Prywatyzacja przez upadłość

Prywatyzacja przez upadłość

Jeśli Poczta Polska upadnie, pożywi się nią wiele sępów

Odnotowuję od pewnego czasu niepokojące doniesienia o sytuacji Poczty Polskiej – o utraconych kontraktach, malejących przychodach, planowanych zwolnieniach pracowników. Wygląda na to, że jesteśmy bezsilnymi świadkami początku cichego procesu prywatyzacji przez upadłość bardzo ważnego elementu państwa polskiego. Oto poddana konieczności (?) zgłaszania się do przetargów na świadczenie usług Poczta Polska traci klientów i dochody, redukuje zatrudnienie. Jak mawiał w skeczu pewien popularny aktor: „Jak to dłużej potrwa, to długo to nie potrwa”. Instytucje finansowane przez budżet państwa rezygnują z kontraktów z Pocztą Polską, ważnym ogniwem sektora publicznego, i kierują pieniądze do sektora prywatnego. Nie można tego nazwać inaczej niż mającym cechy samobójcze podcinaniem gałęzi, na której się siedzi.
Poczta Polska jest przedsiębiorstwem o rozmiarach państwowych, posiadającym ogromny majątek z licznymi nieruchomościami, na jego stworzenie, rozwój i utrzymanie pracowało całe społeczeństwo prawie 100 lat, a może i dłużej. Jeśli upadnie, pożywi się nim wiele sępów. Rozwój wydarzeń, przy obserwowanej bezmyślnej bierności naszych władz, może do tego doprowadzić. Ani ja, ani nikt z mojej rodziny w Poczcie Polskiej nie pracuje, nie to jest więc powodem mojego zaniepokojenia; jest nim troska o kurczący się w Polsce sektor publiczny.

Publiczny znaczy stabilny

Jednym ze skutków kryzysu, który wybuchł na świecie w 2008 r., jest dramatyczny wzrost bezrobocia, dający się szczególnie mocno we znaki młodej generacji (Grecja, Portugalia, Hiszpania). Także w naszym kraju bezrobocie jest od wielu lat poważnym problemem. Emigracja zarobkowa prawie 2,5 mln młodych ludzi zmniejszyła jego skalę, jednak nadal jest ono wysokie. W dodatku towarzyszy mu proces psucia prawa pracy. Coraz mniejsza liczba ludzi ma stałe zatrudnienie. Pojawiły się umowy śmieciowe, na krótki okres, bez pełni uprawnień pracowniczych, ubezpieczenia, składek emerytalnych. Wielu pracodawców i niektóre media usiłują nam wmówić, że jest to stan normalny, że dzięki temu, że nie wiemy, czy i gdzie będziemy pracowali w przyszłym miesiącu, gospodarka jest wydajniejsza i bardziej konkurencyjna. Okazuje się teraz, że siłą naszej gospodarki są niskie zarobki!
Odnotujmy dalej, że wiele krajów lepiej zniosło sam kryzys i jego skutki. W tej grupie znalazły się kraje skandynawskie, a także niektóre kontynentalne kraje Unii Europejskiej, wśród nich Niemcy. Przyczyn takiego stanu rzeczy jest wiele, ale jedną z nich jest niewątpliwie silny sektor publiczny. Społeczeństwa tych krajów wyłączyły wiele obszarów spod działania mechanizmów rynkowych. Niezgodnie z popularnym u nas poglądem, że „im mniej państwa, tym lepiej” nadzór nad nimi powierzono państwu, w części także samorządom. W Niemczech państwo jest właścicielem bądź współwłaścicielem systemu transportu kolejowego (Deutsche Bahn) i drogowego, narodowych linii lotniczych (Lufthansa), systemu telekomunikacji (Deutsche Telekom), systemu energetycznego, poczty (Deutsche Post). W krajach skandynawskich sektor publiczny tworzy ok. 50% wszystkich miejsc pracy. Jego istnienie stabilizuje rynek pracy, czyni go mniej wrażliwym na wahania koniunktury. Tym samym stabilizuje warunki życia społeczeństwa.
Najważniejszym składnikiem sektora publicznego jest system edukacyjny, od przedszkola po studia doktoranckie, bardzo kosztowny, ale bezpłatny, doskonale wyposażony, z jednakowym dostępem dla wszystkich, niezależnie od zawartości portfela rodziców. Kolejnym ważnym składnikiem sektora publicznego są systemy ochrony zdrowia. W miastach do sektora publicznego należą transport naziemny i podziemny, drogi, wodociągi, sieci energetyczne, kanalizacja i oczyszczalnie ścieków. Nie muszą wytwarzać zysku, ale powinny być nowoczesne i dobrze zarządzane. Wpaja się nam pogląd, że sektor publiczny jest źródłem strat i marnotrawstwa, a jeśli przedsiębiorstwem zarządza prywatny właściciel, firma kwitnie. Pogląd ten nie jest słuszny, wystarczy zauważyć, że co roku na całym świecie wielka liczba firm prywatnych bankrutuje (zresztą z różnych powodów), duże zaś, dynamicznie rozwijające się korporacje zarządzane są przez menedżerów, a nie przez właścicieli.

Państwo ucieka od odpowiedzialności

Obserwowana w Polsce tendencja do kurczenia się sektora publicznego z powodu pełzającej prywatyzacji ma kilka źródeł. Z jednej strony jesteśmy zapatrzeni we wzory ze Stanów Zjednoczonych, w których prawie wszystko jest prywatne, a w ostatnich latach sprywatyzowano nawet część więzień i podnoszą się głosy za prywatyzacją armii, choćby częściową, co już się zresztą stało w trakcie drugiej wojny w Iraku. Druga przyczyna to – uświadomiona lub nieświadoma – chęć naszej władzy zrzucenia z siebie odpowiedzialności za szkolnictwo, służbę zdrowia, transport. Jeśli nie można tego zrobić całkowicie, to choćby częściowo, przenosząc odpowiedzialność na samorząd. Trzecia przyczyna to nacisk sektora prywatnego na wyrywanie co bardziej smakowitych składników sektora publicznego. Tylko nieliczne głosy, rzadko i cicho podnoszą problem, że z roku na rok odpowiedzialność państwa maleje, a bardzo wielu obywateli traci jedynego obrońcę. Politycy zajęci walką o władzę i swoją przyszłość nie dostrzegają tego procesu, w programach partii nie ma o tym mowy, a model naszego państwa ewoluuje w stronę kiepskiej kopii modelu amerykańskiego – bez jego sprawności i niewątpliwych zalet, a z wszystkimi fatalnymi skutkami.
A lewica? Czy dostrzega problem, czy żąda zmian, gwarancji dla PKP, Poczty Polskiej, uniwersytetów? Nie słyszę, by ktoś powiedział, że tak. Powtórzę więc na koniec: tylko sektor publiczny może dać nam gwarancję dobrej szkoły, szpitala, metra, wody w kranie; oczywiście, jeśli się do tego dołożymy. Jednocześnie dla połowy z nas będzie miejsce stabilnej pracy, awansu, realizacji życiowych celów i ambicji. Może dać nam przeświadczenie o użyteczności naszej pracy. Oddajmy co rynkowe rynkowi, ale zostawmy sobie, czyli społeczeństwu znaczącą część. To nie my jesteśmy dla państwa, to państwo jest dla nas.

Autor jest emerytowanym profesorem Politechniki Warszawskiej

Wydanie: 9/2015

Kategorie: Opinie

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy