Kosztowna chwila euforii

Kosztowna chwila euforii

13.08.2010 Warszawa n/z sklep z dopalaczami fot. Wlodzimierz Wasyluk/REPORTER

Co druga osoba, która zażyła dopalacz, nie miała pojęcia, jaką substancję bierze Miał ponad 100 sklepów, własnych i franczyzowych, tworzących sieć Smart Szop. W każdym ściany były pomalowane czarną farbą, a gości witała maskotka – szop z wytrzeszczonymi oczami. Te oczy były delikatną sugestią, że produkt kolekcjonerski nabyty w sklepie gwarantuje odlot. Jesienią 2010 r. dopalaczem Tajfun kupionym w Smart Szopie zatruło się dwóch nastolatków w Bydgoszczy. Sanepid zakazał sprzedaży tego i podobnych specyfików. Zamknął 1378 sklepów z dopalaczami w całej Polsce. 6 października 2010 r. 23-letni Dawid B. zerwał plomby założone przez inspekcję sanitarną na drzwiach jego sklepu w Łodzi i wznowił sprzedaż dopalaczy. Został wyprowadzony przez policję i zatrzymany. A potem zwolniony, mimo wniosku prokuratora o zastosowanie aresztu. Dawid B. odgrażał się, że urzędnicy popamiętają tę napaść na legalnie działający sklep, a skarb państwa będzie musiał mu zapłacić kilka milionów złotych odszkodowania. Złośliwi mówili, że sprawa „króla dopalaczy” – jak go tytułowano – się rozpłynie. Tymczasem w czerwcu 2015 r., po prawie pięciu latach dochodzenia, prokurator złożył w Sądzie Okręgowym w Łodzi akt oskarżenia przeciwko niemu. Proces rozpoczął się 10 grudnia 2015 r. Zdetronizowany „król dopalaczy” przybył, by poinformować, że nie będzie odpowiadał na pytania. Na kolejnych rozprawach w grudniu ub.r. i w styczniu 2016 r. już się nie pojawił. Zresztą nie miał takiego obowiązku. Dawid B. jest oskarżony o sprowadzenie niebezpieczeństwa dla zdrowia i życia wielu osób przez produkcję i sprzedaż dopalaczy. Grozi mu do ośmiu lat więzienia. Miały służyć leczeniu Fascynacja dopalaczami nie jest chwilowa i zamknięcie sklepów z tzw. produktami kolekcjonerskimi jesienią 2010 r. problemu nie zakończyło. Jak wynika z danych Głównego Inspektora Sanitarnego, w 2013 r. dopalaczami zatruło się w Polsce 1079 osób, rok później już ponad dwa razy więcej – 2424. Zaledwie przez kilka dni lipca 2015 r. do szpitali w aglomeracji śląskiej trafiło ponad 300 osób, które zatruły się dopalaczem o nazwie Mocarz. Zjawisko nowych substancji psychoaktywnych, czyli tzw. narkotyków projektowanych, zostało zapoczątkowane przez badania Alexandra Shulgina, amerykańskiego chemika i farmakologa. Substancje te zaczęły zyskiwać popularność po 2005 r. – Shulgin był genialnym chemikiem – mówi Michał Kidawa z Krajowego Biura ds. Przeciwdziałania Narkomanii. – Pracował przez wiele lat dla Dow Chemicals. Wynalazł m.in. pierwszy biodegradowalny pestycyd Zectran. Środek okazał się bardzo dochodowy dla firmy. Dało to uczonemu możliwość niezależnej pracy nad substancjami psychoaktywnymi, którymi interesował się od momentu osobistych doświadczeń z meskaliną w późnych latach 50. Shulgin zsyntetyzował kilkaset nowych substancji. Zdaniem Michała Kidawy, celem amerykańskiego naukowca było stworzenie bezpiecznych substancji psychoaktywnych, które nie będą miały działań ubocznych, a jednocześnie dadzą ludziom możliwość poszerzenia horyzontów, „wniknięcia w siebie” i poznania tajników świadomości. Shulgin zakładał, że związki te można by wykorzystywać do wspomagania oddziaływań psychoterapeutycznych. Uważał, że jeśli ludzie chcą, powinni mieć możliwości eksperymentowania z takimi substancjami. To podejście było charakterystyczne dla części intelektualistów w USA w latach 60. i 70. – Można powiedzieć, że Shulgin jest ojcem chrzestnym całego ruchu nazywanego psychonautami – dodaje Michał Kidawa. – Są to osoby, które w celu „wniknięcia w siebie” eksperymentują z substancjami psychoaktywnymi. Ale robią to w określony sposób, niejako naśladując jego podejście. Kidawa nie do końca się zgadza z przypisaniem uczonemu całej winy za problemy z dopalaczami. – Nie akceptował sprzedaży nowych substancji psychoaktywnych użytkownikom – twierdzi. – Potępiał to, a nawet uważał za odrażające, że ktoś na tym zarabia, kompletnie nie biorąc pod uwagę bezpieczeństwa użytkowników. Jego idee zostały z czasem wypaczone. Poznaniacy byli pierwsi Jako pierwsi w Polsce branżą dopalaczy zainteresowali się w 2007 r. dwudziestoparolatkowie z Poznania: Maciej F., jego żona Julia i Hubert B. Wspólnicy zarejestrowali firmę Konfekcjoner Sp. z o.o., która zajmowała się m.in. sprzedażą dopalaczy. Już w 2008 r. policja w podpoznańskim Kiekrzu zabezpieczyła magazyn z dopalaczami. Sprawę umorzono, ponieważ okazało się, że w skład dopalaczy nie wchodzą zabronione substancje, które są wymienione w załącznikach do Ustawy o przeciwdziałaniu narkomanii. Firma Konfekcjoner prowadziła sprzedaż w internecie przez stronę Dopalacze.com. W październiku 2010 r.,

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc do archiwum Przeglądu lub Dostęp na 12 miesięcy do archiwum Przeglądu
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 05/2016, 2016

Kategorie: Kraj