Ciemności europejskie

Ciemności europejskie

Słyszy się ostrzeżenia, że Polska nie jest przygotowana na atak terrorystyczny. Wierzę w to bez zastrzeżeń, ale na pocieszenie mam wiadomość, że terroryści islamscy też nie są przygotowani do ataku w Polsce. Nie dopuszczają się oni aktów terroru w dowolnym miejscu i czasie, a w Polsce to dla nich na razie tyle, co nigdzie. Nie tylko z tego powodu, że kamery świata nie są skierowane na Polskę i taki atak mógłby przejść niezauważony. Nie są spełnione inne ważne warunki możliwości i sensowności islamskiego terroru. Występuje on, jak wiadomo, w tych krajach zachodnich, gdzie mieszkają miliony muzułmanów, gdzie mają oni dużo meczetów, medres i żarliwych przywódców religijnych i gdzie cieszą się wolnością, jak też kompletem innych praw człowieka. I gdzie panuje ideologia wielokulturowości, chroniąca ich przed taką krytyką, jakiej poddawane jest chrześcijaństwo. Bardzo sprzyja terroryzmowi prawodawstwo krajów Europy Zachodniej, zabraniające krytyki, a nawet obiektywnego, niepoprawnego politycznie opisu zjawisk powodowanych przez imigrację, z której to ochrony korzystają najwięcej przybysze z krajów arabskich.
Wielka Brytania uchodzi za kraj, który wprowadził prawa i stosunki najlepiej służące współżyciu imigrantów i ludności autochtonicznej. Wiedziano, że terroryści z Bliskiego Wschodu mogą ze względną łatwością przybyć do Anglii i dokonać tu masakry w większej czy mniejszej skali, jak w Stanach Zjednoczonych czy w Hiszpanii. Szokiem było dopiero to, że terrorystami okazali się muzułmanie urodzeni w Anglii, tam wychowani, czyli już Brytyjczycy, według panującego poglądu na temat kryterium przynależności narodowej.
Zlikwidowanie już istniejących organizacji terrorystycznych nie przekracza możliwości służb specjalnych Anglii, Francji, Stanów Zjednoczonych. Nie znaczy to, że stosunki między imigracją islamską a rdzennymi Europejczykami uwolnione zostaną dzięki temu od jawnej czy ukrytej wrogości. 13 procent ludności muzułmańskiej w Anglii deklaruje poparcie dla sprawców masakry w londyńskim metrze. Przyzwyczajeni do arytmetyki wyborczej Anglicy uważają, że to niedużo. Z pewnością nie wystarcza takie poparcie do wygrania wyborów. Tu jednak nie chodzi o wybory ani referendum. Jako baza społeczna dla radykałów w zupełności wystarczy. Rosjanie w swoim czasie pocieszali się, że tylko mniejszość ludności polskiej (bliska liczbowo 13 procentom, jak można oceniać) popiera powstania, a jednak historię stosunków polsko-rosyjskich tworzyła ta właśnie mniejszość. Kraj, który ma na swoim terytorium kilkusettysięczną, emocjonalnie zwartą i tak bardzo mu wrogą społeczność, nie może czuć się bezpiecznie. Ani akcja policyjna, ani polityka wielokulturowości bezpieczeństwa nie zapewni.
Terror, że tak się wyrażę, widowiskowy, polegający na masakrowaniu przypadkowych ludzi, nie jest jedynym niebezpieczeństwem. Jak długo ludność europejska może znosić codzienną drobną i rozproszoną agresję ze strony młodych, młodocianych, ale także w pełni lat Arabów, urodzonych już w Europie, a na mocy papierowych konwencji należących do narodu francuskiego czy holenderskiego? Być może, bardzo długo, aż do włączenia Europy w krąg muzułmańskiej kultury i polityki, co według niektórych prognoz może nastąpić już pod koniec bieżącego wieku. Tak jak katedry w wiekach średnich znaczyły zasięg Europy chrześcijańskiej, budowane dziś meczety zapowiadają zasięg tego, co Oriana Fallaci nazywa Eurabią. Przyjęcie Turcji do Unii Europejskiej, za czym gorliwie optuje polska klasa polityczna, ta sama, co żądała „chrześcijaństwa” w konstytucji europejskiej, proces ten przyspieszy i Eurabię przybliży. Polska także na swój sposób pcha się pod wpływy świata islamu. Meczetów okazałych tu się wprawdzie nie buduje, o ile wiem, ale najbardziej zezwierzęcona z odmian muzułmańskiego terroryzmu, czeczeńska mianowicie, cieszy się w Polsce prawie powszechną sympatią wśród polityków, dziennikarzy i „ludzi kultury”. Rondo Dudajewa w stolicy Polski jest bodajże pierwszym aktem oznakowania zasięgu wpływów terrorystycznego islamu w tej części Europy.
Europa oferuje przybyszom z innych kontynentów integrację kulturalną i społeczną, nie zdając sobie sprawy z tego, że oni wcale tego nie chcą. Pragną zachować swoją tożsamość religijną i etniczną oraz swój styl życia, zauważa Walter Laqueur, jeden z najprzenikliwszych analityków współczesności, i wyciąga z tego na ogół niechciane wnioski. Pokolenie imigrantów urodzone już w Europie, twierdzi Laqueur, „przeszło powierzchowną akulturację (mówi biegle miejscowym językiem), dotkliwie jednak przeżywa resentyment i wrogość”. Nie inspiruje ich fundamentalizm religijny, w każdym razie nie w stopniu znaczącym. Można się spodziewać, że przyjmą oni wybrane elementy europejskiego stylu życia, takie jak swoboda obyczajowa, alkohol, inne przejawy dekadencji, co uczyni ich mało zdolnymi do organizowania i wykonywania aktów terroru. To nie znaczy, że ich wrogość do społeczeństwa zachodniego, „chrześcijańskiego”, zostanie złagodzona. Londyńczycy nie będą ginąć od wybuchów trotylu, ale wychodząc na ulicę, będą się bać spotkania z Brytyjczykami pochodzenia arabskiego.
W publikacjach na temat terroru islamskiego w Europie nie znajduję śladów znajomości artykułu Waltera Laqueura, drukowanego w „Gazecie Wyborczej”. Może więc nie będzie bezużytecznym powtarzaniem rzeczy znanych, jeśli zacytuję jeszcze parę zdań z tego artykułu. „Im bardziej pewne siebie staje się młode pokolenie imigrantów, tym więcej przemocy na ulicach, więcej zamachów terrorystycznych i tym silniejsza niechęć reszty obywateli do muzułmanów. Wysoki przyrost naturalny w społeczności muzułmańskiej wzmaga lęk dawnych mieszkańców Zachodu, że są oblegani i wyzuci z praw we własnej ojczyźnie, że nie wolno im nawet powiedzieć prawdy o istniejącej sytuacji (np. ujawnić statystyk więźniów pochodzenia muzułmańskiego)”. Panuje uzasadniona obawa, że „w nieodległej przyszłości miejscowi staną się mniejszością i będą musieli podporządkować się obcym przykazaniom religijnym i obcej kulturze” („Wyborcza”, 16 lipca).
Przyjmując 20 milionów imigrantów wrogo usposobionych do europejskiej kultury i ludności, Europa znalazła się w położeniu tak niepokojącym, że boi się spojrzeć prawdzie w oczy. W najżywotniejszej dla siebie kwestii narzuciła powszechną cenzurę, z której tylko nieliczni potrafili się wyłamać, za co byli karani przez sądy, nie mówiąc o linczach medialnych. Rządzący widzą tylko przejściowe trudności, a co do istoty sprawy Tony Blair ma do powiedzenia tyle, że terroryzm jest „wypaczeniem islamu”. W fatalnej roli występuje Unia Europejska: wiąże ona ręce narodom Europy w ich konflikcie z muzułmanami. W kilkadziesiąt lat po przyjęciu Turcji Europa stanie się pojęciem tylko geograficznym.

Wydanie: 31/2005

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy