Populistyczny spektakl

Populistyczny spektakl

Niezależność władzy sądowniczej nie utrzyma się samą słusznością zasady podziału władz. Jeżeli ekspansja klasy politycznej i mediów nie napotka równie silnego oporu „klasy sądowniczej” (prokuratorów, sędziów, adwokatów), niezależność ta będzie słabnąć i może się w końcu stać iluzoryczna. Działanie Komisji Śledczej, powołanej formalnie przez Sejm, a de facto przez partie reprezentowane w Sejmie, jest w najwyższym stopniu niepokojącym przejawem zawłaszczania przez partokrację terenu przynależnego władzy sądowniczej. Reakcja tej władzy na działania komisji będzie miała duże znacznie dla kształtowania się ustroju Rzeczypospolitej. Komisja została powołana zgodnie z ustawą, ale, co znamienne, politycy w wypowiedziach publicznych mniejszą wagę przywiązują do legalnej podstawy, większą do amerykańskiego przykładu. W półmroku myślowym kiełkuje w Polsce nowa doktryna legitymizmu, przypisująca amerykańskim wzorom wyższość nad prawami i potrzebami krajowymi. Porównania z komisjami śledczymi amerykańskiego Kongresu nasuwają się zresztą niezależnie od tej mrocznej doktryny. Przypomina się ohydne śledztwo prowadzone przeciw prezydentowi Clintonowi, w którym wyjściowe oskarżenie prędko przestało mieć znaczenie, a cała strategia prokuratora Starra polegała na tym, aby Clintona doprowadzić do powiedzenia czegoś nieprawdziwego, za co dopiero można by go było oskarżyć. Bolesławowi Sulikowi działalność sejmowej Komisji Śledczej kojarzy się z przesławną komisją senatora McCarthy’ego: „Jeśli zna pan materiały z komisji McCarthy’ego, to u nas panuje ten sam nastrój, ta sama metoda. Dziennikarze zajmują coraz bardziej jednostronne stanowisko, coraz mniej szanują fakty” („Gazeta Wyborcza” 18.03). Panuje jakaś wyrachowana histeria, dziennikarze i politycy partyjni scalają się w jedną roznamiętnioną masę, gdzie jednostki skądinąd stworzone do samodzielnego myślenia udzielają sobie nawzajem poręczenia dla swoich błędnych uprzedzeń i nieszczerych emocji. Różni się to od makkartyzmu, bo McCarthy miał silne przekonania ideologiczne, a niebezpieczeństwo, jakie niedokładnie widział, nie było całkiem wyimaginowane, podczas gdy w Polsce o żadne przekonania ideologiczne nie chodzi, a cała sprawa (jeżeli oderwać ją od jej źródła, czyli walki o rynek reklam) wygląda na zabawę złych dzieci. Napisałem „dzieci” i przypomniał mi się pokazowy proces przed sądem dla nieletnich, jaki miał miejsce w prowincjonalnym mieście w czasach stalinowskich, gdy w modzie były pokazowe procesy. Prowadzono nas do sądu klasami w celach wychowawczych. Oskarżonymi byli chłopcy bodajże z technikum mechanicznego, którzy coś przeskrobali, nie pamiętam już co. Ze strachem, ale też ze zdziwieniem słuchaliśmy indagacji prokuratora, z których wynikało, że wszystkie szczegóły składające się na uczniowskie życie mogą być sądzone: kto podpowiadał, kto złamał kredę, kto z kim wracał do domu, kto pożyczył kredki itp. Wszystko, co szczegółowe, okazywało się obciążające, każdy detal objawiał stronę, jakiej przed procesem nie podejrzewaliśmy. Późniejsze doświadczenie nie zaprzeczyło wymowie tego procesu. Na czym polega demaskowanie człowieka? Na pokazaniu i nazwaniu szczegółów, z których składa się jego życie. Wątpię, czy znajdzie się na świecie człowiek tak posągowy, aby bez moralnego co najmniej szwanku mógł wyjść z procedury uszczegóławiania. Sztuka życia w społeczeństwie polega na tym, aby ze swoich szczegółów robić syntezę i przedstawiać ją bliźnim za pomocą nazw ogólnych, dobranych odpowiednio do panującego gustu.
Sejmowa Komisja Śledcza przesłuchuje świadków, ale pozwala swoim członkom traktować ich, przynajmniej niektórych, jak oskarżonych. Przesłuchiwani formalnie jako świadkowie, a traktowani faktycznie jak oskarżeni znajdują się w gorszym położeniu niż przestępcy przed sądem, ponieważ nie stosuje się do nich domniemanie niewinności. Ciekawy jestem, w jaki sposób pokrzywdzeni świadkowie będą później dochodzić sprawiedliwości. Czy komisji przysługuje monarsza suwerenność, od której nie ma odwołania?
Zdaje się, że prawdziwy sąd jest ostatnim tematem, o jakim komisja pomyśli. Teraz nie zadaje ona sobie pytania, jaką wartość przed sądem (jeżeli do niego dojdzie) będą miały zeznania wydobyte manipulacją językową i psychiczną przemocą. Populistyczny spektakl, w jaki media przekształciły przesłuchania, nie napotykając zresztą oporu ze strony komisji, daje satysfakcję masie jednostek sfrustrowanych, szukających obiektu dla swoich niechęci czy nienawiści. Ludzie oglądający przesłuchania staną się gorsi. Zadawanie podstępnych pytań będzie uchodziło za moralne i w dobrym tonie. Rozpleni się oskarżycielstwo. Twarze w Polsce staną się jeszcze bardziej ponure i zacięte. Wzrośnie nieufność między ludźmi.

Wydanie: 13/2003

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy