Prawicowe sieroty płaczą po Bushu

Prawicowe sieroty płaczą po Bushu

Z wyboru Baracka Obamy najbardziej niezadowolona jest polska prawica. Do ostatniej chwili nie chciała uwierzyć w wyniki sondaży zapowiadające klęskę McCaina. Liczono, że za kotarą Amerykanie jednak skreślą Afroamerykanina. Nie doczekali się, nie było tak oczekiwanego efektu Bradleya. Kompromitacja rządów Busha była już tak wielka, że za zmianą polityki zagłosowało także wielu wyborców o poglądach republikańskich.
Czy mogło być inaczej, jeśli 80% mieszkańców USA uważa, że sprawy w ich kraju idą w złym kierunku. Gdy we wszystkich krajach świata dramatycznie spadła sympatia do Amerykanów, np. w Niemczech w ciągu sześciu lat z 60% do 30%. A nawet w najbardziej proamerykańskiej Polsce z 79% do 61%. Rządów Busha nie bronił nawet najtwardszy elektorat republikański. A McCain robił w czasie kampanii wyborczej wszystko, byle go z tą ekipą nie wiązano. Zna przecież prawdziwe uczucia swoich rodaków wobec prezydenta Busha. Tyle że McCain nie zna naszej prawicy. Myślę, że w całych Stanach nie znalazłby tak gorliwych wielbicieli ustępującego prezydenta jak w Polsce. I tak fanatycznie ślepych na realia jak komentator springerowskiego „Dziennika”, Jan Rokita, który tekstem „Osiem dobrych lat prezydenta Busha” pisze zupełnie nową historię USA. To historia, w której nie ma globalnego kryzysu finansowego, wojen w Iraku i Afganistanie, Guantanamo, gigantycznej dziury w budżecie i złych relacji USA z prawie całym światem. Nie ma słowa o arogancji, bucie i nieliczeniu się z nikim. O instrumentalnym traktowaniu Polski, której narzucono niechcianą przez społeczeństwo i bezsensowną tarczę antyrakietową zamiast obiecywanego offsetu.
Nasza prawica, która wszystkie uczucia i nadzieje ulokowała w USA, ma teraz duży kłopot. Jak z Busha zrobić kogoś, kto miał jakieś sukcesy? Co jest równie proste jak wpuszczenie ryby z konserwy do akwarium.
Próbuje więc obrzydzić Polakom Obamę. Bezradna intelektualnie wobec tego, co się dziś dzieje na świecie, międli slogany o braku doświadczenia Obamy. Tak jakby idol polskiej betonowej prawicy, aktor Ronald Reagan, umiał coś więcej poza grą w westernach. Obama chce zmiany! Czy to takie dziwne? A czegóż innego można dzisiaj chcieć, będąc mieszkańcem USA? Albo obywatelem kraju, który doświadczył kontaktów z jego administracją?
Obamomania jest wynikiem wielkiego oczekiwania. Jest efektem ogromnego niezadowolenia z tego, jak marny jest dziś nasz wspólny świat. Jak mizerna intelektualnie, egoistyczna i amoralna jest klasa polityczna. Nie tylko zresztą amerykańska. Obama przychodzi w momencie, gdy kończy się czas, gdy USA były jedynym światowym liderem. Nie bez powodu w ciągu ostatnich dekad świat stawał się coraz bardziej antyamerykański. Solidnie zapracowali na to sami Amerykanie. Co więc napędzało aktywność milionów wolontariuszy Obamy? Zapowiedź głębokich zmian. Potrzebują ich nie tylko Amerykanie. Prawicowe sieroty płaczą po Bushu i liczą, że zapowiedzi Obamy to tylko wyborcza retoryka. Mam więc nadzieję, że czynami nowego prezydenta USA zdziwią się jeszcze bardziej niż samym wyborem Obamy.

 

Wydanie: 46/2008

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy