Giertych – twarz rządu

Giertych – twarz rządu

Niedawno PiS odzyskało władzę nad Ministerstwem Spraw Zagranicznych. Efekty widzimy każdego dnia. Czarne dni polskiej oświaty zaczęły się wcześniej, bo już 5 maja. Od nominacji Romana Giertycha na ministra edukacji. To, że nie ma on żadnych kwalifikacji, by pełnić tę funkcję, było oczywiste od początku. Po 80 dniach na urzędzie Giertych więcej zrobił dla integracji środowisk protestujących przeciwko rządom prawicy niż opozycja razem wzięta. Dowiódł, że jest całkowitym nieporozumieniem kadrowym. Czerwoną latarnią w rządzie, o którym spokojnie można powiedzieć, że lotności nie jest w stanie wpisać na swoje sztandary. Giertych zapracował na krytykę absurdalnymi i szkodliwymi pomysłami, pokrętną argumentacją i aroganckim stylem bycia. Ale dla niego nawet masowa krytyka nie ma większego znaczenia. I wpływu. To nie bracia Kaczyńscy, którzy tak bardzo przeżywają zaczepki medialne. Giertych jest reprezentantem generacji traktującej władzę jako cel sam w sobie. Po drodze może zrobić wszystko, co przybliży go do celu. System demokratyczny traktuje wyłącznie jako użyteczne narzędzie. Sukcesy wyborcze tego typu polityków nie dość, że degenerują demokrację, to jeszcze zwiększają liczbę ludzi rozczarowanych praktyką polskiego parlamentaryzmu. W konsekwencji rośnie zapotrzebowanie na rządy silnej ręki. A któż się objawi w roli zbawiciela? Wiadomo.
Rektorzy, wybitni uczeni, długo rozmawiali z prezydentem Kaczyńskim na temat ogłoszonej przez Giertycha amnestii maturalnej. No i co? Nic, okazuje się, że prezydent niczego już nie może zmienić. Niczego nie może także poprawić, mimo wielu monitów i petycji autorytetów, nawet premier Kaczyński. I kto tu naprawdę rządzi? Czy jeszcze rządzi osławiony stary układ, czy może już rządzi młody wszechpolak?
Ludzie przywykli do tego, że rząd uprawia swoisty slalom. Od skandalu do skandalu. Uczniowie dowiedzieli się od swojego ministra, że Polska to kraj wyjątkowy. Kraj, w którym prawo działa wstecz, a minister preferuje uczniów słabych, niedouczonych i mało sprawnych fizycznie. Ale wiedzą też, że Giertych ma ludzką twarz, bo nie lubi matematyki, z której miał tróję na maturze. I teraz kombinuje, by w ogóle nie trzeba było jej zdawać. Znowu się czymś wyróżnimy. Choć nawet Giertych przecież wie, że matematyka jest obowiązkowym przedmiotem maturalnym we wszystkich krajach Unii Europejskiej i w USA. Po co matematyka naszym uczniom? Przy tapetowaniu ścian w Londynie czy Paryżu nie będzie potrzebna. A jak młodzi wyjadą, łatwiej będzie rządzić.
Jak by jednak nie patrzeć na obecność Giertycha w rządzie, to tolerowanie tego ośmiesza prezydenta i premiera.

Wydanie: 30/2006

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy