Prezes wybrał śmierć

Prezes wybrał śmierć

Szef koncernu Huyndai padł ofiarą politycznego skandalu

„Przepraszam, że byłem tak głupim człowiekiem, że popełniłem tak głupi czyn”, napisał w liście pożegnalnym Czung Mong Hun, szef konglomeratu Hyundai, największej grupy przemysłowej Korei Południowej. Jeszcze położył na biurku zegarek i okulary. Zaraz potem stanął w otwartym oknie na 12. piętrze wieżowca w centrum Seulu i skoczył. Była północ, nikt nie widział, jak się zabija jeden z najbogatszych i najbardziej wpływowych ludzi w kraju.
4 sierpnia o godzinie 5.55 pracownik Hyundaia sprzątający parking przy wieżowcu będącym siedzibą firmy spostrzegł ciało wsparte o pojemnik na śmieci. Myślał, że to jakiś pijak odsypia alkoholową biesiadę, postanowił więc go przepędzić. Jun zadrżał ze zgrozy, kiedy spojrzał w martwą, zakrwawioną twarz swego szefa. Samobójstwo 54-letniego prezesa Hyundai Group zaszokowało społeczeństwo Korei Południowej. Kursy akcji koncernu spadły. Publicyści wyrażają obawy, że tragiczny koniec prezesa Mong Huna może poważnie zaszkodzić kontaktom Seulu z komunistyczną Północą.
Czung Mong Hun przypuszczalnie zapłacił życiem za swoiście pojmowany patriotyzm, za wierne wypełnianie politycznego testamentu ojca, Czung Dżu Junga, za to, że zbytnio zaufał politykom. Dżu Jung pochodził z Asan w dzisiejszej Korei Pólnocnej. Stamtąd uciekł na Południe i założył mały warsztat naprawy samochodów. Podobno przeznaczył na ten cel pieniądze ze sprzedaży jedynej krowy. Warsztat rozrósł się w ogromny koncern Hyundai, najpotężniejszy w Korei. Ale Dżu Jang nie myślał tylko o mamonie. Miał nadzieję, że doprowadzi do zbliżenia dwóch zwaśnionych państw koreańskich, które wciąż pozostają w stanie wojny. Wbrew obyczajom za następcę uznał Czung Monga, najmłodszego ze swych pięciu synów, któremu najbardziej ufał. Ale bracia także zażądali udziału w schedzie. Na domiar złego w 1997 r. Koreę Południową ogarnął kryzys gospodarczy. Konieczne okazało się podzielenie ogromnej firmy. Bracia przejęli jej najbardziej dochodowe części – koncern samochodowy Hyundai Motors oraz Hyundai Heavy Industries – największego na świecie potentata w przemyśle stoczniowym. Najmłodszemu synowi pozostał „kadłub” najmniej dochodowych przedsiębiorstw. Czung Mong Hun miał też realizować testament polityczny ojca – poprzez kontakty gospodarcze doprowadzić do ocieplenia w stosunkach z komunistycznym reżimem z Północy. Prezes Hyundai Group, aczkolwiek niezwykle skryty i nieśmiały (współpracownicy nazywali go z tego powodu „wiejską narzeczoną”), działał energicznie. Zdołał aż trzykrotnie spotkać się z tajemniczym dyktatorem Korei Północnej – Kim Dzong Ilem. W sierpniu 2000 r. podarował mu nawet 500 sztuk bydła. Mong Hun podpisał z władzami w Phenianie kontrakty na budowę kompleksu przemysłowego koło północnokoreańskiego miasta Kaesong oraz na rozwój projektu turystycznego, w ramach którego Koreańczycy z Południa odbywali sentymentalne wycieczki morskie ku malowniczym górom Kumgang (Diamentowym) na północnokoreańskim wybrzeżu. Przedsięwzięcia te z ekonomicznego punktu widzenia nie przynosiły zysków, były jednak zgodne z polityką „słonecznego brzasku” prezydenta Korei Południowej, Kim De Dzunga, dążącego do dialogu i współpracy z Phenianem. W realizacji tej polityki prezes Hyundai Group pomagał z wielkim zapałem. Punktem kulminacyjnym „słonecznego brzasku” był koreańsko-koreański szczyt 15 czerwca 2000 r., kiedy prezydenci z Phenianu i Seulu podali sobie ręce. Za to osiągnięcie Kim De Dzung został uhonorowany pokojową Nagrodą Nobla. Odwilż na Półwyspie Koreańskim nie trwała długo. Komunistyczni władcy z Phenianu okazali się zbyt kapryśni, co więcej – na świecie zaczęły wiać inne wiatry. Prezydent USA, George Bush, zaliczył Koreę Północną do „osi zła”. W odpowiedzi Phenian wznowił swój program atomowy. Napięcie między KRLD a Stanami Zjednoczonymi ośmieliło proamerykańskich polityków południowokoreańskiej Wielkiej Partii Narodowej, którzy zaczęli badać okoliczności „historycznego” szczytu z czerwca 2000 r. Niezależna komisja dochodzeniowa doszła do wniosku, że dyktator Kim Dzong Il wziął udział w tym spotkaniu tylko dlatego, że został przekupiony 500 mln dol., przekazanymi przez koncern Hyundai. Z tego 400 mln pochodziło z funduszów własnych firmy, zaś 100 mln z państwowego Korea Development Bank, a więc, zdaniem prokuratury, ze środków rządowych. Ta ostatnia kwota została przetransferowana na Północ zaledwie na kilka dni przed szczytem. Sytuacja gospodarcza Korei Północnej jest rozpaczliwa, tysiące mieszkańców głoduje, nic dziwnego, że Phenian zażądał od Seulu potężnego zastrzyku gotówki – piszą komentatorzy.
Czung Mong Hun, który w czerwcu został trzykrotnie przesłuchany przez prokuratorów, przyznał, że pieniądze istotnie zostały przekazane, nie była to jednak korupcja, lecz zapłata za zgodę na gospodarcze kontrakty, dzięki którym Hyundai uzyskał w Korei Północnej w praktyce monopolistyczną pozycję. Obecny prezydent Korei Południowej, Roh Mu Hun, również zwolennik polityki „słonecznego brzasku”, w imię racji stanu zakazał prowadzenia dalszych dochodzeń w sprawie tego największego politycznego skandalu w dziejach kraju. Dla prezesa Mong Huna było już jednak za późno. Został formalnie oskarżony o fałszowanie księgowości w celu ukrycia transferu pieniędzy i o przekazanie wysokim urzędnikom rządowym 12,5 mln dol. łapówki, aby w zamian popierali ekonomiczne przedsięwzięcia Hyundaia w KRLD. Szefowi wielkiego, lecz podupadłego koncernu groziły trzy lata więzienia. Północnokoreańska agencja informacyjna KCNA sugeruje, że prezes Hyundaia nie popełnił samobójstwa lecz padł ofiarą politycznego mordu, uknutego przez konserwatywnych polityków opozycyjnej Wielkiej Partii Narodowej, ponieważ był rzecznikiem zbliżenia między obydwoma państwami koreańskimi. Wydaje się jednak, że magnat gospodarczy wolał śmierć zamiast hańby procesu. W pożegnalnych listach polecił, aby Hyundai kontynuował politykę ekonomicznej współpracy z Północą. Poprosił też, aby jego prochy zostały rozsypane nad Diamentową Górą.

 

Wydanie: 33/2003

Kategorie: Świat

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy