Dowieziemy tę Polskę dokądkolwiek

Dowieziemy tę Polskę dokądkolwiek

Ponieważ niektórzy są niereligijni (i jest ich na szczęście coraz więcej), to bardzo często są religijni inaczej (niestety, niestety). Mamy więc swoje święto zimowe, jak każda szanująca się (lub nie) inna grupa wyznaniowa – Nowy Rok. Mamy rytuały związane z pożegnaniem starego i powitaniem nowego – karnawałowo-sylwestrowe pląsy, opilstwa, zdrady i porażki, noworoczne kace i puste spojrzenia. Mają media swój kołowrotowy coroczny festiwal „podsumowań” i „przewidywań”. Nie bardzo umiem grać w tę grę. Co można powiedzieć? Że grali brzydko, najbrzydziej, ale odnieśli największy piłkarski sukces po 1989 r.? Chociaż pewnie mogłaby się zrodzić z tego piękna metafora Polski potransformacyjnej… Garstka bogaczy patałachów niesiona dopingiem ubogich krewnych pod wodzą zmumifikowanego paralidera – nawet przegrywając – wygrywa, bo ktoś inny akurat nie strzelił jednego gola więcej. Aż chce się żyć, pracować, identyfikować. Mam też przewidywanie: w kolejnym roku Polska nie zostanie mistrzem świata w piłce nożnej. I wystarczy. W naszej ulubionej polityce, co tam, panowie? Bo wciąż to my, a nie panie, rozdajemy znaczone karty i przesuwamy nienależne żetony. Nie widać jasnej opowieści, jak taka marna polityka, pod takimi żałosnymi przywódcami może nadal przynosić uznanie i poparcie, czyli sukces. Ale zaraz, zaraz? Może jednak polska reprezentacja to nie tyle wypadek przy pracy (przez dekady), ile pewien narodowo-genetyczny wzorzec? Nie umiesz, nie chce ci się? „Dowieziesz” wynik i premię zdążą wysłać. Jakże godna kina moralnego niepokoju jest scena, kiedy Michniewicz wzywa o trzeciej w nocy liderów kadry po meczu (przegranym) z Argentyną (przegrać z mistrzem to honor) i zbiera od nich numery kont bankowych piłkarzy do przelewu od premiera Mateusza „Pionokia” Morawieckiego… Parafrazując legendarny początek poematu „Moskwa-Pietuszki” (napisał pisarz rosyjski, tfu, tfu, Wieniczka Jerofiejew, to prawda, ale on nie żyje na dobre, na stałe, nie dowiózł się), z pamiętną frazą: „Wszyscy powiadają: Kreml, Kreml. Od wszystkich o nim słyszałem, a sam nie widziałem go ani razu. Ileż to już razy (z tysiąc) na gazie albo na kacu przemierzałem Moskwę z północy na południe, z zachodu na wschód, z jednego końca w drugi, na wylot i na oślep – ale Kremla nie widziałem nigdy”…. Rzecz w tłumaczeniu Andrzeja Drawicza. Rzecz, rzecz… Perła! Perła po rosyjsku? Owszem, owszem i na wieki wieków. A wracając do obiecanej parafrazy: „Wszyscy mówią: klęska, źle, niedobrze, dramat, a ja, przegrywając wszystko raz za razem, jedno po drugim, żadnej porażki nie widzę” (Kurkiewicz w felietonie dla PRZEGLĄDU). I to jest to! To jest siła tego narodu. Całe wieki wpierdol, a wpierdolu nie widzą. Nędza, klęska – a tu fanfary. Jeszcze Polska nie zginęła, bo nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało. Tak to powinno iść, brzmieć, roznosić się po giełdach i stadionach całego świata. Taki hymn. Inne narody by podchwyciły. A wtedy my im to sprzedamy. My? Obajtek z Sasinem. Nie ma co smęcić nad Polską, jaka jest, taka będzie, inna nie będzie, bo niby dlaczego, ani najgorsza, ani najdziwniejsza, bida z nędzą podbita fajerwerkami, niewierząca, ale praktykująca (coraz słabiej i rzadziej – więc jednak są powody do optymizmu), chytra jak dziad „Orlen” z Pcimia, pod siebie bierze, z innymi się nie dzieli, na plakatach pyta „Gdzie te dzieci?”, a jak jej matka niepełnosprawnych odpowie: „W dupie” (Grand Press w kategorii publicystyka dla Agnieszki Szpili za tekst „Gdzie te dzieci? W dupie” – to nie ja, to Szpila), to cisza, wzrok w bok, w nowy rok. Coś osobistego na koniec. Nie wiążąc końca z końcem, notorycznie i beznadziejnie, ubogaciłem się w 2022 r. jednakowoż. Najpierw znalazłem aforyzmatyczną wypowiedź Bertranda Russella, giganta myśli i człowieczeństwa, który napisał: „Nie wyobrażam sobie, żebym mógł oddać życie za swoje poglądy. Przecież mogę się mylić!”. W tym momencie w Polsce 61-letni lekarz neurolog, pieśniarz i żartowniś, Kuba Sienkiewicz, dostaje kartę powołania do wojska, żeby ewentualnie umrzeć za poglądy jakiegoś Błaszczaka czy Kaczyńskiego. A przyjaciółka uświadomiła mi, że należy całkowicie, dla własnego dobra, odpuścić chęć posiadania racji. W ogóle. Nie ten czas, miejsce, pejzaż, klimat. To odpuszczam, bo Marysia jest mądra, a na pewno mądrzejsza ode mnie. Czego i Wam, Czytelnicy/Czytelniczki, w roku wyborczym 2023 życzę. Głosowanie to nie racja, to konieczność, nawet jak nie ma wyboru. Ten rok będzie

Ten artykuł przeczytasz do końca tylko z aktywną subskrypcją cyfrową.
Aby uzyskać dostęp, należy zakupić jeden z dostępnych pakietów:
Dostęp na 1 miesiąc 30,00 zł lub Dostęp na 12 miesięcy 250,00 zł
Porównaj dostępne pakiety
Wydanie: 2022, 53/2022

Kategorie: Felietony, Roman Kurkiewicz