Prawo ciąży

Prawo ciąży

14-letnia dziewczyna została potraktowana jak przestępca. Chodziło o to, by wszystko, co spotkało ją i jej matkę, stanowiło przestrogę dla innych

Ciąża 14-latki stała się sprawą publiczną po tym e-mailu:
„Drodzy przyjaciele!
W Szpitalu Ginekologiczno-Położniczym w Warszawie przy ul. Inflanckiej ma zostać dokonana aborcja u 14-letniej J. (tu autor listu podał pełne imię i nazwisko dziewczynki – przyp. red.). Proszę, piszcie listy z protestem. Dziewczynka znajduje się w bardzo trudnej sytuacji. Jej matka wywiera na nią presję, by poddała się tej zbrodniczej procedurze. Wiem o tym, bo rozmawiałem z nią osobiście. W sprawę zaangażowałem m.in. Polską Federację Ruchów Obrony Życia i Rzecznika Praw Dziecka i jeszcze kilka instytucji i osób prywatnych. Wasza, nasza pomoc jest niezbędna. Nie bądźmy obojętni. Chodzi przecież o życie ludzi. Aborcja ma być wykonana we środę – 4 czerwca lub piątek. Proszę też o modlitwę w tej sprawie.
Adres szpitala:
Szpital Ginekologiczno-Położniczy im. Krysi Niżyńskiej ul. Inflancka 6  00-189 Warszawa
Najlepiej wysyłać faksem na sekretariat – 022 635 84 39 lub mail: sekretariat@szpital-inflancka.pl
Pozdrawiam!
Ks. Krzysztof Podstawka
Przewodniczący Funduszu Obrony Życia Archidiecezji Lubelskiej”.

„Drodzy przyjaciele” nie zawiedli. Ksiądz, rozsyłając ten list i podając dane personalne dziewczyny, stał się głównym organizatorem presji czy może nawet represji, jakie od tej pory zaczęły ją spotykać za sprawą obrońców życia nienarodzonego.
Aborcja jest złem, co do tego nie ma wątpliwości. Każdego musi martwić, że 14-letnia J. (nazywajmy ją, w ślad za mediami, Agatą) zdecydowała się na przerwanie ciąży. Ale niewykluczone, że postąpiła tak również dlatego, by raz mieć wreszcie spokój, by przestali ją dręczyć ludzie, którzy pod pozorem bezwzględnej obrony życia zaczęli zmieniać jej życie w piekło.
Świadomie piszę „pod pozorem”, bo niełatwo mi uwierzyć w czystość intencji tych, którzy nie chcą widzieć podziemia aborcyjnego, tysięcy nielegalnych zabiegów, gabinetów, gdzie oficjalnie „wywołuje się miesiączkę”. Tych wszystkich, którzy sprzeciwiają się edukacji seksualnej i większej dostępności środków antykoncepcyjnych, choć przecież doskonale wiedzą, że ograniczyłoby to zakres aborcyjnych patologii. Jakby zależało im na tym, by te patologie trwały. I zarazem robią wszystko, co tylko można, by uniemożliwić małoletniej dziewczynie znajdującej się w trudnej sytuacji wykonanie legalnego zabiegu przerwania ciąży. Jakby chcieli, by te zabiegi wykonywano nielegalnie, za ciężkie pieniądze, poza wszelką kontrolą.
Często przy okazji ciąży Agaty mówiono o klauzuli sumienia, pozwalającej lekarzom odmówić dokonania zabiegu przerwania ciąży. Powoływali się na nią m.in. Jacek Solarz, szef lubelskiego szpitala im. Jana Bożego, który zapewnił, że nikt w tej placówce nie dokona aborcji, oraz Wanda Skrzypczak, ordynator oddziału ginekologii tej placówki.
Nie twierdzę oczywiście, że w prywatnym gabinecie ginekologicznym w Chełmie, gdzie pani doktor przyjmuje po godzinach, wykonuje ona zabiegi „przywracania miesiączki”. Z pewnością wie jednak, że są lekarze, którzy tak postępują. I dlatego wskazana byłaby duża powściągliwość w powoływaniu się na etykę, moralność i sumienie lekarskie w tych akurat kwestiach.

Kara musi być

Przerwanie ciąży zawsze jest dramatem, ale w przypadku Agaty dramatem zgodnym z prawem oraz z wolą dziewczyny i jej bliskich. Była to konsekwencja innego szkodliwego zjawiska: współżycia osób zbyt młodych, z wszystkimi tego niedobrymi skutkami. Niemal dzieci uprawiają seks i zachodzą w ciążę – wiadomo, że najlepiej, by takie rzeczy się nie zdarzały. Niestety, zdarzają się. Dlatego właśnie stworzono określone normy prawne mówiące, co wówczas można zrobić.
Z prawnego punktu widzenia sprawa jest jasna – ciąża Agaty była wynikiem czynu zabronionego, współżycia osoby małoletniej, poniżej 15. roku życia (potwierdziła to prokuratura). Zgodę na zabieg wyraziła dziewczyna oraz jej przedstawiciele ustawowi (rodzice). Lekarze mogli więc dokonać zabiegu przerwania ciąży. Mieli też jednak pełne prawo odmówić. Przepis mówi bowiem: „przerywanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza, w przypadku gdy…”, a nie: „lekarz jest obowiązany dokonać przerywania ciąży, w przypadku gdy…”. Powinni jednak wskazać inną placówkę, w której mógłby zostać dokonany zabieg przerwania ciąży, czego nie zrobili.
To, że nie wskazali, jest jednak drobiazgiem. Jak pokazał bieg wydarzeń, dziewczyna i jej matka znalazły szpital, który – stety czy niestety – przeprowadził aborcję. Ważniejsze, że w ciągu kilkunastu dni poprzedzających zabieg przerwania ciąży – powtarzam, że w pełni legalny i zgodny z wszelkimi przepisami prawa – podjęto szereg działań wymierzonych w Agatę, naruszających jej dobro, prawa osobiste i godność. Działań będących ewidentnie formą kary dla niej i jej matki, za to, że ubiegały się o możliwość legalnego przerwania ciąży. A wszystko to przy akompaniamencie wezwań do modlitw za życie poczętego dziecka i pełnych hipokryzji zapewnień, że chodzi o dobro Agaty.

Delikatność księdza Krzysztofa

Ks. Krzysztof Podstawka jest młodym człowiekiem ceniącym uroki życia, miłośnikiem dobrej włoskiej kuchni, podróży oraz muzyki country. Zarazem jednak jest zwolennikiem tradycyjnej mszy przedsoborowej i rygorystą obyczajowym wobec wiernych. Ksiądz miał święte prawo zająć się jedną owieczką, która jego zdaniem zbłądziła. Wolno mu było namawiać ją do rezygnacji z zamiaru przerwania ciąży, nie tylko w szpitalu w Lublinie, ale i fatygować się za nią w tym celu aż do szpitala w Warszawie. W takiej akurat pracuje branży (na użycie słowa „branża” pozwalam sobie w ślad za samym ks. Krzysztofem).
Czy jednak powinien publicznie chwalić się, że uzyskał od dziewczyny list o treści: „Może ksiądz wpadać do mnie, kiedy ksiądz chce” i interpretować to jako nieustające i serdeczne zaproszenie do odwiedzin? (A co niby dziewczyna miała napisać w odpowiedzi na nagabywania z jego strony?). Czy powinien wbrew woli matki dziewczyny nachodzić ją w szpitalach, dzwonić, wysyłać do niej SMS-y? Mówi: – Nie słyszałem od mamy Agaty, żebym więcej nie pojawiał się w szpitalu. Ale nie słyszał też od niej zachęty, by się pojawiał. Zrozumiałe przecież, że matka dziewczyny nie powie wprost: zabraniam księdzu przychodzenia do mojej córki. Zostałaby wtedy publicznie uznana przez obrońców życia nie tylko za miłośniczkę aborcji zmuszającą córkę do zamordowania dziecka poczętego (jak obecnie), ale i za wroga wiary (zwłaszcza że, jak skwapliwie ujawniono, ojciec Agaty nie jest Europejczykiem).
Czy wreszcie, co najważniejsze, ks. Krzysztof Podstawka powinien interweniować u lekarzy i nie pozwalać im, by 14-letnia dziewczynka mogła usunąć ciążę? Musimy sobie uświadomić, że w każdym prawie kraju (nawet i niecywilizowanym) księdza stawiającego takie żądania poproszono by grzecznie, acz stanowczo, by opuścił placówkę i zajął się tym, do czego został powołany, czyli głoszeniem Słowa Bożego. U nas odwrotnie – ksiądz został poproszony do lubelskiego szpitala przez panią dr Skrzypczak, by porozmawiał z Agatą i uświadomił jej, że nie powinna godzić się na przerwanie ciąży. Czy to od pani doktor ksiądz znał dalszy etap podróży Agaty i wraz z obrońcami życia mógł tak łatwo trafić za nią do warszawskiego szpitala przy ul. Inflanckiej? – Wszyscy znają historię Agaty. Nie wiem, komu zależało na tym, by zgotować dziewczynie taki koszmar – oświadczyła. Mam nadzieję, iż na upublicznieniu historii Agaty nie zależało właśnie pani
dr Wandzie Skrzypczak.

Niech się wszyscy dowiedzą

Przede wszystkim jednak – trzeba to jasno powiedzieć – ks. Krzysztof Podstawka nie miał prawa ujawniać personaliów dziewczynki i rozsyłać listu z jej imieniem i nazwiskiem do środowisk i osób żądających bezwzględnej ochrony życia poczętego. Nie miał też prawa publicznie oskarżać matki Agaty o to, że „wywiera na córkę presję, by poddała się tej zbrodniczej procedurze”.
Ks. Podstawka mówi: – Mam w sumieniu przekonanie, że nie zaszkodziłem osobie małoletniej Agaty, jej mamy, najbliższej rodziny. Działałem w imię dobra człowieka, kierując się prawdą o godności osoby ludzkiej. Nie wywierałem na Agatę żadnej presji psychicznej.
To swoiste pojmowanie dobra i godności osoby ludzkiej. A czym, jeśli nie presją psychiczną i zachętą do jej eskalowania, był jego list?
Na e-mail duchownego, ujawniający personalia Agaty i rzucający oskarżenia na jej matkę, szczególnie gorliwie zareagowali uczestnicy forum prawicowego czasopisma „Fronda”. Wejście na forum „Frondy” to ciekawe przeżycie. W ciągu ostatnich kilkunastu dni wątki internetowej dyskusji forumowiczów koncentrowały się na tym, jak ustalić dokładny adres szpitala, do którego ewentualnie miałaby trafić Agata w celu przerwania ciąży. Było to konieczne do podjęcia „akcji bezpośredniej”, mającej uniemożliwić zabieg. „Nie wystarczą telefony i maile”, zapewniali uczestnicy forum. Wydaje się, że mają oni lekkiego fioła na punkcie metod stosowanych w krajach muzułmańskich. Ogromna większość dyskutantów podpisuje się bowiem pseudonimami nawiązującymi do religii islamskiej. Zapewne będą więc zadowoleni z opinii, że ich metody działania bardzo przypominają Muttawę, policję religijną w Arabii Saudyjskiej.
„Fronda” zresztą wspaniale się wypromowała, korzystając z dramatu Agaty. To nieprzesadnie dotychczas znane czasopismo przy udziale gazety „Dziennik” stało się głośne i cytowane. A ostatnio „Fronda” znakomicie poszła za ciosem, wpadając na świetny pomysł marketingowy, by domagać się ekskomuniki dla minister zdrowia Ewy Kopacz za to, że „pomogła w zorganizowaniu aborcji u 14-letniej uczennicy z Lublina”. Jak reklamuje „Dziennik”, „Fronda” zamieściła na stronie internetowej wzór „zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa prawno-kanonicznego”. Formularz można wydrukować, wpisać swoje dane i wysłać do biskupa radomskiego, z którego diecezji pochodzi pani minister.
Piotr Zawrotniak, sekretarz lubelskiej rady SLD, złożył do prokuratury doniesienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa przez ks. Podstawkę. Zarzucił mu złamanie art. 51 konstytucji RP (prawo do prywatności) oraz konwencji o ochronie praw człowieka i podstawowych wolności, których sygnatariuszem jest Polska. Wiadomo, że prokuratura nie wniesie wobec księdza oskarżenia, bo przecież nie popełnił żadnego czynu zapisanego w kodeksie karnym. Gdyby jednak dziewczyna i jej matka wytoczyły księdzu prywatną sprawę o odszkodowanie za naruszenie prywatności, to w normalnym państwie, przestrzegającym zasady rozdziału Kościoła i państwa, miałyby ogromną szansę na wygraną. Można oczywiście zarzucać sekretarzowi lubelskiego SLD, że chciał zaistnieć i złożył doniesienie z powodów polityczno-ideologicznych – ale cóż innego robili i robią inni uczestnicy sporu o ciążę Agaty?

Szykanowanie Agaty

A prokuratura sprawą zajęła się już wcześniej. Ale nie z powodu presji wywieranej na Agatę i jej matkę, lecz dlatego, że sąd rodzinny w Lublinie zawiadomił śledczych, iż dziewczynka mogła być nakłaniana do nielegalnego dokonania aborcji – i właśnie w tym kierunku prowadzone są działania prokuratorskie. – Przesłuchania świadków będą trwać mniej więcej do połowy lipca – powiedziała prok. Agnieszka Muł, kierująca Prokuraturą Rejonową Warszawa Śródmieście Północ.
Oczywiście wiadomo, że Agatę do przeprowadzenia aborcji nakłaniała jej matka. Miała zresztą do tego święte prawo, nie tylko jako matka, ale i dlatego, że ciąża, co stwierdziła prokuratura, stanowiła wynik czynu zabronionego, więc zabieg przerwania ciąży był dopuszczalny. Nie przeszkadza to prokuraturze w prowadzeniu działań, których głównym przedmiotem są rodzice Agaty. Postępowanie prokuratorskie w sprawie nakłaniania do aborcji, która była legalna (czego najlepszym dowodem jest to, że wykonano ją w majestacie prawa), można traktować tylko jako absurd albo jako próbę szykanowania mamy dziewczynki za to, że przeszła jej przez głowę myśl, iż 14-letnia córka mogłaby dokonać legalnego zabiegu przerywania ciąży. Tertium non datur.
Naturalnie w sierpniu prokuratura wyda postanowienie, że żadnego złamania prawa nie było, ale to, co do tego czasu przeżyją Agata i jej matka, to tylko one będą wiedzieć.
Trudno też za coś innego niż bezpodstawne szykany uznać działania lubelskiego sądu rodzinnego, który natychmiast podjął działania, by pozbawić władzy rodzicielskiej rodziców Agaty. Jakichże zbrodni wobec niej dopuścili się rodzice? Za co należało zastosować wobec nich najsurowszą sankcję, jaka spotkać może ojca i matkę? Bóg jeden wie!

Pod dobrą opieką

Niczym innym niż karą dla Agaty i jej matki była też decyzja lubelskiego sądu o umieszczeniu dziewczyny w pogotowiu opiekuńczym. Do placówek tych trafiają małoletni przestępcy, uciekinierzy, dzieci znajdowane na ulicy, ofiary przemocy domowej. Jak powiedział sędzia Mariusz Tchórzewski, wiceprezes Sądu Rejonowego w Lublinie, sędziowie kierowali się dobrem dziecka (sic!). Chodziło o to, by Agata mogła samodzielnie zdecydować, czy chce dokonać zabiegu przerwania ciąży, odizolowana od osób bliskich (czyli rodziców), które mogłyby wpływać na jej decyzję.
Pan wiceprezes sędzia Tchórzewski raczy żartować, a jego słowa o kierowaniu się dobrem dziecka trzeba uznać za jawne kpiny. W żadnych regulacjach dotyczących pogotowia opiekuńczego nie ma słowa o tym, że jest ono przeznaczone do izolowania dzieci, aby mogły samodzielnie podejmować decyzje. Słowa wiceprezesa sędziego Tchórzewskiego należy więc rozumieć tak: zamknęliśmy małą w pogotowiu opiekuńczym, by ona i jej matka zrozumiały, że lepiej dla nich będzie, jeśli zrezygnują z pomysłu przerwania ciąży.
W pogotowiu opiekuńczym dziewczynę poddawano ewidentnym szykanom. – Nie pozwalamy Agacie dostarczać gazet. Izolujemy ją od świata zewnętrznego – oświadczał Michał Misztal, dyrektor placówki. Uznał on też za stosowne, by publicznie ogłosić szczegóły z życia osobistego dziewczyny. Ujawnił, że Agata i jej chłopak „byli razem” co najmniej od 20 miesięcy. – Chłopak jest jej zawiedzioną miłością – twierdził oficjalnie dyr. Misztal.
Nie bardzo wiem, jakie są przepisy dotyczące tajemnicy danych osobowych pensjonariuszy pogotowia opiekuńczego, ale jestem przekonany, że dyr. Misztal wszystkie je rozmyślnie złamał i dopuścił się jawnego bezprawia. „Opieka”, jakiej doznała z jego strony Agata, stała rzeczywiście na najwyższym poziomie…
W podobnym duchu działała też dyrekcja lubelskiego gimnazjum, gdzie uczyła się dziewczyna, upierając się, by zmuszać Agatę i jej matkę do kontaktów z psychologiem. Matka protestowała, ale rychło zrozumiała, że ze szkolną władzą nie wygra. – Była bardzo zdenerwowana, trudno było nawiązać z nią współpracę, początkowo nie chciała się zgodzić na wizytę u psychologa. Zmieniła jednak zdanie. Uspokoiła się – z zadowoleniem ogłosił publicznie dyrektor gimnazjum.
Na szczęście, powtarzając za królem Prus, są jeszcze sędziowie w Lublinie. Dziewczynę, na skutek zażalenia złożonego przez adwokatkę pomagającą Agacie i jej matce, wypuszczono z pogotowia opiekuńczego. Przyczyniło się też do tego pogorszenie jej stanu zdrowia, spowodowane wszystkimi szykanami.

Na wojnie, jak na wojnie

Dziś już jest po zabiegu przerwania ciąży. Trudno mówić, że ta historia zakończyła się dobrze, bo zakończyła się źle. Złem była ciąża w tak młodym wieku, zły był jej przedwczesny finał, złe i szkodliwe były działania ludzi reprezentujących służby publiczne, zmierzające do ukarania Agaty i jej najbliższych.
Szkoda też, że wiele osób o znanych nazwiskach włączyło się w zakłamywanie prawdy. Dobitnym przykładem jest tu kuriozalny list otwarty „w sprawie 14-letniej matki”, opublikowany w „Rzeczpospolitej”. Podpisali go np. Przemysław Babiarz, Wojciech Cejrowski, Michał Lorenc, Natalia Niemen, Jan Pospieszalski, Tomasz Terlikowski, Łukasz Warzecha, Rafał Ziemkiewicz. Czytamy: „Działacze pro life kontaktowali się z Agatą, ponieważ ona tego chciała. Byli do jej dyspozycji o każdej porze, gotowi służyć pomocą, nie mając żadnego interesu własnego. Na podziw zasługuje ich pokorna postawa. Nie zważając na własne bezpieczeństwo, mają na względzie tylko dobro Agaty. Nie podejmują dialogu z mediami przez delikatność i szacunek do prywatności młodej matki, do której zostali dopuszczeni”.
Wypada tylko zapytać, czy autorzy listu naprawdę nie widzą, że to właśnie działacze pro life, świeccy i kościelni, drastycznie naruszyli prywatność Agaty i jej bliskich. Że na niej i na jej matce (o której w liście zresztą ani słowa) te kontakty zostały wymuszone. Że to oni doprowadzili do tego, że każdy, kto chciał, mógł poznać jej personalia i szczegóły z jej prywatnego życia. Że pokora była ostatnią cechą, jaką tu zademonstrowali. Że za sprawą nieustannej presji bezwzględnych obrońców życia poczętego Agatę traktowano jak małoletniego przestępcę, a jej rodziców postanowiono pozbawić praw rodzicielskich.
Charakterystyczne, że sygnatariusze listu to na ogół wojujący publicyści o prawicowych poglądach. Słusznie zauważa red. Dorota Gawryluk, że chodzi tu o wykorzystanie historii Agaty na ideologicznej wojnie.
Wojna trwa, przedstawiciele organizacji pro life ogłaszają teraz, że Agatę zmuszono do poddania się aborcji. Trzeba więc znaleźć winnych tego, iż tak się stało.
Szkoda, że na tej wojnie poświęcono dobro 14-letniej dziewczyny i jej bliskich. To dobra nauczka dla wszystkich matek, które kiedyś może znajdą się w podobnej sytuacji. Niech wiedzą, że jeśli nawet ciąża ich córek będzie wynikiem przestępstwa, nie będą w Polsce mogły bezkarnie skorzystać z przysługujących im praw. Że obecna ustawa o warunkach dopuszczalności przerywania ciąży, choć należąca do najbardziej restrykcyjnych w Europie, i tak nie jest przestrzegana. Że aborcja, w pewnych okolicznościach dopuszczona przez prawo, powinna być dokonywana w podziemiu, nielegalnie. Bo tak jest najlepiej i najbezpieczniej.

Co myślimy o aborcji?

Na pytanie: „Czy aborcja to zabójstwo nienarodzonego dziecka?” 66% Polaków odpowiedziało twierdząco, 27% – przecząco, 7% nie miało zdania (sondaż PGB). Jednocześnie uważamy, że w określonych sytuacjach kobieta powinna mieć prawo do dokonania takiego zabiegu. 91% ankietowanych uznało, iż przerywanie ciąży powinno być dopuszczalne, gdy zagrożone jest życie matki, a 85% – gdy zagrożone jest jej zdrowie. 79% dopuściło aborcję, jeśli ciąża jest wynikiem gwałtu lub kazirodztwa. 66% – jeśli wiadomo, że dziecko urodzi się upośledzone. 34% – gdy kobieta jest w trudnej sytuacji materialnej. 30% – gdy jest w trudnej sytuacji osobistej. Zdaniem 23% badanych, przerwanie ciąży powinno być dopuszczalne zawsze wtedy, kiedy kobieta nie chce urodzić dziecka (sondaż CBOS). Oba sondaże przeprowadzono w 2007 r.

Ustawa o planowaniu rodziny, ochronie płodu ludzkiego i warunkach dopuszczalności przerywania ciąży

Przerywanie ciąży może być dokonane wyłącznie przez lekarza w przypadku gdy:
1.1 Ciąża stanowi zagrożenie dla życia lub zdrowia kobiety ciężarnej.
1.2 Badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.
1.3. Zachodzi uzasadnione podejrzenie, że ciąża powstała w wyniku czynu zabronionego.
W przypadkach określanych w ust.1 pkt. 2 przerwanie ciąży jest dopuszczalne do chwili osiągnięcia przez płód zdolności do samodzielnego życia poza organizmem kobiety ciężarnej.
W przypadku określonym w ust. 1 pkt. 3, jeśli od początku ciąży nie upłynęło więcej niż 12 tygodni.
W przypadkach, o których mowa w ust.1 pkt 1 i 2, przerwania ciąży dokonuje lekarz w szpitalu.
Do przerwania ciąży wymagana jest pisemna zgoda kobiety. W przypadku małoletniej lub kobiety ubezwłasnowolnionej całkowicie wymagana jest pisemna zgoda jej przedstawiciela ustawowego. W przypadku małoletniej powyżej 13. roku życia wymagana jest również pisemna zgoda tej osoby. W przypadku małoletniej poniżej 13. roku życia wymagana jest zgoda sądu opiekuńczego, a małoletnia ma prawo do wyrażenia własnej opinii.
Osobom objętym ubezpieczeniem społecznym i osobom uprawnionym na podstawie odrębnych przepisów do bezpłatnej opieki lekarskiej, przysługuje prawo do bezpłatnego przerwania ciąży w publicznym zakładzie opieki zdrowotnej.
Osoby wykonujące czynności wynikające z ustawy są obowiązane do zachowania w tajemnicy wszystkiego, o czym powzięły wiadomość w związku z wykonywaniem tych czynności.

Czy jeśli ciąża jest wynikiem czynu zabronionego, placówki publiczne mają prawo odmawiać jej usunięcia?

Prof. Andrzej Zoll, b. rzecznik praw obywatelskich
Odpowiedź nie jest prosta, bo to nie placówka usuwa ciążę, tylko człowiek. To problem lekarza i jego sumienia. Tutaj obowiązuje klauzula sumienia zawarta w ustawie o zawodzie lekarza. Za każdym razem, aby określić stan prawny i odpowiedzieć wprost na pytanie, trzeba znać konkretną sytuację.

Monika Gąsiorowska, adwokat pomagająca 14-letniej dziewczynce i jej matce
Nie znam takiego prawa, które zezwalałoby odmówić wykonania zabiegu. Jeśli są spełnione odpowiednie przesłanki, to sprawa jest jednoznaczna – placówka nie powinna odmówić, chyba że wszyscy zatrudnieni w niej lekarze deklarują, że korzystają z klauzuli sumienia. Jeśli placówka odmówiła, złamała prawo.

Prof. Zbigniew Hołda, Helsińska Fundacja Praw Człowieka
Placówka służby zdrowia jest zobowiązana wskazać szpital, który dokona zabiegu, nie ma prawa odmówić. Jeśli były spełnione ustawowe przesłanki i jest wola wyrażona przez zainteresowanych, to po stronie państwa istnieje obowiązek zadośćuczynienia temu uprawnieniu. Nigdy z tego powodu nie było wątpliwości. W tym przypadku ciąża powstała w wyniku przestępstwa, nie przekroczyła 12. tygodnia, była wola ciężarnej, osoby małoletniej, oraz jej matki. Matka i córka miały jedno zdanie na ten temat. Już wcześniejszy wyrok, jaki zapadł w sprawie Alicji Tysiąc, wymagał refleksji ze strony państwa, niestety został zignorowany. A przecież nie dotyczył samego zabiegu, ale uniemożliwienia skorzystania z ewentualności jego przeprowadzenia. Mówiono o powołaniu specjalnej komisji przy ministrze zdrowia, która będzie badać i rozpatrywać trudniejsze, bardziej wątpliwe przypadki. Niczego takiego nie zrobiono. Co więcej, rząd wypowiadał się krytycznie o samym wyroku, jakby go nie rozumiejąc, a teraz mamy kolejny przypadek, w którym państwo polskie nie wywiązało się ze swoich zobowiązań i nie umożliwiło respektowania prawa. Państwo powinno pomagać zarówno takiej osobie, która chce urodzić, choć ma możliwość przerwania ciąży, jak i tej, która chce dokonać legalnej aborcji. Niestety także Fundacja na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny niewiele pomogła, poza wskazaniem adwokata. Aktywne były jedynie organizacje pro life, nie było wystarczającej przeciwwagi z drugiej strony. Rozegrał się dramat dziewczyny, po którym wszyscy powinniśmy być mądrzejsi. Myślę, że i Kościół doszedł do wniosku, że zachowanie ks. Podstawki było niestosowne. Co innego nauczanie religii, a co innego wtargnięcie do szpitala i posłużenie się podstępem, działanie nerwowo, z naruszeniem prywatności. Zarówno instytucja publiczna, jak i Kościół nie pokazały się z dobrej strony. Nie było to z pewnością działanie w duchu cywilizacji miłości. Niedobrze też się stało, że instytucje publiczne ujawniły sprawę dziewczynki osobom postronnym. Państwo także miało moment słabości, kiedy oddzielono dziewczynę od jej matki. Chciano działać na skróty.

Prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog
Niestety, znalazłoby się w Polsce wiele kobiet, które doświadczyły tego, że czas, w którym istnieje prawnie dopuszczona możliwość dokonania zabiegu przerwania ciąży, jest ograniczany. I że są placówki, które tak długo zwodziły kobiety, aż ów termin minął. Statystyki pokazują, że w Polsce wiele nastolatek, również poniżej 15. roku życia, rodzi dzieci. To nie jest problem abstrakcyjny. Zdecydowana większość z nich nie chce usunąć ciąży. Sprawa 14-latki jest bardzo smutna, bo szalenie upubliczniono jej przypadek. Nie była to sytuacja dobra, szczególnie dla dziewczyny. Jak w każdym kraju zdarzały się głosy za i przeciw aborcji. Organizacje pro life mają prawo głosić swoje poglądy, również organizacje zabiegające o przestrzeganie prawa w granicach dopuszczalności przerywania ciąży mają takie prawo. Nikt nie twierdzi, że aborcja to dobre wyjście z sytuacji, ale jeśli pod niektórymi warunkami dopuszcza się zabieg, to trzeba tego przestrzegać. Istnieje wiele organizacji świadczących i oferujących pomoc w takich trudnych sytuacjach, jednak później, jak pokazuje życie, dziewczyny i kobiety zwykle pozostają same ze swoim problemem.
Not. BT

 

Wydanie: 26/2008

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy