Prezesi zacierają ręce

Prezesi zacierają ręce

Banki podniosły klientom opłaty, a teraz wypłacają właścicielom miliardy

Choć w 2009 r. polska gospodarka bardzo zwolniła, to jednak są obszary, które i w tym trudnym czasie przeżywają okres prosperity. Na razie suchą stopą przez morze kryzysu przechodzą banki. Radzą sobie świetnie, żaden działający w Polsce bank nie zbankrutował, nie zawiesił wypłacania środków z lokat. Sektor bankowy wciąż jest bardzo zyskowny, a niektóre banki planują nawet wypłacenie dywidend za 2009 r.
Nie zrobiły tego rok wcześniej, mimo że wtedy kryzys przecież nie miał obecnych rozmiarów. Pamiętajmy jednak, że to nie banki wykazały się wówczas tą podziwu godną powściągliwością, lecz Komisja Nadzoru Finansowego.
Nadzór w ubiegłym roku generalnie zalecił zwiększanie kapitałów i zatrzymywanie zysków w bankach, w celu zwiększenia bezpieczeństwa działalności finansowej. Ta wymuszona na bankowcach przezorność przyniosła dobry efekt. Dziś KNF ocenia, że dla banków znajdujących się w dobrej kondycji wypłacanie dywidendy udziałowcom nie stanowi zagrożenia. Ogólny zakaz został więc zdjęty.

Pomożemy Ameryce i Włochom

Jako pierwsi po udział w zyskach sięgną akcjonariusze Citi Handlowego. Prezes Sławomir Sikora już zapowiedział wypłatę dywidendy. To z pewnością dobra wiadomość dla amerykańskich udziałowców. Właścicielem Citi Handlowego jest Citibank należący do Citigroup. Pod koniec 2007 r. grupa zanotowała wielkie straty, a w zeszłym roku otrzymała wsparcie rządu amerykańskiego, więc dodatkowe środki znad Wisły bardzo się przydadzą.
Na zasilenie portfeli mogą liczyć też Włosi, akcjonariusze mediolańskiego Unicredit, do którego należy Pekao SA. Tu zapowiedzi o wypłacie dywidendy jeszcze nie ma, lecz nieoficjalnie o tym się mówi. Niewykluczone też, że dywidendę wypłaci PKO BP, gdzie decydujący pakiet należy do państwa. W tym przypadku skorzysta jednak budżet, czyli pośrednio polskie społeczeństwo.

Puchną od pieniędzy

Po trzech kwartałach 2009 r. zysk netto banków wyniósł 7 mld zł. To wprawdzie prawie o połowę mniej niż rok wcześniej, ale i tak można pozazdrościć. Przypomnijmy, że po trzech kwartałach 2008 r. zysk banków wzrósł aż o 20% w porównaniu z tym samym okresem poprzedniego roku. 11% zysku na koniec trzeciego kwartału 2009 r. uznać więc trzeba za wynik znakomity. Wystarczy spojrzeć na całą gospodarkę Polski, której „zysk” – czyli wzrost produktu krajowego brutto – oscyluje wokół 1%.
Banki w naszym kraju rosną w siłę i żyją coraz dostatniej, puchnąc wręcz od pieniędzy. Ich fundusze własne na koniec września 2009 r. zwiększyły się aż o 15%, niemal do 90 mld zł. Poprawił się więc współczynnik wypłacalności, pokazujący, jak bezpieczne są banki i zgromadzone w nich środki – tu nastąpił wzrost z 11% do 13%, co znacznie przekracza średnią unijną. Porównajmy te rezultaty np. z telekomunikacją, inną wielką branżą usługową – tam po trzech kwartałach nastąpił spadek przychodów o 2%, choć Polacy nie przestali korzystać ani z banków, ani z telefonów.
Można się oczywiście zastanawiać, czy KNF nie postąpiła zbyt pochopnie, godząc się już w tym roku na wypłacanie dywidend, skoro jednak nastąpił spadek zysku banków. Niewykluczone, że wzmacnianie kapitałów bankowych byłoby pożądane jeszcze przez kilkanaście miesięcy. Dopiero za rok przekonamy się jednak, czy nadzór nie wykazał w tym przypadku nadmiernego liberalizmu. – Nasze banki osiągnęły wysokie wskaźniki bezpieczeństwa.
90 mld funduszy własnych to środki aż nadto wystarczające na pokrycie ryzyka kredytowego – uspokaja Krzysztof Pietraszkiewicz, prezes Związku Banków Polskich.
„Średniookresowe perspektywy rozwoju polskiego sektora bankowego nie budzą obaw. Dzięki rekordowemu wzrostowi bazy kapitałowej banków w tym roku zdecydowanie wzrosła stabilność sektora bankowego”, zapewnia raport Komisji Nadzoru Finansowego.

Cele jak cele, ale te metody

Znaczenie stabilności i bezpieczeństwa w sektorze bankowym jest nie do przecenienia. Cele są więc słuszne, ale metody – czasem bolesne dla klientów. Polskie firmy wciąż narzekają na utrudnienia w finansowaniu działalności, zmuszające niekiedy do ograniczenia aktywności gospodarczej. Pula kredytów przeznaczonych dla przedsiębiorstw jest zmniejszana, co stanowi zjawisko niemające precedensu w ostatnich latach. W ciągu trzech kwartałów tego roku banki o 2 mld zł obcięły kredyty dla firm.
Bankowcy tłumaczą, że muszą zachowywać szczególną ostrożność, bo kryzys spowodował spadek popytu na wiele wytwarzanych dóbr. Pogorszyła się więc kondycja przedsiębiorstw i wzrosło ryzyko, że nie zdołają one spłacić zaciąganych pożyczek. Nie można jednak nie zauważyć, że cięcia kredytowe powodują, że firmy ograniczają inwestycje, a to powoduje, że stają się mniej konkurencyjne i mają jeszcze większe kłopoty ze sprzedażą swoich produktów. Koło się więc zamyka.
Takich restrykcji jak wobec przedsiębiorstw banki nie stosują w przypadku osób fizycznych. Po trzech kwartałach całkowita suma kredytów dla gospodarstw domowych zwiększyła się aż o 36 mld zł! Tu banki mogą sobie pozwolić na pewne odkręcenie kurka z pieniędzmi. Hipoteki, weksle i zastawy powodują bowiem, że człowiek, który wziął kredyt, będzie płakał, ale płacił – bo wie, że inaczej bank zabierze wszystko jemu i jego rodzinie. Stąd też kredyty zagrożone nie stanowią żadnego problemu (dla banku). Ich udział zwiększył się nieznacznie, z 3,5 do 4,9%. – Portfel kredytowy nie jest zepsuty, a Polacy spłacają bardzo przyzwoicie – podkreśla prezes Krzysztof Pietraszkiewicz.

Klienci zawsze zapłacą

To, że banki w Polsce osiągają tak wysokie zyski, należy z jednej strony przypisać wycofywaniu się z kredytowania obszarów, w których istnieje niebezpieczeństwo niespłacania. Z drugiej zaś – temu, że podnoszone są opłaty i prowizje.
Często mylnie się uważa, że dla banków podstawę zyskownej działalności stanowi udzielanie kredytów. Tymczasem kredyty to ryzyko. Żadnego ryzyka nie ma zaś w prowadzeniu rachunków, dokonywaniu wypłat i przelewów, przysyłaniu wyciągów, wymienianiu walut, ubezpieczaniu kredytów. I właśnie z tych źródeł banki w naszym kraju czerpią coraz więcej środków.
Klienci oczywiście narzekają na nasilającą się bankową pazerność, ale nie mają wyjścia. Mogą najwyżej przenieść konto do innego banku, w którym będzie tak samo.
Od stycznia do września 2009 r. dochody z tytułu opłat i prowizji od produktów i czynności bankowych zwiększyły się o 900 mln zł. Przychody z tego tytułu sięgają prawie 16 mld zł. Koszty działalności bankowej wzrosły zaś tylko o 400 mln zł, co pokazuje, że banki umieją przerzucać koszty na klientów.
– W Polsce dokonuje się ponad 2 mld operacji bankowych rocznie. Skoro zaczęły się kurczyć dochody odsetkowe, to zrozumiałe, że banki zaczęły sobie to rekompensować wzrostem opłat i prowizji, zwłaszcza że przez ostatnie lata nie było tu podwyżek. I tak jednak koszt korzystania z usług bankowych jest w Polsce na jednym z najniższych poziomów wśród krajów unijnych. Więcej płacą nie tylko Czesi czy Węgrzy, ale i Rumuni oraz Bułgarzy – zapewnia prezes Związku Banków Polskich.
Najszybciej rosną prowizje od ubezpieczeń dołączanych do kredytów oraz kart kredytowych. Tu po trzech kwartałach 2009 r. przychody w niektórych bankach zwiększyły się nawet o ponad połowę. Coraz większe kwoty zapisywane w tych polisach i wymagane przez banki stanowią dodatkową gwarancję bezpieczeństwa.

Lepiej być bogatym

Bankowe dolce vita, jakie toczy się nad Wisłą, skłania do dość banalnego spostrzeżenia, że nie ma na tym świecie sprawiedliwości. Banki, a raczej bankowcy, są dość powszechnie oskarżani o to, że ich działania stanowiły katalizator obecnego kryzysu. W Polsce mamy niemal wyłącznie oddziały i filie banków zagranicznych. Realizowały one na naszym gruncie politykę swych central, również przyczyniając się do załamania tempa polskiego wzrostu gospodarczego, zwłaszcza poprzez odmawianie przedsiębiorstwom pieniędzy akurat wtedy, kiedy te najbardziej ich potrzebowały. A jednak nie spotkała ich za to żadna „kara”. Przeciwnie, są nagradzane kolejnym tłustym rokiem, w którym odnotowują wysokie zyski. A w dodatku, właściciele banków mogą część tych zysków otrzymać w postaci dywidendy.
Z drugiej strony, upadek banku to duży kłopot dla wszystkich, którzy powierzyli mu swoje pieniądze i rachunki. Oczywiste więc, że lepiej, gdy banki w Polsce są bogate, niż gdyby miały klepać biedę. Jeszcze lepiej byłoby zaś, gdyby źródeł tych zysków nie szukały z taką łatwością w kieszeniach swoich klientów.

Wydanie: 3/2010

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy