Rocznice

Wszyscy w kraju podniecają się wyprawą prezydenta Kwaśniewskiego do Moskwy, jedni mówią, że powinien jechać, drudzy, że nie. Powstają całe rozprawy na ten temat. Czy ma tam mówić, czy tylko stać i milczeć, a jeżeli stać, to czy z przodu, czy z tyłu, a może z boku. I czy ma trzymać gen. Jaruzelskiego za rękę, czy go odpychać od siebie. Wszystko to się dzieje po to, żeby mieć temat na pierwszą stronę. W cieniu tej narodowej dyskusji będzie mijać pierwsza rocznica naszego przystąpienia do Unii Europejskiej. Przystąpiliśmy i chwatit, po roku okazuje się, że nasi eurodeputowani nie wyróżniają się niczym w tłumie innych, może tylko tym, że nie mówią po angielsku i że trasę ze swoich domów w Polsce do pracy w Strasburgu pokonują samochodami, bo stuknie im za to kilometrówka w eurocentach i dzięki temu mamy w starej Piętnastce opinię ludzi oszczędnych i zaradnych, to znaczy bardziej oszczędzających pieniądze niż czas… ale jak to się u nas na działkach mówi: z braku rozumu dobre i euro.
Europa w międzyczasie staje się coraz bardziej niebezpieczna w swojej nadopiekuńczości w stosunku do jeszcze normalnych ludzi. Sygnałem tego była informacja o czarnych skrzynkach montowanych w samochodach, dzięki którym za kilka lat urzędnicy i policjanci będą śledzić każdą naszą szybkość i każdy nasz krok i za drobną opłatę wręczoną komu trzeba zazdrosna żona będzie mogła sprawdzić, czy mąż pojechał do siłowni czy do burdelu, ponieważ i stąd, i stąd wyjedzie spocony z braku kondycji.
Po skrzynkach w samochodach ma przyjść jednak jeszcze nowsze, a mianowicie nasze Ministerstwo Infrastruktury w ramach wdrażania dyrektywy 2002/91/WE do końca roku wprowadzi obowiązek posiadania przez właścicieli mieszkań tzw. świadectw energetycznych, bez których za cztery lata nie będzie można kupić, wynająć ani wyremontować budynku czy kawalerki. Świadectwa będą informować o tym, czy budynek jest ocieplony i w jakim stopniu, czy okna są szczelne, jak działa wentylacja itp. Cena uzyskania takiego dokumentu, który będzie obowiązywał przez dziesięć lat, wyniesie około tysiąca złotych i da to zatrudnienie kilku tysiącom nowych miglanców. A ja mam pytania:
Co ma urzędnik do mojego domu?
A może ja lubię mieszkać przy otwartym cały czas oknie?
A może nie mam pieniędzy na ocieplenie?
A może za kilka lat innemu nawiedzonemu przyjdzie do głowy pomysł kontrolowania energetyki żywnościowej w naszym organizmie? I to nie przez sprawdzanie zawartości lodówki, tylko za pomocą stolca, bo ten będzie bardziej obiektywny. I pewnie wtedy się poczuję jak u pewnej szurniętej milionerki w Chicago, która w łazience zainstalowała system luster, który powodował, że siedziało mnie na kibelku kilka tysięcy, odzierając mnie z intymności. Ale to był pomysł szurniętej milionerki. A może i Unia jest…?!!

Wydanie: 17-18/2005

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy