Prymus to nie cyborg

Prymus to nie cyborg

Ze wszystkiego można nas zagiąć – mówią finaliści konkursu Primus Inter Pares

Zwycięzca konkursu Primus Inter Pares, organizowanego przez Zrzeszenie Studentów Polskich, skończył Akademię Medyczną w Gdańsku. Teraz studiuje jednocześnie integrację europejską na Uniwersytecie Warmińsko-Mazurskim i edukację teatralną w Studium Animatorów Kultury w Gdańsku. Średnia ocen od 4,80 do 5,88, a lista jego projektów naukowych i prac badawczych długością przypomina serialowy tasiemiec. – Ale cyborgiem nie jestem, ze wszystkiego można mnie zagiąć – tłumaczy się Bartosz Karaszewski. – Ten tytuł, poza ładnym samochodem i ofertami pracy, dał mi potwierdzenie, że w życiu dokonałem już kilku dobrych wyborów. Czyli wiem, że mam dobry pomysł na siebie.
Gdy jest na zagranicznym stypendium i czas ma ograniczony, pracuje od rana do nocy. Z krótką przerwa na posiłki. Ale z ostatniego wyjazdu wrócił jakieś trzy miesiące temu i na razie ten czas poświęcił prawie w całości rodzinie. – W takim życiu – ciągle nauka i badania – potrzebny jest jakiś wentyl bezpieczeństwa. Żeby nie stracić zapału do pracy i mieć ciągle nowe pokłady energii – mówi. – Kiedyś, jeszcze w liceum i na początku studiów, uprawiałem wioślarstwo. Nawet startowałem w mistrzostwach Polski i zdobyłem brązowy medal. Teraz profesjonalnie już nie trenuję, ale ciągle w ten sposób odreagowuję po zbyt intensywnym kontakcie z rzeczywistością.
Finalistka konkursu, Jowanka Jakubek, studiuje jednocześnie nauki polityczne i prawo na Uniwersytecie Warszawskim. – I wcale nie mam wrażenia, że ciągle się uczę. Ludzie dziwią się, gdy im opowiadam, że prowadzę bujne życie towarzyskie. Mój świat to coś znacznie więcej niż biurko z książkami. Czas jest jak plastelina. Można go dowolnie kształtować. I im więcej mamy zajęć, tym więcej tak naprawdę mamy czasu dla siebie. Po prostu lepiej potrafimy się zorganizować – mówi i przekonuje, że do egzaminu uczy się na dwa, trzy dni przed terminem. Jak wielu zdolnym ludziom jej też marzy się kariera naukowa. Czeka właśnie na rozpatrzenie wniosku o przyjęcie na studia doktoranckie na naukach politycznych. Na razie nie przeraża jej biedne życie młodego naukowca: – Nauka to moja pasja, przebijanie się przez biurokrację bywa straszne, ale trzeba z tym żyć. Mnie nikt pieniążków z nieba nie zsyła. Cały czas martwię się, jak będę zarabiała na swoje utrzymanie. To chyba bolączka wszystkich młodych naukowców.
– Każdy student musi ciągle myśleć o tym, jak się utrzymać. Już projektowałam ogrody i wnętrza, malowałam obrazki, tłumaczyłam teksty. Nie ma rzeczy, której bym się bała – dodaje inna finalistka konkursu, Paulina Borysewicz z Trójmiasta. Jest dyplomowanym architektem, poza tym studiuje w Akademii Sztuk Pięknych w Gdańsku i na Politechnice Gdańskiej. Teraz kończy drugie studia, pisze doktorat i na pewno nie ma poczucia zmarnowanych lat.
Mikołaj Słabicki, finalista konkursu z Łodzi, studiował biotechnologię na tamtejszej politechnice. Ma już jasny plan na najbliższe trzy i pół roku. Zaczyna właśnie studia doktoranckie na uniwersytecie w Dreźnie. Będzie badał geny związane z procesem rakotwórczym. – Mam takie ciche marzenie – odkryć skuteczny lek na raka. Poza tym? Uwielbiam żeglarstwo, chciałbym opłynąć przylądek Horn – planuje. – Może w przyszłości będę pracował gdzieś w Europie. Mam nadzieję, że nie tam, gdzie mnie zechcą, ale tam, gdzie to ja będę chciał.
– Gdzie mnie rzuci los, to nie ma znaczenia – przekonuje z kolei Jowanka Jakubek. – Świetnie się czuję w Warszawie i w Londynie. Jestem w tym samym stopniu Polką, co Europejką.
A najlepszemu wśród równych marzy się praca lekarza. Optymalnie byłoby tak: etat w Polsce i dużo stypendiów za granicą. – I chciałbym znaleźć w końcu trochę czasu na czytanie – dorzuca.

Wydanie: 42/2004

Kategorie: Kraj

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy