Pragnij przemiany

Pragnij przemiany

Jedni mówią niszowy, drudzy – kultowy, inni – odważny. Świdnicki Bach Festival to zjawisko nie tylko muzyczne

Bachowski festiwal pokazuje wolność od schematów – łatwych rozwiązań, oczywistych nazwisk wykonawców, bezpiecznych wyborów tematów i muzyki. „Pragnij przemiany”, brzmi motto 22. edycji. W istocie, jesteśmy świadkami przemian, chcemy ich, wprowadza je programem dyrektor artystyczny, maestro Jan Tomasz Adamus, szef Capelli Cracoviensis. Wydarzeniem stała się opera-monodram „Comfort Starving” młodego angielskiego kompozytora Iaina Bella, zarazem jego osobisty coming out. Wyreżyserował ją Krystian Lada, nominowany dwukrotnie do Paszportu „Polityki”. Sceną stała się hala Świdnickiej Fabryki Urządzeń Przemysłowych (ŚFUP) – to zresztą ulubione miejsca realizacji minioper Lady – a scenografią feerie iskier wydobywanych przez mistrzów spawaczy, pracowników fabryki. Na takim tle doskonały czeski tenor Petr Nekoranec opowiadał o męskiej anoreksji, odrzucaniu swojego ciała, niebezpiecznych głodówkach, braku akceptacji. Wcześniej w imponującym Kościele Pokoju wystąpił zachwycający głosem Wenezuelczyk Samuel Mariño. Śpiewa sopranem. Wyjątkowy. Publiczność oszalała.

W latach 70. minionego wieku ŚFUP była jedną z 27 największych firm w Polsce. Dyrektor ds. produkcyjnych Zbigniew Jabłoński zapalił się do pomysłu prezesa i pani prezydent Świdnicy, by do spektaklu wykorzystać fabryczną halę. – Udział w realizacji wydarzenia kulturalnego uważam za świetną reklamę naszej firmy, która produkuje m.in. urządzenia dla przemysłu cukrowniczego i nietypowe konstrukcje stalowe.

Obok pianisty i śpiewaka aktorami na scenie, na specjalnych podestach, byli dwaj najlepsi spawacze. – Z nimi nie miałem obaw. Proszę sobie wyobrazić, że w trakcie pokazu jedno czy drugie urządzenie się zacina, musieliśmy się zabezpieczyć na różne okoliczności – przyznaje dyrektor. Spawacze obawiali się, czy bezpieczniki wytrzymają, bo to duże urządzenia, przemysłowe, a nie „garażowe”. – Nie braliśmy wcześniej udziału w czymś takim, był stres, by coś nie zawiodło – uśmiecha się pan Artur. Kolega, Jacek, dodaje spokojnie: – Reżyser dawał znak, kiedy „nastroić struny” i zaczynać grać. Widać było zaciekawienie publiczności.

Po raz pierwszy festiwal bachowski gościł w gminie Walim i Górach Sowich. Zwykle opuszcza Świdnicę na pojedyncze koncerty, np. w Strzegomiu, czy pikniki muzyczne w terenie, ale w Walimiu, Olszyńcu, Michałkowie, Niedźwiedzicy, na zamku Grodno i w Glinnie muzycy Capelli Cracoviensis i skrzypek Jorge Jiménez gościli po raz pierwszy. Pomysł na koncerty w Górach Sowich powstał wiosną podczas rozmowy terapeutki, pedagożki i radnej Walimia Angeliki Jaśkiewicz z Bożeną Kuźmą, wicedyrektorką Świdnickiego Ośrodka Kultury. Włączył się wójt Walimia Adam Hausman. Maestro Adamus od razu kupił pomysł, nie bał się braku publiczności w mieścinach, gdzie muzyka klasyczna pojawia się po raz pierwszy na żywo, i to przy ołtarzach. Nie wiadomo było, czy księża wpuszczą muzykę pod ołtarz. A jednak otworzyli kościółki i zarówno wierni, jak i niewierzący podążali niczym muzyczni pielgrzymi w te nieznane miejsca.

Na ostatnim koncercie w Górach Sowich, w Glinnie, Jan Tomasz Adamus został poproszony przez mieszkańców, by wracał do nich z muzyką. Wręczono mu niezwykły prezent zobowiązanie: kopię XIX-wiecznych nut kilkunastu symfonii Josepha Haydna, odnalezionych pośród pamiątek po pierwszym powojennym organiście z Walimia, Filipie Rozbickim.

Tegoroczny bachowski festiwal w Świdnicy jest wyrazem odwagi organizatorów, akceptacji różnorodności świata, otwierania się na alianse przemysłu i kultury, także otwierania się kolejnych kościołów katolickich na muzykę, sztukę, na profanum. Niech sobie festiwal będzie „niszowy”, bo dzięki temu nie potrzebuje nikomu schlebiać.

b.dzon@tygodnikprzeglad.pl

Fot. Daniel Gębala

Wydanie: 34/2021

Kategorie: Kultura

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy