Stodoły z kolumnadą

Stodoły z kolumnadą

Kryzys polskiego Kościoła jest niestety wielowymiarowy, żeby nie powiedzieć totalny. Dotyczy on także uczelni kościelnych. Miejsca takich księży profesorów jak Tischner, Życiński czy Heller zajmują ludzie tacy jak ks. Oko czy ks. Guz.

Gdzie te czasy (lata 80. XX w.), kiedy na konwersatoria z filozofii nauki prowadzone w Papieskiej Akademii Teologicznej przez księży profesorów Hellera i Życińskiego ciągnął cały naukowy Kraków? Gdzie te czasy, gdy Jan Paweł II zapraszał do Castel Gandolfo na letnie seminaria nie tylko wybitnych uczonych w sutannach czy habitach, ale również świeckich uczonych i filozofów?

Gdzie ten KUL, który w stanie wojennym przygarniał wyrzuconych z innych uczelni za politykę profesorów i studentów? Ten KUL, w którym – jako jedynym uniwersytecie w Polsce, a nawet w całym obozie socjalistycznym – jawnie można było uprawiać filozofię chrześcijańską? Ten KUL, w którym czasem brakowało na wypłatę dla pracowników i rektor musiał jeździć na kwestę do amerykańskiej Polonii?

Tego KUL już nie ma! Fakt, że były jego rektor, a wcześniej asystent w Katedrze Etyki, której kierownikiem był doc. Karol Wojtyła, na znak protestu zerwał wszelką współpracę z tą uczelnią, jest aż nadto wymowny.

Dziś gwiazdą KUL jest ks. prof. Tadeusz Guz. Mąż ten poglądy ma oryginalne i głosi je ze swadą głównie w mediach Tadeusza Rydzyka, ale także od ołtarza i z uniwersyteckiej katedry. Uczony ma prawo do poglądów oryginalnych, nawet bardzo nieraz osobliwych, ale przecież mieszczących się w pewnych granicach. Mogą one odbiegać od powszechnie akceptowanych, być kontrowersyjne, ale nie mogą być idiotyczne, sprzeczne z nauką i zdrowym rozsądkiem, a nawet szkodliwe. Ks. prof. Guz głosi np., że podczas mszy nie można się zarazić koronawirusem, i publicznie nawołuje do nieprzestrzegania zakazów wprowadzonych przez państwo. To już nie tylko głupota, ale zachowanie, które ociera się o kodeks karny.

Ostatnio ksiądz profesor zasłynął wypowiedzią na temat żydowskich mordów rytualnych dokonywanych rzekomo na chrześcijańskich dzieciach. Skądinąd wiadomo, że fałszywe oskarżanie Żydów o mordy rytualne na chrześcijańskich dzieciach było jednym ze źródeł europejskiego antysemityzmu. Wierzył w nie „ciemny lud”. Dość przypomnieć, że kielecki pogrom z 1946 r. zaczął się od plotki, że Żydzi porwali chrześcijańskie dziecko, by jego krew dodać do macy. Tymczasem ów ponoć porwany po kilku dniach wrócił cały i zdrowy z odwiedzin u rodziny na wsi.

Od co najmniej XIII w. papieże przestrzegali duchownych i wiernych, by w brednie o tym, że Żydzi zabijają w celach rytualnych chrześcijańskie dzieci, nie wierzyli. Natomiast ks. prof. Guz twierdził, że mordy te są faktem, bo przecież za ich dokonywanie zapadały prawomocne wyroki sądowe. Bardzo to ciekawa metoda dowodzenia. Prawdą jest, że za rzekome mordy rytualne skazywano nieraz w przeszłości niewinnych ludzi. Tak jak skazywano za czary. Posługując się metodologią ks. prof. Guza, trzeba zatem przyjąć istnienie czarów za udowodnione naukowo.

Za tę anaukową, antysemicką wypowiedź ks. Guza ówczesny rektor KUL ks. prof. Antoni Dębiński polecił wszcząć postępowanie dyscyplinarne. Właśnie się zakończyło. Umorzeniem. Komisja dyscyplinarna złożona z profesorów KUL uznała, że sprawa mordów rytualnych stanowi „element nierozstrzygniętej ciągle dyskusji naukowej”. No, pogratulować poziomu dyskusji naukowej, w której uczestniczy i tak śmiało głos zabiera ks. prof. Guz. Jeśli coś takiego dla profesorów KUL, członków komisji dyscyplinarnej, jest akceptowalnym poziomem dyskusji naukowej, to znaczy, że KUL upadł niżej, niż myślałem.

Oczywiście każdemu wolno bredzić. Ma więc do tego pełne prawo ks. Guz. Ale tu kilka zastrzeżeń. Po pierwsze, wolno, jeśli te brednie są nieszkodliwe. Brednie ks. Guza, niestety, są szkodliwe. Po drugie, co innego, jak bredzi sobie jakiś maniak na swoje konto, a co innego, jak brednie wypowiada osoba obdarzona tytułami i stopniami naukowymi. W tym ostatnim wypadku powinna zapalić się nam czerwona lampka: może z tym przyznawaniem stopni i tytułów naukowych coś jest nie tak?

Ks. prof. Guz nie tylko głosi swoje oryginalne poglądy, ale ma jeszcze inną pasję. Buduje drewniane „Ateny roztoczańskie”. Nie będę wyjaśniał, co to jest, kto nie wie, a ciekawy, niech sprawdzi w internecie.

Na marginesie tej księżowskiej pasji dodam jedynie, że jak się do chlewa i stodoły dobuduje kolumnadę, to przestrzeń między nimi niekoniecznie zamieni się automatycznie w agorę.

Podobnie, gdy do nazwiska doda się tytuł profesor albo ksiądz profesor, to niekoniecznie wyjdzie z tego mędrzec.

Swoją drogą, może by tak te tytuły rozdawać ostrożniej?

j.widacki@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 16/2021

Kategorie: Felietony, Jan Widacki

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy