Kosztowna chwila euforii

Kosztowna chwila euforii

Co druga osoba, która zażyła dopalacz, nie miała pojęcia, jaką substancję bierze

Miał ponad 100 sklepów, własnych i franczyzowych, tworzących sieć Smart Szop. W każdym ściany były pomalowane czarną farbą, a gości witała maskotka – szop z wytrzeszczonymi oczami. Te oczy były delikatną sugestią, że produkt kolekcjonerski nabyty w sklepie gwarantuje odlot.
Jesienią 2010 r. dopalaczem Tajfun kupionym w Smart Szopie zatruło się dwóch nastolatków w Bydgoszczy. Sanepid zakazał sprzedaży tego i podobnych specyfików. Zamknął 1378 sklepów z dopalaczami w całej Polsce. 6 października 2010 r. 23-letni Dawid B. zerwał plomby założone przez inspekcję sanitarną na drzwiach jego sklepu w Łodzi i wznowił sprzedaż dopalaczy. Został wyprowadzony przez policję i zatrzymany. A potem zwolniony, mimo wniosku prokuratora o zastosowanie aresztu. Dawid B. odgrażał się, że urzędnicy popamiętają tę napaść na legalnie działający sklep, a skarb państwa będzie musiał mu zapłacić kilka milionów złotych odszkodowania.
Złośliwi mówili, że sprawa „króla dopalaczy” – jak go tytułowano – się rozpłynie. Tymczasem w czerwcu 2015 r., po prawie pięciu latach dochodzenia, prokurator złożył w Sądzie Okręgowym w Łodzi akt oskarżenia przeciwko niemu. Proces rozpoczął się 10 grudnia 2015 r. Zdetronizowany „król dopalaczy” przybył, by poinformować, że nie będzie odpowiadał na pytania. Na kolejnych rozprawach w grudniu ub.r. i w styczniu 2016 r. już się nie pojawił. Zresztą nie miał takiego obowiązku. Dawid B. jest oskarżony o sprowadzenie niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia wielu osób przez produkcję i sprzedaż dopalaczy. Grozi mu do ośmiu lat więzienia.

Miały służyć leczeniu

Fascynacja dopalaczami nie jest chwilowa i zamknięcie sklepów z tzw. produktami kolekcjonerskimi jesienią 2010 r. problemu nie zakończyło. Jak wynika z danych Głównego Inspektora Sanitarnego, w 2013 r. dopalaczami zatruło się w Polsce 1079 osób, rok później już ponad dwa razy więcej – 2424. Zaledwie przez kilka dni lipca 2015 r. do szpitali w aglomeracji śląskiej trafiło ponad 300 osób, które zatruły się dopalaczem o nazwie Mocarz.
Zjawisko nowych substancji psychoaktywnych, czyli tzw. narkotyków projektowanych, zostało zapoczątkowane przez badania Alexandra Shulgina, amerykańskiego chemika i farmakologa. Substancje te zaczęły zyskiwać popularność po 2005 r. – Shulgin był genialnym chemikiem – mówi Michał Kidawa z Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii. – Pracował przez wiele lat dla Dow Chemicals. Wynalazł m.in. pierwszy biodegradowalny pestycyd Zectran. Środek okazał się bardzo dochodowy dla firmy. Dało to uczonemu możliwość niezależnej pracy nad substancjami psychoaktywnymi, którymi interesował się od momentu osobistych doświadczeń z meskaliną w późnych latach 50. Shulgin zsyntetyzował kilkaset nowych substancji.
Zdaniem Michała Kidawy, celem amerykańskiego naukowca było stworzenie bezpiecznych substancji psychoaktywnych, które nie będą miały działań ubocznych, a jednocześnie dadzą ludziom możliwość poszerzenia horyzontów, „wniknięcia w siebie” i poznania tajników świadomości. Shulgin zakładał, że związki te można by wykorzystywać do wspomagania oddziaływań psychoterapeutycznych. Uważał, że jeśli ludzie chcą, powinni mieć możliwości eksperymentowania z takimi substancjami. To podejście było charakterystyczne dla części intelektualistów w USA w latach 60. i 70.
– Można powiedzieć, że Shulgin jest ojcem chrzestnym całego ruchu nazywanego psychonautami – dodaje Michał Kidawa. – Są to osoby, które w celu „wniknięcia w siebie” eksperymentują z substancjami psychoaktywnymi. Ale robią to w określony sposób, niejako naśladując jego podejście.
Kidawa nie do końca się zgadza z przypisaniem uczonemu całej winy za problemy z dopalaczami. – Nie akceptował sprzedaży nowych substancji psychoaktywnych użytkownikom – twierdzi. – Potępiał to, a nawet uważał za odrażające, że ktoś na tym zarabia, kompletnie nie biorąc pod uwagę bezpieczeństwa użytkowników. Jego idee zostały z czasem wypaczone.

Poznaniacy byli pierwsi

Jako pierwsi w Polsce branżą dopalaczy zainteresowali się w 2007 r. dwudziestoparolatkowie z Poznania: Maciej F., jego żona Julia i Hubert B. Wspólnicy zarejestrowali firmę Konfekcjoner Sp. z o.o., która zajmowała się m.in. sprzedażą dopalaczy. Już w 2008 r. policja w podpoznańskim Kiekrzu zabezpieczyła magazyn z dopalaczami. Sprawę umorzono, ponieważ okazało się, że w skład dopalaczy nie wchodzą zabronione substancje, które są wymienione w załącznikach do Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Firma Konfekcjoner prowadziła sprzedaż w internecie przez stronę Dopalacze.com. W październiku 2010 r., kiedy sanepid zamknął wszystkie sklepy z dopalaczami, Dopalacze.com ogłosiła, że kończy działalność w Polsce, ale jej produkty były dostępne na innej stronie internetowej.
Zanim wspólnicy z Konfekcjonera zaczęli rozwijać dopalaczowy interes, Dawid B. był w Wielkiej Brytanii, gdzie po skończeniu szkoły średniej zarabiał w pubie. Kiedy wrócił, założył agencję reklamową. Sukcesu jednak nie odniósł. Wtedy zainteresował się dopalaczami. Właśnie on założył w 2008 r. pierwszy sklep stacjonarny oferujący ten towar. Smart Szop mieścił się w Łodzi, w niedużym lokalu. Dopalacze pochodziły z internetu. Biznes rozwijał się wspaniale, więc Dawid B. przeniósł się do większego sklepu przy reprezentacyjnej Piotrkowskiej. Jednocześnie zaczął produkować własne dopalacze.
Po paru miesiącach od otwarcia pierwszego Smart Szopu w kraju działało ich już kilkanaście. Szybko powstawały nowe. Produkcją dopalaczy zajmowało się dwóch ludzi. Żaden nie miał wykształcenia chemicznego – Piotr P. ukończył tylko podstawówkę, Ireneusz C. pracował jako dziennikarz. Obaj penetrowali internet w poszukiwaniu receptur. Każdy nowy produkt musiał zostać zaakceptowany przez szefa Dawida B. Dla niego najważniejsze było, aby składniki nie były zakazane ani zbyt kosztowne.
– Dopalacze produkowano w dwóch miejscach w centrum miasta – mówi prokurator Krzysztof Kopania, rzecznik prasowy prowadzącej dochodzenie Prokuratury Okręgowej w Łodzi. – Wszystko wskazuje na to, że produkcja sięgała wielu milionów opakowań. W momencie jej zamknięcia prokurator zabezpieczył kilkadziesiąt tysięcy opakowań tych substancji.
Nowe dopalacze dobrowolnie testowali pracownicy Dawida B, którzy po spożyciu musieli wypełnić stosowną ankietę. Między sobą jednak nie mogli rozmawiać na temat dopalaczy. Ponoć żaden nie miał pojęcia, do czego faktycznie służą mieszanki w kolorowych opakowaniach opatrzonych informacją, że nie są przeznaczone do konsumpcji. Z całego personelu Dawida B. na ławie oskarżonych zasiadły obok niego jedynie trzy osoby: dwaj „chemicy”, którym podobnie jak Dawidowi B. grozi osiem lat więzienia, i kierownik sklepu Smart Szop, 27-letni Łukasz K., zagrożony karą dwóch lat więzienia.

Wyścig przestępców i służb

Rynek dopalaczy to ciągły wyścig twórców nowych substancji psychoaktywnych i ludzi dbających o zdrowie publiczne. Ci drudzy muszą nowy związek zauważyć na rynku, przebadać i z czasem – o ile okaże się to konieczne – wprowadzić na listę substancji zakazanych. Na początku XXI w. identyfikowano w Europie dwa-trzy rocznie i nie wszystkie kwalifikowały się do wpisania na listę zakazanych. Teraz co roku pojawiają się dziesiątki. Jak wynika z danych Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii, w 2013 r. w Unii Europejskiej powstało ich ponad 80, a w 2014 r. – 101. – Ten znaczny wzrost wynika nie tylko z faktu, że tworzy się więcej substancji, choć niewątpliwie jest to czynnik dominujący, ale również z tego, że systemy monitorowania są lepsze – twierdzi Michał Kidawa.
W 2010 r., kiedy doszło do zamknięcia przez inspekcję sanitarną wszystkich sklepów z dopalaczami, Polska miała jeden z najwyższych w Europie wskaźników eksperymentowania z tymi środkami. – W 2011 r. na zlecenie Komisji Europejskiej wykonano badanie Eurobarometru na młodzieży w wieku 15-24 lata – mówi Kidawa. – Młodych ludzi w poszczególnych krajach europejskich pytano, czy kiedykolwiek używali nowych substancji psychoaktywnych. Wtedy okazało się, że byliśmy na drugim miejscu, jeśli chodzi o rozpowszechnienie dopalaczy. Pomiar powtórzono w 2014 r. i wynik Polski pozostał na tym samym poziomie (9%), a w innych krajach nastąpił wzrost. Teraz jesteśmy niewiele powyżej średniej europejskiej, która wynosi 8%.

Receptury się zmieniały

Przez pięć lat Prokuratura Okręgowa w Łodzi starała się zebrać dowody winy Dawida B. i jego współpracowników. – Na długotrwałość dochodzenia miał wpływ bardzo szeroki zakres dowodów, które w tej sprawie zostały przeprowadzone – wyjaśnia prokurator Kopania. – To były przede wszystkim ekspertyzy. Docieraliśmy do osób, które po zażyciu dopalaczy pochodzących ze sklepów Smart Szop trafiły do szpitali w całej Polsce. Zlecaliśmy badania dopalaczy pod kątem składu chemicznego i oceny skutków zdrowotnych ich poszczególnych składników. Przeprowadzano je w Instytucie Medycyny Sądowej w Krakowie i w Zakładzie Medycyny Sądowej w Łodzi. Korzystaliśmy też z badań próbek dopalaczy wykonanych przez sanepid. Ponadto badaliśmy dokumentację Smart Szopów i zawartość komputerów należących do Dawida B.
Jak przyznaje prokurator Kopania, naruszenie zakazu sprzedaży dopalaczy wprowadzonego przez Głównego Inspektora Sanitarnego samo w sobie było naruszeniem prawa. Art. 37b Ustawy o Państwowej Inspekcji Sanitarnej mówi: „Kto wbrew decyzji właściwego państwowego inspektora sanitarnego produkuje, wprowadza do obrotu lub nie wycofuje z rynku substancji chemicznej, jej mieszaniny lub wyrobu, podlega karze grzywny, karze ograniczenia wolności albo karze pozbawienia wolności do lat dwóch”.
Ostatecznie jednak Dawid B. odpowiada z innego paragrafu i grozi mu czterokrotnie wyższa kara więzienia. – Musieliśmy wykazać, i chyba robiliśmy to jako pierwsi w Polsce, że wprowadzanie do obrotu dopalaczy stwarzało zagrożenie powszechne, czyli dla zdrowia i życia wielu osób – mówi prokurator. – Płynące z analiz biegłych opinie i wnioski dotyczące dopalaczy są porażające. Mówią one o skutkach zażywania dopalaczy, zarówno w sferze psychiki, jak i zdrowia fizycznego.

Czasem szał, czasem drgawki

Zdaniem biegłych, po zażyciu dopalaczy ze Smart Szopów istniało ryzyko wystąpienia zachowań, których nie da się w żaden sposób uzasadnić. Mogły pojawić się takie zaburzenia świadomości, przy których osoby podejmowały działania destrukcyjne i autodestrukcyjne. Inne niepożądane skutki to uderzenia gorąca, zaburzenia rytmu serca, podwyższenie ciśnienia i temperatury ciała, nudności, biegunki, zawroty głowy, stany lękowe, urojenia, halucynacje, śpiączka, rozpad osobowości, niewydolność krążeniowo-oddechowa, a nawet zgon. – W kraju odnotowano kilka przypadków śmiertelnych u osób, które wzięły dopalacze – przypomina prokurator Kopania. – Ale nie można było udowodnić, że to zażycie dopalacza spowodowało zgon, gdyż w organizmie zmarłego nie ujawniono już śladów tej substancji. Coś takiego miało miejsce w sprawie Dawida B. Trzeba pamiętać, że dopalacze bardzo szybko odparowują. W rezultacie te substancje na etapie pobierania od człowieka próbek do badań często są już nieuchwytne.
To stanowi poważne zagrożenie dla osób, które zażywają dopalacze, bo lekarze, nie wiedząc, jaką substancję wzięły, nie potrafią im pomóc. Bywało, że do szpitala trafiał ktoś, kto przyjął dopalacz i wypił przy tym niewielką ilość alkoholu, co skończyło się zatruciem. Spowodowały je dopalacze, których de facto nie było już w organizmie.
Elementem utrudniającym zbieranie dowodów było też to, że dopalacze nie miały ścisłych receptur. Dopalacz o jakiejś nazwie handlowej mógł bardzo się różnić składem w poszczególnych rejonach kraju. – Z badań wykonanych przez laboratoria wynika, że w skład dopalaczy produkowanych przez firmę Dawida B. wchodziła cała gama substancji chemicznych i naturalnych – twierdzi Krzysztof Kopania. – Oprócz substancji chemicznych stosowano zioła: lotos biały, kocimiętkę, kannę (ziele popularne w RPA), maconha brava (namiastkę marihuany, paloną w Ameryce Południowej), koniczynę czerwoną, dziewannę, guaranę, kwiat jaśminu, skullcap (tarczycę), wreszcie marshmallow, czyli ekstrakt z prawoślazu.

Po pomoc do szpitala

Do najostrzej działających dopalaczy, po których zażywający trafili do szpitala, należały: LZD, Speedo, Hammer i Voodoo. Ale jak wynika z przesłuchań 52 osób poszkodowanych, które występują w roli świadków na procesie Dawida B. i jego wspólników, również wzięcie innych dopalaczy kończyło się poważnymi problemami ze zdrowiem. Kamil po Mitseez miał przyspieszony oddech, krzyczał, dostał drgawek. Bartosz po Koko nie spał i nie jadł przez kilka dni, a kiedy zrobił się agresywny, zabrało go pogotowie. Paweł, który dopalacz doprawił wódką, wpadł w szał i zniszczył swój samochód, waląc rękoma w karoserię i szyby. Agnieszce wydawało się, że jej ciało oddziela się od duszy, a innemu Pawłowi, że powiększa mu się głowa…
Historie wyjawione w trakcie dochodzenia poszkodowani opowiadają teraz w czasie procesu. Edyta S., zeznająca na drugiej rozprawie 16 grudnia 2015 r., powiedziała, że kupiła w Smart Szopie dwie tabletki dopalacza, którego nazwy nie pamięta, dla siebie i męża. On nie miał sensacji, za to ją dopadły duszności i mąż musiał ją zawieźć na pogotowie. Tego samego dnia procesu Robert S. oświadczył, że przyjął dopalacz Koko w ampułce – jeden z najpopularniejszych. Miał mdłości, halucynacje i zaczął tracić przytomność. Pomoc otrzymał w Instytucie Medycyny Pracy.
Kamil K., który zeznawał na rozprawie 11 stycznia 2016 r., kupił w sklepie Smart Szop dużą lufkę i w ramach promocji dostał opakowanie mieszanki ziołowej Voodoo. Jej część wypalił w lufce. Najpierw ogarnął go lęk, potem przerażenie, a w końcu zaczął tracić przytomność. Trafił do szpitala na oddział toksykologii.
Norbert W., który stawił się na rozprawę 18 stycznia, kupił dopalacz Smart shiva i z kuzynem wypalił go w samochodzie na parkingu. Z początku ogarnęła go błogość, ale wkrótce miał halucynacje, drżała mu szczęka, dostał padaczki i stracił przytomność. Przez tydzień leżał w szpitalu.

Dla fanu i na stres

Po raz pierwszy o dopalacze spytano młodych ludzi w Polsce w 2008 r. w badaniach „Młodzież 2008” przeprowadzonych przez Fundację CBOS. Od tamtego czasu zrealizowano kilka projektów badawczych zahaczających o tematykę nowych substancji psychoaktywnych. – Od lipca do listopada 2014 r. Uniwersytet SWPS przeprowadził badania I-TREND, finansowane z pieniędzy Komisji Europejskiej – mówi Michał Kidawa. – To było specyficzne badanie internetowe, więc nie jest reprezentatywne dla całej populacji. Wynika z niego, że 46% badanych w Polsce nie wiedziało, jaką substancję chemiczną przyjmowało ostatnim razem. Około połowy respondentów miało po zażyciu dopalacza efekty niepożądane, ale jedynie 6,4% szukało pomocy lekarza, gdy odczuwało negatywne skutki.
Na podstawie tego badania udało się przybliżyć obraz użytkowników dopalaczy. 88% konsumentów stanowią mężczyźni i kobiety poniżej 25. roku życia. Co istotne, nie jest to grupa jednorodna. – Wyróżniono kilka grup użytkowników – relacjonuje Michał Kidawa. – Z jednej strony, są osoby biorące dopalacze w formie eksperymentu, a z drugiej ci, którzy poszukują efektu związanego ze stricte zabawowym podejściem. Są też ludzie, którzy używają tych substancji psychoaktywnych zadaniowo, jako wspomagaczy np. w pracy.
Skoro niemal połowa konsumentów dopalaczy nie wie, jaką substancję przyjmuje, trudno określić, jakie związki chemiczne są najpopularniejsze na polskim rynku dopalaczowym. Ten rynek mogłoby przybliżyć badanie I-TREND, ale było ono realizowane przed wprowadzeniem w lipcu 2015 r. nowelizacji wykazu środków odurzających i substancji psychotropowych. Wtedy na listę dopisano 114 nowych substancji psychoaktywnych. Większość związków zawartych w dopalaczach przed lipcem 2015 r. już jest kontrolowana i z tego powodu najprawdopodobniej zniknęły z rynku.

Dwa procesy

Dawid B. od pięciu lat uparcie nie przyznaje się do winy. Pozostaje na wolności. W 2014 r. próbował wrócić na rynek dopalaczy. Powierzył 80 tys. zł człowiekowi, który miał dla niego sprowadzić substancje psychoaktywne z Węgier. Kiedy „król dopalaczy” nie otrzymał ani towaru, ani pieniędzy, zlecił porwanie wspólnika. Ten po uwolnieniu zgłosił sprawę policji. Równolegle z dotyczącym dopalaczy procesem w Sądzie Okręgowym w Łodzi toczy się drugi, w Sądzie Rejonowym Łódź-Śródmieście – o uprowadzenie wspólnika i próbę wymuszenia 100 tys. zł. W tym procesie Dawidowi B. grozi do 12 lat więzienia, o cztery lata więcej niż w procesie o sprowadzenie zagrożenia zdrowia i życia wielu osób przez produkcję i sprzedaż dopalaczy. Czy w końcu trafi za kratki?


Uczniowie biorą mniej

Co cztery lata w ramach międzynarodowego projektu wykonuje się w Polsce badania ESPAD dotyczące używania przez młodzież szkolną substancji psychoaktywnych. Jak wynika z tego, które przeprowadzono w zeszłym roku, w kwestii dopalaczy sytuacja jest trochę lepsza niż w 2011 r. Na pytanie, czy kiedykolwiek w życiu brali dopalacze, w 2011 r. „tak” odpowiedziało 11% osób w wieku 15-16 lat, a w 2015 r. – 10%. W grupie 17-18 lat twierdząco odpowiedziało 16% w 2011 r. i 13% w 2015 r. Podobnie jest w przypadku wskaźników dotyczących 12 miesięcy i 30 dni przed badaniem.


Unia w walce z dopalaczami

W 1997 r. powstał w Unii Europejskiej System Wczesnego Ostrzegania o Nowych Narkotykach (SWO). Jest to procedura szybkiej wymiany informacji między krajowymi punktami kontaktowymi a Europejskim Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii (EMCDDA) na temat pojawiania się nowych substancji psychoaktywnych oraz związanych z nimi zagrożeń. Obecnie system ten służy do monitorowania ponad 450 nowych substancji psychoaktywnych.
– W każdym kraju jest sieć wymiany informacji, my odgrywamy rolę krajowego punktu kontaktowego w Polsce – mówi Michał Kidawa z Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii. – Współpracujemy z kilkoma wiodącymi laboratoriami w kraju.
Komitet naukowy Europejskiego Centrum Monitorowania Narkotyków i Narkomanii na podstawie informacji z SWO w przypadku najniebezpieczniejszych substancji przeprowadza ocenę ryzyka. W oparciu o nią Rada Unii Europejskiej może wprowadzić kontrolę określonego związku. Wtedy każdy kraj członkowski ma obowiązek zdelegalizować tę substancję.


Tylko Cypr i Malta czyste

W ramach przygotowywania „Europejskiego raportu narkotykowego 2015” zapytano młodych ludzi w wieku 15-24 lata z 28 państw unijnych, czy łatwo byłoby im wejść w posiadanie dopalacza w ciągu 24 godzin. 25% pytanych odpowiedziało, że byłoby to łatwe, a 50% – że trudne. 68% osób, które zażyły dopalacze, uzyskało je od znajomego, 27% od dilera narkotyków, 10% ze specjalistycznego sklepu, a 3% przez internet. Największe użycie dopalaczy zgłosili młodzi ludzie z Irlandii. W 2014 r. nie odnotowano użycia dopalaczy na Cyprze i Malcie.

Foto: Wlodzimierz Wasyluk/REPORTER

Wydanie: 5/2016

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy