Jak to na wojence ładnie

Pojechałem na dwa tygodnie do kraju ogarniętego wojną, bo chciałem się poczuć jak Max Kolonko. Nadać do „Przeglądu” kilka dramatycznych korespondencji o zbiorowej histerii, o wykupywaniu coca-coli i mąki kukurydzianej na zapas oraz o czołgach na każdym rogu ulicy. Niestety, nic takiego mnie nie spotkało: cisza, spokój, w sklepach żadnego tłoku, na ulicach ani śladu przerażenia. Ale kiedy wylatywałem, to we wszystkich naszych gazetach pisano prawie wyłącznie o tym. – Cholera – zakląłem pod nosem – może na świecie są jeszcze jakieś inne USA, które powstały przez klonowanie?! A ponieważ nikt mi tam na miejscu nie chciał zdradzić owej tajemnicy, zapakowałem się do samolotu i powróciłem do kraju ogarniętego pokojem.
Pierwsze, co postanowiłem, to to, że następnego dnia odwiedzę wicepremiera Kalinowskiego, żeby mu opowiedzieć, jak sobie radzą z biopaliwami w Stanach Zjednoczonych, ponieważ z braku widocznych działań militarnych postanowiłem dla odmiany zostać naszym szpiegiem przemysłowym.
– Idę jutro do wicepremiera Kalinowskiego – oznajmiłem w domu.
– Nie ma wicepremiera Kalinowskiego – ostrzegł mnie syn.
– To w takim razie odwiedzę ministra ochrony środowiska, żeby mu opowiedzieć, jak w Ameryce radzą sobie ze środowiskiem nadnaturalnie naturalnym.
– Nie ma ministra – szepnęła babcia.
– To w takim razie pójdę do kogoś innego z PSL w rządzie.
– Nie ma PSL – mruknął wujek.
– To w takim razie pogadam z kimś z koalicji.
– Nie ma koalicji – dobiła mnie małżonka.
– A o czym chciałbyś z nimi rozmawiać? – wtrącił się dziadek.
– Między innymi o winietach.
– Winiet też nie ma
– A co z biopaliwami?
– W ramach rewanżu też nie będzie – wtrąciła się zmotoryzowana ciotka.
Postanowiłem to wszystko przemyśleć. Zamknąłem się w pokoju i żeby szybciej zasnąć, włączyłem telewizor. Na ekranie Giertych tradycyjnie walczył z Unią Europejską, Lepper tradycyjnie trzymał w rękach brony, Kaliniowski tradycyjnie czuł się zwycięski i zlekceważony, a premier Miller tradycyjnie nie wiedział, czy należy do grupy osób, które sprawują władzę.
Wtedy przez oczyma stanęły mi dwa tygodnie pobytu na wojnie w USA. Boże, jaka tam cisza i spokój.

Wydanie: 11/2003

Kategorie: Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy