Przejechali Amerykanie przez Polskę

Przejechali Amerykanie przez Polskę

To nie było budujące widowisko. Prężący muskuły Amerykanie przejechali przez Polskę po ćwiczeniach w Estonii. Jechali nie pierwszy raz, ale po raz pierwszy w tak medialnie wyreżyserowany sposób. Mnóstwo kamer i relacje na gorąco miały napędzić tłumy. I zainteresowanie oczywiście było. Ale głównie wśród dzieciarni i tych, którzy tak kochają wojsko, że śpią z plecakiem pod głową. Organizując ten spektakl, władze państwowe chciały nam coś pokazać. Ale co? Siłę tkwiącą w amerykańskich opancerzonych wozach bojowych? Solidarność USA z Polską w obliczu zwiększającej się histerii wojennej napędzanej przez dwie główne partie z braku lepszego pomysłu na wygranie wyborów? Nadzieja, że taki pokaz może podnieść morale narodu i zjednoczyć go z rządzącymi, jest starą jak świat metodą stosowaną przez propagandystów. A straszenie zagrożeniem zewnętrznym jest zwykle silnym spoiwem wokół władzy. Czy jednak Polacy masowo uwierzą w zbawienną moc pomocy amerykańskiej w razie konfliktu wojennego, to inna sprawa. Po doświadczeniach skutków popieranej przez Polskę interwencji USA w Iraku i Afganistanie? Po wcześniejszej brudnej wojnie USA w Wietnamie? Po tym, co się stało w Syrii i Libii? Jakie były skutki tych wojen? Ilu ludzi zginęło? Jak długo i za jaką cenę trzeba będzie doprowadzać te kraje do stanu sprzed interwencji? A tortury stosowane w Starych Kiejkutach, gdy najwyższe władze naszego państwa zostały oszukane i potraktowane tak, jak zwykle kolonizatorzy traktowali plemiona tubylcze?

Może tym bardziej warto pomyśleć? I bardziej stanowczo zareagować na chore marzenia rodzimych oszołomów, którym po głowie chodzi jakaś lokalna wojenka?

Bo obserwowane od kilkunastu miesięcy ciągłe dosypywanie żaru i budowanie nastroju zagrożenia wojną z pewnością nie jest mądre ani odpowiedzialne. A jeśli na dodatek robią to politycy z kraju tak tragicznie i tak boleśnie doświadczonego przez wojny, jest to pokaz głupoty w najczystszej postaci.

Wydanie: 14/2015

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy