Prezydent kiepskiej zmiany

Prezydent kiepskiej zmiany

Z przypadku nic dobrego się nie stanie. A pierwszy rok prezydentury Andrzeja Dudy jest tego znakomitym przykładem. Wygrał, nie mając odpowiednich kwalifikacji nawet na o wiele niższe funkcje. Gdyby był bokserem i wygrał po jakiejś beznadziejnej szamotaninie, można by powiedzieć, że zwycięzców się nie sądzi. Ale prezydenta państwa można i trzeba oceniać. Jaki jest Andrzej Duda, każdy widzi. Choć wyniki badań nie są dla prezydenta tragiczne, to przy ocenie pierwszego roku najlepiej się odwołać do klasyka, czyli prezesa Kaczyńskiego. To on wymyślił tę kandydaturę i widząc, jak ogromną przewagę nad rywalami miał wówczas prezydent Komorowski, mówił często współpracownikom: „Byle wstydu z wyniku nie było”. I nie było. Jak z panią Ogórek. Kandydat PiS wycisnął z kampanii wyborczej więcej niż wszyscy pozostali razem wzięci. Ale też trzeba tu docenić całą machinę okołopisowskich instytucji, które zapracowały na ten sukces. Bo prezydent tak bardzo związany z partią to ozdoba kolekcji. Ładnie wygląda, dobrze się ubiera i nie tylko akceptuje wszystko, co partia postanowi, ale również często wychodzi przed szereg i rozjeżdża przeciwników partii, aż wióry lecą.

Mimo to, tak na wszelki wypadek, prezes PiS prezydenta nie rozpieszcza, a bywa, że traktuje go obcesowo i pogardliwie. Na co prezydent nie reaguje, bo – jak mówią ludzie lepiej go znający – nie ma charakteru na tyle silnego, by się przeciwstawić politykowi tak despotycznemu jak Kaczyński.

Miał być Duda politykiem zmiany, ale nie na taką zmianę większość Polaków liczyła. Co zostało z obietnic, jakie składał przed wyborami? Zarzucał prezydentowi Komorowskiemu, że nie jest wystarczająco dobrym strażnikiem konstytucji. Ale właśnie w jego zachowaniu trudno znaleźć choć cień poszanowania dla Trybunału Konstytucyjnego. Jak na doktora prawa to zachowanie kuriozalne. Mimo sprzeciwu 90% co znaczniejszych prawników prezydent Duda trzyma tu stronę PiS. Ale gdy partia z tego błędu się wycofa, sam wypije nawarzone piwo. Bije mu dzwon, bo na spełnienie jego obietnic daremnie czekają związkowcy, emeryci i frankowicze. Duda nie ma w kancelarii silnego zaplecza, bo otoczony jest przez ludzi, których narzuciła mu partia, i dość mizernie wyposażonych w talenty kolegów z Krakowa. Czas mija, a on od dnia wyboru nawet symbolicznie nie próbował być prezydentem wszystkich Polaków.

Wydanie: 22/2016

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy