Prezent w aptece

Prezent w aptece

Inspektorat Farmaceutyczny bada, czy loterie i upominki dla wytrwałych klientów są zgodne z prawem

Apteka. Miła dziewczyna w białym fartuchu proponuje program „Dbam o zdrowie”. Jeśli zbiorę siedem kuponów (wartość jednego to rachunek na 39 zł), dostanę 10 tabletek multiwitaminy za ok. 7 zł, za 53 kupony – krem o wartości 37 zł. Poza tym raz w miesiącu (za jeden kupon) mogę wziąć udział w loterii, w której główna nagroda to 3 tys. zł. Nawet bez kuponu będę dostawać do domu bezpłatną gazetkę informującą o lekach. Rozwiązanie „lekowej krzyżówki” dawało szansę na wylosowanie saszetki lub ręcznika. Za odpowiedź na pytanie, jaki ból zwalcza szybko (tu nazwa leku), internauci zrzeszeni w „Dbam o zdrowie” mogli dostać zestaw toreb.
Zapisuję się, w prezencie otrzymuję wodę utlenioną. Za mną kilku zainteresowanych, ale słychać też głosy pełne niechęci. – To nie bazar – komentuje jedna z kobiet. Inna wylicza, że „nagrody nie są zbyt wyrywne. Żeby dostać krem, trzeba w ciągu roku zrobić zakupy za ponad 2 tys. zł”.

Apteka to nie świątynia

Czy takie zbieranie kuponów i loterie są zgodne z prawem? Czy legalna jest reklama w aptekach? Prof. Wincenty Kwapiszewski, honorowy prezes Polskiego Towarzystwa Farmaceutycznego, odpowiadając na drugie pytanie, twierdzi, że apteka jest miejscem szczególnym, takim jak szpital. – Zysk powinien tu być na końcu. Najważniejsze jest dobro pacjenta – tłumaczy i dodaje, że wszelkie reklamy i promocje prowadzone w aptekach są oburzające.
Jednak tym, którzy są niezadowoleni z reklam w aptekach, pozostają tylko emocje. – Zgodnie ze znowelizowanym prawem farmaceutycznym, reklama w aptece jest dozwolona. Jedyny warunek – nie może przeszkadzać klientom – tłumaczy Adam Kliś, dyrektor biura prawnego w Głównym Inspektoracie Farmaceutycznym.
– Apteka jest takim samym sklepem jak inne, to nie jest żadna świątynia – dodaje dr Tomasz Hermanowski, kierownik Studium Farmakoekonomiki.
O wiele bardziej skomplikowana jest odpowiedź na pytanie o legalność loterii i kuponów. W art. 55 prawa farmaceutycznego znajduje się zapis: „Reklama nie może polegać na oferowaniu lub obiecywaniu jakichkolwiek korzyści w sposób pośredni lub bezpośredni w zamian za dostarczanie dowodów, że doszło do nabycia produktu leczniczego”. A przecież kupon jest takim dowodem.

Skromny upominek

Program „Dbam o zdrowie” funkcjonuje półtora roku, ale zażalenia na sposób jego prowadzenia wpłynęły dopiero przed miesiącem. Choć organizator akcji, Polska Grupa Farmaceutyczna (hurtownia, 20% rynku) podejrzewa, że to cios konkurencji, „winne” jest nowe prawo farmaceutyczne. – Poprzednie przepisy były ułomne – tłumaczy dyr. Adam Kliś. – W nowych zapisach mamy cały rozdział dotyczący reklamy. W związku z prośbami o interwencję w sprawie programu „Dbam o zdrowie” zwróciliśmy się do organizatorów o dostarczenie szczegółowych informacji. Właśnie je otrzymałem.
Czy promocje i loterie są zgodne z obowiązującymi od października zeszłego roku przepisami? Inspektorat Farmaceutyczny odpowie na to pytanie. Jeżeli uzna, że prawo zostało złamane, może zażądać natychmiastowego zaprzestania akcji.
Jednak Wojciech Rosicki, szef marketingu Polskiej Grupy Farmaceutycznej, jest spokojny. Dysponuje kilkoma opiniami znakomitych prawników, którzy uważają, że loterie i zbieranie kuponów nie łamią przepisów. Jedyna negatywna opinia pochodziła od prawnika, u którego „wykryto powiązania z konkurencją”.
Również prawnicy Naczelnej Rady Aptekarskiej nie znaleźli uchybień. A oto jak sprawę tłumaczy Wojciech Rosicki: – W regulaminie programu „Dbam o zdrowie” nie ma zachęty do zakupów, a jedynie do wizyty w aptece. Nagrody dajemy za wejście do apteki. Nieważne, co klient kupi – czy witaminy, czy waciki, czy krem. W żadnym wypadku uzyskanie upominku nie zależy od zakupu leków, o których informuje nasza bezpłatna gazetka. Nie zachęcamy też do zakupu jakiegoś konkretnego leku, nie padają nazwy. Nie chcemy zwiększyć zapotrzebowania na leki. A w ogóle „Dbam o zdrowie” atakowane jest przez konkurencyjne hurtownie. Atak jest ponoć tym łatwiejszy, że akcja wyróżnia się rozmachem.

Co oznacza biały fartuch?

Wojciech Rosicki zasłania się tajemnicą handlową i nie chce podać ani liczby aptek, ani klientów aptek, uczestników programu. Zapewnia, że zachowane zostały zasady ochrony danych osobowych. Dodaje, że początkowo udział w loterii miał być bezkuponowy, dostępny dla każdego zapisanego w programie. Jednak zgody nie wyraziło Ministerstwo Finansów. Dziś udział w losowaniu bierze osoba, która wydała w aptece przynajmniej 39 zł.
Organizatorzy mają także wytłumaczenie na zarzut marnych prezentów. Upominki są symboliczne, bo stanowią tylko podziękowanie za wybór zapisanej do programu apteki. A że ludzie są rozczarowani? Trudno. Powinni się cieszyć z bezpłatnych informacji o lekach.
A fakt, że osoba proponująca udział w programie jest ubrana w biały fartuch? – To chyba dobrze, bo higienicznie – tłumaczy Wojciech Rosicki. – Przecież ta osoba nie ma plakietki sugerującej, że jest lekarzem.
W tej sprawie oponuje dyr. Kliś. Jego zdaniem, biały fartuch jednoznacznie kojarzy się z zawodem medycznym. Stosowany w reklamie miał służyć wzmocnieniu wiarygodności oferty, siły leku. I dlatego został zakazany, tak jak wszelkie próby sugerowania, że osoba występująca w reklamie jest profesorem X, znawcą środków przeciwbólowych. Ale tylko jednej firmy.
Specjaliści marketingu twierdzą, że konkurencja w aptekach zaostrzyła się. Najczęściej powtarzają się opinie, że apteki wydzierają sobie klientów. W końcu nikt ich nie zmusza do udziału w najróżniejszych akcjach.
A jeśli prawo zostaje złamane? Prof. Wincenty Kwapiszewski na podstawie własnych doświadczeń uważa, że organa ścigania lekceważą „przestępstwa farmaceutyczne”. Dochodzenia są przeważnie umarzane z powodu małej szkodliwości społecznej czynu. – Wpływ biznesu na terapię jest coraz większy – komentuje prof. Kwapiszewski.

Wydanie: 11/2003

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy