Powtórka z powtórki

Powtórka z powtórki

4 grudnia ma nastąpić koniec wstydliwego serialu austriackich wpadek wyborczych. Powtórzona zostanie druga tura wyborów prezydenckich

Do walki o Hofburg staje dwóch kandydatów prowadzących przez 11 miesięcy jedną z najdłuższych w Austrii kampanii wyborczych. 45-letni technik lotnictwa Norbert Hofer z FPÖ, „niebieski” prawicowy narodowiec, antyimigrancki, antyunijny populista, oraz 72-letni emerytowany profesor ekonomii, kandydat niezależny, ale wywodzący się z partii Zielonych, której przez lata był liderem, Alexander Sasha Van der Bellen. W najbliższą niedzielę poddadzą się wyborowi w powtórce zakwestionowanej drugiej tury głosowania z 22 maja, którą Van der Bellen wygrał różnicą 31 tys. głosów. Powtórzone głosowanie miało się odbyć już 2 października, ale trzeba było je przełożyć. Okazało się bowiem, że koperty do głosowania listownego rozklejają się, co zagraża tajności wyborów. Teorie spiskowe populistów mówią, że są to celowe działania, wina „niemieckiego kleju”.

Wkrótce poznamy więc kierunek prezydenckich działań i polityki Austrii na kolejne sześć lat: czy nastąpi mocny skręt w prawo, czy też będzie to polityka liberalno-lewicowa prowadzona w duchu kontynuacji prezydentury ukochanego przez Austriaków Heinza Fischera.

Z Bogiem i ojczyzną

Hofer bardzo liczy na potęgę internetu, nie cofa się przed brudnymi sztuczkami, fotomontażami i kłamstwami. Puszcza oko do antyimigranckich austriackich Serbów, okazuje się nawet rzecznikiem praw (niektórych) Romów. Wojuje z nowym, muzułmańskim antysemityzmem, namaszczony niejako przez dawnych członków Knesetu podczas spotkań filmowanych przez partyjną telewizję. Były katolik, aktualny ewangelik odwołuje się do sił boskich. Od października włączył Boga do swojej kampanii, umieszczając na plakatach wyborczych hasło „Tak mi dopomóż Bóg”. Bóg się nie wypowiedział, ale szef komunikacji archidiecezji wiedeńskiej Michael Prüller i owszem. Pyta, czy Hofer faktycznie szuka wsparcia sił wyższych, czy tylko tak poluje na głosy. I przypomina drugie przykazanie Dekalogu. Ideolog wolnościowców, stary wyga Andreas Mölzer tłumaczy, że w 1990 r. chrześcijaństwo zostało wpisane do programu partii, kandydat ma się za polityka o chrześcijańskiej podbudowie i taka taktyka jest dozwolona (choć jeszcze w latach 80. zeszłego wieku partia żądała usuwania krzyży z sal lekcyjnych). – FPÖ przeobraziła się w partię, która reprezentuje europejsko-zachodnią tradycję walki przeciw islamizacji – podkreśla Mölzer.

Van der Bellen nie zawraca Bogu głowy swoją kampanią, jest agnostykiem. By przejąć bardziej narodowo nastawionych niezdecydowanych wyborców, sięgnął po hasło „Ojczyzna”, w czym nie do końca jest wiarygodny. Jako zielonemu bliżej mu do Europy i praw człowieka niż do praw „plemienia”. Musiał jednak wprowadzić emocje, barwy narodowe, piwo i sznapsa, bo kompetentnego, ale nudnego intelektualisty wyborcy nie kupią.

Wilk pozostanie wilkiem

Podobnie jak to było z Hillary Clinton, wsparcie prominentów może nie pomóc Van der Bellenowi. W Austrii nie tylko osobistości życia publicznego, artyści i intelektualiści, ale także przemysłowcy, tacy jak Hans-Peter Haselsteiner (m.in. Strabag), pod hasłem „Nie dla Öxitu” ostrzegają przed nieprzewidywalnością Hofera, skutkami ewentualnego wyjścia z UE i aliansów z nacjonalistami we Francji i Niemczech. Walczą o głosy wespół z szefową rady nadzorczej kolei austriackich ÖBB, Brigitte Ederer, dawnym głównym prawnikiem banku Raiffeisen Christianem Konradem czy byłym komisarzem UE Franzem Fischlerem. Konrad, koordynujący do niedawna w Austrii działania na rzecz uchodźców, chce, by w Hofburgu zasiadł ktoś, kto umie wymówić słowo człowieczeństwo. Norbert Hofer, trzeci marszałek parlamentu Austrii, proponował np. otwarcie obozu dla uchodźców w Afryce, co były szef Komisji Europejskiej José Manuel Barroso uznał za pomysł na „obozy koncentracyjne jak z II wojny światowej”. Fischler mówi wprost: – Wilk pozostanie wilkiem, nawet jeśli się nażre kredy.

Van der Bellena wspierają twórczyni Forum Liberalnego Heide Schmidt i Othmar Karas, szef delegacji „czarnych” ludowców ÖVP w Parlamencie Europejskim, choć na co dzień nie bardzo im po drodze z Zielonymi. W kampanię włączają się też były szef partii ÖVP Josef Pröll czy były wicekanclerz Erhard Busek. To pokazuje lęk przed konsekwencjami wyboru kandydata FPÖ, zarówno wewnętrznymi, jak i na scenie europejskiej. Szef kampanii Norberta Hofera Herbert Kickl nazywa to wsparciem „establishmentu w czystej postaci”.

Agitka drugiej strony odbywa się, podobnie jak w naszym kraju, w kościołach, choć w Austrii są to oddolne decyzje duchownych. W Górnej Austrii ksiądz z Niemiec, tymczasowo w kościele w Weitersfelden, wyrażał się negatywnie o Alexandrze Van der Bellenie, sugerując oddanie głosu na Norberta Hofera. Inny, też z Niemiec, w Dolnej Austrii atakował polityków z FPÖ. Władze austriackiego Kościoła proszą o nieużywanie mszy do partyjnej agitacji. Niemieccy księża tymczasowo zostali odsunięci od odprawiania nabożeństw. Nieoficjalnie wsparcia Hoferowi udziela część elitarnego zakonu św. Jerzego, którego honorowym rycerzem kandydat na prezydenta jest od jesieni 2015 r. Pasował go wnuk cesarza Franciszka Józefa, Karol Habsburg. To na spotkaniach zakonu, uroczystych przemarszach w czarnych pelerynach z krzyżami, rautach w Wiedniu czy Mariazellu, austriackiej Częstochowie, załatwia się wiele spraw polityki międzynarodowej i wewnętrznej.

Brudna i brzydka kampania

Po obydwu stronach kampania lepi się od brudu, a ataki populistów i ich internetowej armii nie mają sobie równych. Jedna z oddanych od niedawna polityczek FPÖ, Ursula Stenzel (dama w zakonie św. Jerzego), zarzuciła Van der Bellenowi, że jego rodzice mają nazistowską przeszłość. Rodzina uciekła najpierw z sowieckiej Rosji do Estonii (stąd drugie, estońskie, obywatelstwo Alexandra, zwanego Sashą), w 1941 r. do Niemiec i ostatecznie do Wiednia. – Ojciec nie żyje od 50 lat, nie może się bronić – mówi Van der Bellen. – Wielu pana zwolenników nazywa mnie nazistą – wypomina mu Hofer. – Pan żyje, może pan się bronić – ripostuje Van der Bellen.

Szef FPÖ Heinz-Christian Strache, który właśnie hucznie świętował 10-lecie na czele partii, opublikował w sieci fotografię Van der Bellena ze słabo widocznym zarostem na lewej połowie twarzy. „Zastanawiające! Van der Bellen najwyraźniej zapomniał ogolić połowę wąsa. Popatrzcie na foto. O czym jeszcze zapomina?”, sugerował w ten sposób demencję 72-latka. Wskazywał przy tym świeżość młodego Hofera, nawet jeśli ten, z niepełnosprawną nogą po wypadku, porusza się o lasce. Oczywiście wkrótce nastąpiło dementi: „Zdjęcie było nieostre”, ale FPÖ i tak podkreśla, że ich kandydat jest ogolony.

Kwestie zdrowotne nabierają wielkiego znaczenia w tej kampanii i są materiałem do niewybrednych manipulacji. Po lipcowej decyzji Verfassungsgerichtshof, odpowiednika naszego Trybunału Konstytucyjnego, o powtórce drugiej tury wyborów sieć została zalana doniesieniami o nowotworze Van der Bellena, szczątku płuca, jaki mu pozostał, wspomnianej demencji, by nie wymieniać innych dolegliwości namiętnego palacza, jakim jest Sasha. I tu pojawia się polski akcent: specjalista od prominentnych pacjentów, sława onkologiczna Christoph Zielinski, urodzony w Wieliczce, stwierdza publicznie, na ile może, zachowując tajemnicę lekarską: – Wykluczam u pana Van der Bellena z prawdopodobieństwem graniczącym ze 100% jakąkolwiek chorobę mogącą mieć związek z nowotworem. On ma rzeczywiście wspaniałe płuca.

Były też groźby zamachów na życie „tego starucha” i jego rodziny. Kandydata objęto ochroną policji, ale nie odwoływał spotkań ani wyjazdów; pisał, że się nie boi i dziękuje za otrzymane wsparcie. Wszczęto kilkanaście dochodzeń w sprawie niebezpiecznych gróźb pod adresem kandydata niezależnego. W październiku ujęto 27-latka, z którego komputera wysyłano takie groźby. Jeden z wyborców Hofera „wmontował się” w plakat wyborczy Van der Bellena jako „patriota”, by mu dać pięścią w twarz „w obronie ojczyzny”. Jakiś fan populisty dodał, że „najchętniej przywaliłby Van der Bellenowi butem roboczym”, inni nazywali kontrkandydata Hofera zdrajcą, gwałcicielem, pedofilem, mordercą.

Na stronach FPÖ wisiał fotomontaż Alexandra Van der Bellena w nieformalnym stroju, z psem, na tle alpejskiego krajobrazu. Pod spodem – podobnie kadrowana słynna fotografia Adolfa Hitlera z psem pasterskim na stoku Obersalzbergu. – Niefortunne, ale nie było w tym żadnej sugestii – mówią w FPÖ. Metoda jest prosta, publikuje się obraźliwe materiały, wycofuje po paru dniach, wstawia kolejne i potem z nich się tłumaczy. Ważne, że już zaistniały i zrobiły swoje.

Z drugiej strony fani Sashy wpuszczali do sieci fotomontaż z Hoferem w brunatnym mundurze z czerwono-białą opaską, opatrzony cytatem straszącym wyborców: „Nie powinniśmy tego pięknego kraju pozostawiać tym »dobrym ludziom«, intelektualistom lewicowym, tylko dlatego, że umieją czytać i pisać”. Czy rzeczywiście konieczne są odniesienia nazistowskie, groźby przemocy czy mordu i ataki osobiste, by zmobilizować wyborców przez internet? Na pewno internetowe kadry pozwalają kandydatom mieć „czyste ręce”, utrzymując ich obecność w czołowych mediach i zainteresowanie wyborców.

Prawdziwy Austriak

Hofer na swoich wełnianych marynarkach nawiązujących do trachtów, lokalnych strojów austriackich, ulubionych przez publikę FPÖ i namiotów piwnych, nosi haft: Österreicher. Zgrabnie ukrywane poglądy o nacjonalistycznym, prawicowo-konserwatywnym charakterze kandydata FPÖ czasem wyłażą, jak w książce z roku 2013, w której wieszczy, że naród austriacki stoi na skraju „samozagłady biologicznej”. Kobieta ma „wrodzony instynkt opieki nad potomstwem” i tęskni za silnym mężczyzną, „głową rodziny, który został zdetronizowany” m.in. przez feministki, a joga, jego zdaniem, „zagraża istnieniu naszej kultury”.

Hofer jest fotogeniczny, może się podobać, łatwo nawiązuje kontakty. Van der Bellen nie ma tej kumplowskiej dostępności, naturalnie trzyma dystans, to też się podoba, ale nie masom, choć np. nie ukrywa, że próbował trawki.

Eva Glawischnig, szefowa Partii Zielonych, przestrzega przed „alpejskim Mordorem”, „czarnym krajem”, Austrią pogrążającą się w chaosie z prezydentem Hoferem i w perspektywie Heinzem-Christianem Strachem na fotelu kanclerza. Norbert Hofer zapowiada dobrą współpracę z Władimirem Putinem i Donaldem Trumpem. Jak tylko wygra wybory, zaprasza obydwu na neutralną austriacką ziemię; delegacja partii była w noc wyborczą w Trump Tower. Alexander Van der Bellen pyta: „Czy chcemy otwartego, jasnego, przyjaznego, pełnego sukcesów kraju, czy zobaczymy go jako serię katastrof i spisków?”. Odpowiedź już niedługo.


Większy elektorat
Prawo głosu w powtórce drugiej tury wyborów ma 6 394 015 Austriaków. Od pierwszego głosowania w tej turze 22 maja przybyło aż 11 500 obywateli uprawnionych do głosowania po ukończeniu 16. roku życia.

Wydanie: 48/2016

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy