Spalony temat kryzysu klimatycznego

Spalony temat kryzysu klimatycznego

Materialy prasowe.

Skoro mnie w Kalifornii brakuje dziś wody, to wcale nie oznacza, że ty w Polsce możesz czuć się bezpiecznie David Wallerstein – szef rozwoju firmy technologicznej Tencent, producent filmu „Dzień zero” dla stacji BBC Earth, która zajmuje się m.in. kryzysem klimatycznym Zajmuje się pan tematem kryzysu klimatycznego, który definiuje coraz więcej procesów zachodzących na Ziemi. – Na świecie zachodzi tyle zmian klimatycznych, że bardzo trudno za tym nadążyć i orientować się, co faktycznie się dzieje. Zacząłem się zajmować tym tematem w 2013 r. Wtedy poświęcano mu niemal wyłącznie publikacje akademickie, które dla przeciętnego czytelnika były przepełnione niezrozumiałymi informacjami i napisane w nieprzystępny, nudny sposób. Zastanawiałem się, jak ktoś, kogo ten temat niespecjalnie zajmuje, ma się przekonać do czegoś tak topornego. Dlatego zacząłem szukać sposobu na przystępne i rzeczowe przedstawienie problemów planety, choćby kryzysu wodnego. Wpadłem na pomysł filmu dokumentalnego, który będzie oparty na nauce i danych, ale opakowany w rozrywkową, łatwo przyswajalną formę. Nauka przez zabawę – tak o tym myślałem, chciałem jednak, żeby to była produkcja na poważnie. Rokowania specjalistów od kryzysu klimatycznego są porażające: zostało nam maksymalnie kilka dekad dostępu do wody pitnej, a podnosząca się temperatura wywoła radykalne migracje. Trudno chyba to pokazać w rozrywkowej formie. – Ale można o tym opowiedzieć nie za pomocą wykresów i tabelek, tylko emocji, które nadal silnie oddziałują na widzów i zmuszają do myślenia, a nierzadko nawet pobudzają do działania. Sytuacja wszędzie staje się coraz bardziej dramatyczna. Pochodzę z Kalifornii – rok 2021 jest najsuchszym w historii pomiarów w tym stanie. Sytuacja rosnących tu drzew, krzewów, ale i plantacji jest dramatyczna. Nad dokumentem zacząłem pracować w 2017 r. i wtedy wydawało mi się, że gdy go skończę, będzie traktowany jako sygnał alarmowy, bo przecież nie każdy zetknął się z problemami z wodą. Minęły zaledwie cztery lata i okazuje się, że doświadcza ich cały stan. Pozytywne jest to, że coraz więcej ludzi mówi o tym temacie i jest nim zainteresowanych. Niestety, ten wzrost jest proporcjonalny do przyrostu ludzi, którzy kryzysowi klimatycznemu zaprzeczają. – Binarne podejście do tematu jest ogromnym problemem. Przeraża to, że w wielu kwestiach dyskusja nadal toczy się wokół uznawania problemu bądź zaprzeczania mu. Skąd to się bierze? – Temat kryzysu klimatycznego pojawił się w debacie publicznej ok. 15 lat temu. I według mnie został spalony, bo osoby zajmujące się tym problemem zbyt szybko chciały podejmować radykalne kroki. „Mamy kryzys klimatyczny, masz przestać jeździć samochodem”. „Mamy kryzys klimatyczny, masz nie używać już samolotu”. „Mamy kryzys klimatyczny, masz od dzisiaj nie jeść więcej mięsa”. „Mamy kryzys klimatyczny, nie możesz mieć dziecka”. Nie można wychodzić z oczekiwaniami i nakazami, jeśli nie przedstawi się naukowych argumentów tłumaczących, co się dzieje na świecie. Dopiero kiedy uświadomimy społeczeństwu istnienie problemu, możemy się zająć szukaniem jego rozwiązań. Ale kiedy zaczynamy od tych drugich, rodzi się bunt i sprzeciw, które w 2021 r. mają już na tyle potężne rozmiary, że ich wyznawcy zaprzeczają nauce. Dlatego w „Dniu zero” (kadr z filmu na zdjęciu) najbardziej wystrzegałem się jednej rzeczy: mówienia widzom, co mają zmienić i jak mają zacząć żyć. To lekarstwo na zaogniający się konflikt dwóch stron? – Zauważyłem, że ludzie, którzy zaprzeczają zmianom klimatycznym, tak naprawdę boją się, że uznając je, przyczynią się do zablokowania dystrybucji ropy i benzyny i zostaną bez możliwości poruszania się samochodem do pracy albo zostaną zwolnieni z kopalni węgla, a to ich jedyne źródło dochodu. Nie potrafię ich za to oceniać ani tym bardziej winić, bo ich pobudki wydają się logiczne i uzasadnione. Nikt z nas nie chciałby nagle zmieniać całego swojego życia, bo jest jakiś problem. Ale nie możemy też czekać na pożar, żeby nieprzekonani się sparzyli i uwierzyli, że płoniemy. – Dlatego trzeba im uświadomić, że podpałka została już podpalona i mamy dwa wyjścia: albo będziemy tu sobie siedzieć i nic nie robić, tylko czekać na płomienie, albo razem wypracujemy rozwiązania, które uchronią nas przed spaleniem się, ale nie pochłoną też ofiar z naszej społeczności. Pięć lat temu zrobiłem film o wirusach

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2021, 34/2021

Kategorie: Ekologia