Moje smutne miasto

Pierwszy prezes PiS i premier IV RP, Jarosław Kaczyński, na otarcie łez dał Kazimierzowi Marcinkiewiczowi zrzuconemu z fotela premiera na stołek komisarza stolicy płytkę CD z nagraniami piosenkarza Niemena. „Mniemena”, jak rzekł premier Jarosław, odkrywca „ziemi wolskiej”. Dał, aby miasto pod rządami Marcinkiewicza rosło w siłę i nowoczesność. Bo Niemen przecież śpiewał „Sen o Warszawie”.
Ale znany powszechnie artysta wykonywał inne utwory słowno-melodyczne. Nie tylko „Płonącą stodołę” odzwierciedlającą aktualną koalicję ludowo-narodową, lecz także „Com uczynił?”. Utwór z tytułem znakomicie odzwierciedlającym egzystencjalne i polityczne rozterki aktualnego prezydenta RP, Lecha Aleksandra, rozliczającego się ze swojej prezydencji w Warszawie.
Miasto pod rządami prezydenta Kaczyńskiego zamroziło inwestycje. Nie zbudowano żadnego mostu, obwodnicy, nie wprowadzono szybkiego tramwaju. Szybka Kolej Miejska okazała się zaś przedwyborczym kosztownym fajerwerkiem. O tym wszyscy już chyba wiedzą. Jednak nie tylko takie straty poniosła Warszawa w ciągu ostatnich lat rządów ekipy PiS.
Miastem stołecznym, aspirującym do bycia metropolią Europy Środkowo-Wschodniej, powinni rządzić ludzie z poczuciem humoru, przyjaźni mieszkańcom. Traktujący miasto nie jak teren bojów z prawdziwą lub wydumaną korupcją, lecz jak miejsce pracy i odpoczynku. Rozrywki. PiS-owska ekipa robiła wszystko, aby warszawiakom rozrywkę obrzydzić. Zlikwidowano popularny klub Le Madame, będący ponoć miejscem zgorszenia i rozpasania. W efekcie lokal stoi pusty, bo wyśrubowano czynsze i normy etyczne dla ewentualnych przyszłych najemców. Z miasta znikają kolejne kina: Skarpa, Relax, ustępując miejsca apartamentowcom. Gospodarze miasta preferują olbrzymie multipleksy. Bez nastroju, za to z coca-colą i popcornem. Śmierć grozi kinu studyjnemu Iluzjon. Bo też ma atrakcyjną lokalizację. Jeszcze trochę, a z Warszawy znikną nastrojowe kina, bo multipleksy lepiej się opłacają. Czy wielkie sale, coca-cola i popcorn to ta polska kultura, o którą tak ponoć zabiega obecna koalicja ludowo-narodowa?
Z miasta znikają inne ciekawe miejsca. Biorąc z innej beczki, warto przypomnieć kultowy „Szlak Orlich Gniazd”. Ciąg nastrojowych piwiarni położonych wzdłuż Wisłostrady. Albatros, Mewa, Rybitwa były nie tylko pijalniami piwa. To miejsce spotkań studentów warszawskich uczelni, artystów, intelektualistów. To nie były meliny, gromadzące meneli, jak obecni władcy sądzą. Zresztą likwidując kultowe, ale obciążone PRL-em lokale, nowi włodarze nie proponują nic innego. Kraków ma Stary Rynek i okolice, Wrocław – Rynek Starego Miasta i plac Solny, a Warszawa? Nie ma miejsca, gdzie można pobawić się tanio i przyjemnie. Knajpy są drogie, bo miasto winduje czynsze. Parę lat temu próbowano zagospodarować pubami lewy brzeg Wisły. Skończyło się bałaganem, przekrętami i likwidacją ciekawego eksperymentu.
Z miasta wiele znika, zwłaszcza to, co się PiS-owskim włodarzom z PRL-em kojarzy. Zabytkowy już plac Konstytucji i otaczający go MDM nie mogą się doczekać renowacji. A przecież Berlin, już w pełni zachodni, zrobił ze swojego socrealizmu wielką atrakcję turystyczną.
Z odpicowanego Nowego Światu znikają też kolejne kultowe sklepy. Teraz chcą wyeksmitować Egzotykę – sklep zoologiczny, na którym wychowały się pokolenia warszawiaków. Minizoo w centrum miasta. Ale prawicowe władze wolą kolejny salon z drogimi ciuchami niż kulturalną placówkę.
„Mam, tak samo jak ty, miasto moje, a w nim…”, śpiewał Niemen artysta, jak wielu nieurodzonych w Warszawie. Po rządach PiS coraz mniej jest tego naszego miasta w Warszawie.

Wydanie: 30/2006

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy