Premier może. Jeszcze

Premier może. Jeszcze

To, że Donald Tusk lubi grać w piłkę i że ma duszę kibica, można traktować z sympatią. Dzięki temu z kondycją premier nie ma kłopotów. Ale z grą zespołową coraz większe. Wychodzi na to, że nie zrozumiał dwóch fundamentalnych zasad obowiązujących nie tylko w sporcie, ale i w polityce. Bo czy, gdyby je znał i odnosił do siebie, mógłby kiedyś powiedzieć, że nie ma z kim przegrać, a ostatnio, że zawsze jest sam? Przecież w sporcie przegrać, i to z kimś niedocenianym, można w każdej chwili. A jeśli ktoś uprawia gry zespołowe, a chce grać na siebie i uwielbia solowe popisy, to kończy na ławce rezerwowych. Ten, kto nie przestrzega tych reguł, może liczyć tylko na doraźne sukcesy.
Czy pięć lat w polityce na stołku premiera to już przepustka do historii? Nie sądzę. A czy obecne ogłaszanie początku upadku Tuska i PO jest oparte na chłodnej analizie sytuacji? Niewykluczone. Choć pogłoski o ich rychłej politycznej śmierci wydają się oparte bardziej na chciejstwie konkurencji niż na jej zdolności do przejęcia władzy.
Dzwonem, a nie dzwonkiem alarmowym dla PO jest doprowadzenie do sytuacji, w której największym atutem tej partii jest słabość opozycji. Jako ostatnia duża przeszkoda na drodze do obalenia obecnego układu. W momencie, gdy pojawi się wiarygodna alternatywa, los PO będzie przesądzony. Tylko co dalej? O stosunkowo słabej przewidywalności biegu wydarzeń świadczy to, że nie wiemy nawet tego, czy potencjalny zwrot w Polsce będzie w lewo czy w prawo. Wiemy za to, że suma napięć i błędów będących następstwem fatalnej polityki kadrowej PO jest wystarczająco duża, by protestowały kolejne grupy zawodowe. Platforma Obywatelska zdobyła w polityce dużo władzy, ale nie aż tyle, by tak totalnie i niestety niemądrze i niefachowo poobsadzać swoimi ludźmi wszystko, co się tylko dało przejąć.
Powiedzieć, że na tysiące instytucji spadła szarańcza kadrowa, to tylko liznąć problem. Znam oczywiście także instytucje kierowane przez ludzi z nadania PO, gdzie jest porządek i sens. Takie też są. Niestety, ich szefowie giną w masie partaczy, u których brak kompetencji idzie w parze z zadufaniem. Twarzą takiej PO jest chociażby szef Narodowego Centrum Sportu. Człowiek, który nigdy nie powinien zostać powołany na taką funkcję. Polska to bogaty kraj i pewnie paru takich szefów by przeżyła, ale gdy ten model zarządzania stał się typowy i powtarzalny w setkach egzemplarzy, to protesty są tylko kwestią czasu. Powołując ignorantów i ludzi, którzy mają się uczyć na posadach ministrów i prezesów, premier Tusk pokazuje, że ma ogromną władzę. Że kadrowo może wszystko. Pokazuje też setkom tysięcy ludzi, którzy go popierają, bo chcą żyć w sprawnie zarządzanym, normalnym kraju, że przy tej ekipie nie mogą na to liczyć. Że ten lider i ta władza to kolejna pomyłka. Że partia, która stoi na jednej osobie, to twór z innej epoki. Niewiele mający wspólnego z aspiracjami ludzi i wymogami państwa, które chce się dostać do ligi europejskich liderów.

Wydanie: 7/2012

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy