów funtów rocznie, jednak pozwolenia na zabudowę terenów nadrzecznych wydawane będą bardzo ostrożnie. Brytyjscy liderzy zaznaczyli, że za październikowe i listopadowe klęski naturalne odpowiedzialność ponoszą zmiany klimatyczne, które w przyszłości coraz częściej będą powodować niszczycielskie anomalie pogodowe. Wicepremier John Prescott oświadczył w Izbie Gmin: “Ostatnie sztormy powinny obudzić każdego. Czas przygotować się na konsekwencje zmian klimatu”. Tony Blair powiedział: “Coraz częstsze występowanie zaburzeń pogodowych w Wielkiej Brytanii i na świecie jest faktem – globalne ocieplenie nie jest już teorią”. Rzeczywiście liczba katastrof naturalnych wzrasta z roku na rok. W grudniu 1999 roku Francję nawiedził najbardziej gwałtowny huragan od czasu rozpoczęcia pomiarów, zabijając 90 osób. W październiku bieżącego roku lawiny i powodzie w Alpach i w dolinie Padu pochłonęły 40 istnień ludzkich. W latach 60. katastrofy naturalne powodowały szkody w wysokości 70 miliardów dolarów rocznie, w obecnej dekadzie przekroczona została granica 600 miliardów.
Powódź w Wielkiej Brytanii zbiegła się z informacjami, że przygotowywany przez ekspertów ONZ raport na temat zmian klimatycznych przewiduje

globalny wzrost temperatur

w ciągu następnego stulecia o 4,5 do 6 stopni Celsjusza. To dwa razy więcej, niż obliczano do tej pory! Atmosferę ogrzewa przypuszczalnie człowiek, emitując z kominów fabrycznych i rur wydechowych masy dwutlenku węgla i innych gazów cieplarnianych. Na konferencji klimatycznej w Kioto w 1997 roku państwa zachodnie zobowiązały się do ograniczenia emisji dwutlenku węgla w latach 2008-2012 o 5 proc. w stosunku do poziomu z 1990 roku, jednak realizacja tych postanowień napotyka na trudności. Uzupełnienie traktatu z Kioto rozważane będzie na międzynarodowej konferencji klimatycznej, która w tym tygodniu rozpoczyna się w Hadze. Jednak jeśli nawet poczynione w Kioto obietnice zostaną spełnione, oznacza to powstrzymanie wzrostu temperatur zaledwie o 0,06 stopnia Celsjusza w ciągu najbliższego półwiecza. Niektórzy sceptycznie nastawieni naukowcy odrzucają teorię efektu cieplarnianego, twierdząc, że atmosfera nagrzewa się z przyczyn naturalnych, np. w następstwie zaburzeń pola magnetycznego Słońca. Globalny wzrost temperatur jest jednak faktem. Zawarta w powietrzu energia musi się wyładować.

Pożegnanie z surową zimą

Na początku listopada został opublikowany pierwszy raport na temat zmian klimatycznych w Europie, sporządzony na zlecenie Unii Europejskiej przez 30 naukowców. Dokument ten przewiduje, że wzrost temperatur przyniesie korzyści północnym regionom Starego Kontynentu, spowoduje jednak negatywne zjawiska na wschodzie, a zwłaszcza na południu Europy. Lato nad Morzem Śródziemnym może stać się tak gorące, że przestanie być sezonem turystycznym. Kraje śródziemnomorskie będą nawiedzać susze i pożary, wzrośnie zanieczyszczenie powietrza i erozja gleby. Około 2020 r. gorące lato będzie występować w Europie dwa razy częściej niż obecnie, w południowej Hiszpanii – aż pięciokrotnie. W tym samym czasie liczba surowych zim zmniejszy się o połowę. Około 2080 roku ostre zimy znikną całkowicie. W 2100 nie będzie już lodowców w Alpach. Temperatura w Europie wzrośnie o 0,1-0,4 stopnia Celsjusza na dekadę (dla porównania w ostatnim stuleciu temperatura powietrza wokół Warszawy zwiększyła się o 0,6 stopnia). Raport wzywa rządy, by przygotowały się do nadchodzących zmian klimatycznych.

 

Wydanie: 46/2000

Kategorie: Ekologia

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy