Powrót Kwaśniewskiego, upadek Oleksego

Powrót Kwaśniewskiego, upadek Oleksego

„Taśmy Oleksego” otworzyły przed Sojuszem szansę na ostateczne oczyszczenie się z ludzi, którzy ciągną SLD w dół

Ważne wydarzenia wieszczą niecodzienne oznaki. O tym, że Aleksander Kwaśniewski zamierza wrócić do polityki, szeptano przynajmniej od kilku tygodni. Z każdym dniem coraz głośniej. Potem mieliśmy serię dziwnych przecieków do pism zaprzyjaźnionych z PiS. To te oznaki. Najpierw dowiedzieliśmy się, że Marek Dochnal, przebywający w areszcie lobbysta, mówi, że Kwaśniewski ma tajne konta w Szwajcarii. O tych kontach Dochnal mówił już dwa lata temu, poza jego zeznaniami nic nie potwierdza tego faktu, to wszystko funkcjonuje na zasadzie zeznań skruszonego gangstera, który mówi wszystko, co może zadowolić oficerów śledczych. Więc media sensacji nie chwyciły. W tym czasie po Warszawie krążyła już plotka, że były prezydent udzielił „Gazecie Wyborczej” wywiadu, w którym bezlitośnie krytykuje IV RP i zapowiada swój powrót do polityki. W czwartek, 22 marca, na dwa dni przed publikacją zapowiadanego wywiadu, odpalony został kolejny granat – „Dziennik” i „Wprost” (i wszystko jasne…) opublikowały „taśmy Oleksego”, zapis trzygodzinnej biesiady Józefa Oleksego z Aleksandrem Gudzowatym i wynurzeń byłego premiera.
O tych wynurzeniach media napisały chyba wszystko, więc tylko tytułem przypomnienia: obiad miał miejsce we wrześniu ub.r., rozmowa toczyła się przy winie, a zachęcany przez Gudzowatego („te pytania, sposób ich zadawania, świadczą o tym, że mamy do czynienia z głęboką współpracą i ze świadomym przesłuchiwaniem w istocie Józefa Oleksego”, mówił później w Radiu Zet Jerzy Szmajdziński) były premier opluwa partyjnych kolegów, a zwłaszcza Aleksandra Kwaśniewskiego. Wymienia jego nieruchomości, apartament w Wilanowie, dom letniskowy w Kazimierzu, działkę w Jazgarzewie. I snuje przypuszczenia, że na pewno z tego „majątku” się nie rozliczy.
Już kilka godzin po opublikowaniu stenogramów z wynurzeniami Oleksego, w Sejmie PiS grozi Kwaśniewskiemu komisją śledczą, a dzień później, w piątek, 23 marca, Zbigniew Ziobro specjalnym śledztwem.
Tego samego dnia Józef Oleksy, polityk od co najmniej kilku miesięcy będący na bocznym torze, jest już nikim. Pakuje swoje rzeczy w gabinecie, który miał jako członek Rady Mazowieckiej SLD w budynku przy ul. Rozbrat.
„W SLD nie ma miejsca dla środowiska, które reprezentuje Józef Oleksy – mówi szef SLD, Wojciech Olejniczak. – Oleksy zakończył już swoją polityczną aktywność w SLD”. „Sposób pożegnania Józefa Oleksego z SLD jest haniebny”, dodaje w Radiu Zet Jerzy Szmajdziński. Na biurko Olejniczaka spływają faksy i maile z organizacji terenowych, z żądaniami wyrzucenia Oleksego z partii. W pokoju obok grupa działaczy zastanawia się, ile punktów straci na tym wszystkim SLD.
Były premier próbuje jeszcze się ratować, ale tylko się ośmiesza. Wie, że w oczach swych kolegów jest skompromitowany podwójnie. Po pierwsze, jako oszczerca. Po drugie, jako osoba, którą zagrano, wykorzystano jak pionka, by uderzyć w Kwaśniewskiego i w SLD.

Gra Oleksym
Pewnie trzeba by było komisji śledczej, byśmy dowiedzieli się, jak „taśmy Oleksego” trafiły do zaprzyjaźnionych z PiS mediów. Wiadomo jednak, że były one w posiadaniu prokuratury i ABW, więc tylko stamtąd mogły „wyjść”. Szefem prokuratury jest Zbigniew Ziobro. Szefem ABW jest Bogdan Święczkowski, kolega Zbigniewa Ziobry, z którym robił on aplikację prokuratorską. Święczkowski z Ziobrą pracował już w roku 2001, a zanim objął stanowisko szefa ABW, był dyrektorem biura ds. przestępczości zorganizowanej Prokuratury Krajowej.
Tak czy inaczej – trudno przypuszczać, by bez wiedzy Ziobry taśmy mogły zostać przekazane dziennikarzom, bo przecież wiadomo, który prokurator i który oficer ABW miał je w ręku. Przeciwnie – śmiało można zakładać, że działo się to na jego polecenie. O całej operacji chyba wiedział też premier.
Znamienne jest jeszcze jedno – z reguły przy okazji podobnych przecieków prokuratura rozpacza, że przedwczesne ujawnienie materiałów utrudni jej śledztwo. W tym przypadku nic takiego nie było. Wniosek nasuwa się więc sam – prokurator już wcześniej tropy podsuwane przez Oleksego sprawdził. Nie było to kłopotliwe, bo już w piątek zweryfikowali je dziennikarze. Mogliśmy obejrzeć to w telewizji – rzekoma posiadłość ziemska Kwaśniewskich okazała się mitem, a 6 ha w Kazimierzu okazało się działką liczącą niewiele ponad 1000 m kw. Oto siła plotki.
Opowieści Oleksego prokuratorowi niezbyt się przydały. Więc poszły do mediów. Te są mniej wymagające.
Jest jeszcze jedna hipoteza tłumacząca upublicznienie „taśm Oleksego” – Prawu i Sprawiedliwości mniej chodziło o Kwaśniewskiego, bardziej o przykrycie swoich kłopotów. Czyli rozdzierającego rządzącą koalicję konfliktu z ks. Rydzykiem i LPR o wprowadzenie konstytucyjnego zapisu całkowicie zakazującego aborcji. Spekulowano też, że ten atak, pokazanie wroga, skonsoliduje prawicę.
A może próbowano upiec parę pieczeni przy jednym ogniu?

Brzytwa
„Dużo czytam, jestem, k… jak brzytwa”, zwierzał się Oleksy Gudzowatemu. Okazało się, że sam się tą brzytwą śmiertelnie zaciął.
Ale kogo jeszcze zranił?
Na pewno SLD. Bo obsmarował swoich partyjnych kolegów i swoją partię w sposób koncertowy. Alkohol czy frustracja? A może jedno w połączeniu z drugim? Również sam występ Oleksego Sojuszowi chwały nie przynosi – bo trudno szanować ugrupowanie, którego liderem jeszcze niedawno był człowiek tak małego formatu.
W krótkiej perspektywie SLD na pewno straci.
Ale też „taśmy Oleksego”, paradoksalnie, otworzyły przed Sojuszem szansę. Na ostateczne oczyszczenie się z takich ludzi jak on, którzy ciągną SLD w dół. Dynamika politycznych wydarzeń obiektywnie sprzyja lewicy. Antydemokratyczne zapędy budowniczych IV RP, lustracyjny bunt wykształciuchów, majstrowanie przy konstytucji, tak by wprowadzić nie tylko całkowity zakaz aborcji, ale również zakaz badań prenatalnych i zapłodnienia in vitro – te wydarzenia siłą rzeczy mobilizują całe rzesze Polaków. Wielu chętnie widziałoby w partii lewicowej swojego reprezentanta (zwłaszcza że Platforma milczy), ale na pewno nie w takiej, której symbolem był Oleksy. Jego odejście ułatwia więc grę Olejniczakowi, który próbuje przesterować SLD w kierunku ugrupowania lewicowego, inteligenckiego, proeuropejskiego, aktywnego w koalicji Lewica i Demokraci. Ten manewr nie wszystkim w SLD się podobał, wyraźnie było to widać po wyborach samorządowych, gdy odzywały się głosy, że Sojuszowi LiD się nie opłacał. W grupie podszczypujących kierownictwo SLD występował też Oleksy. Teraz go nie będzie. Co to zmieni?

 

Wydanie: 13/2007

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy