Śmierć rusofila

Śmierć rusofila

Przyjęło się w Polsce osobliwe równanie: jeżeli rozumiesz racje ukraińskie, to automatycznie odrzucasz racje rosyjskie, jeżeli zaś wobec racji ukraińskich masz choć cień wątpliwości, popierasz automatycznie Rosję. Co do mnie, starałem się rozumieć racje obu stron, byłem rusofilem i ukrainofilem równocześnie. Zawsze brzmiała mi w uszach przestroga Stanisława Stommy, by Polska nie angażowała się w konflikty rosyjsko-ukraińskie, by nie próbowała ich dla siebie rozgrywać. No i uznawałem, że dobre stosunki ze wszystkimi sąsiadami to elementarny wymóg racji stanu.

Po roku 1989 nie istniał między Moskwą a Warszawą konflikt interesów. Ta okoliczność była wartością – na tyle nową i cenną, że nawet gdy w 2008 r. Rosja oderwała od Gruzji Abchazję i Osetię Południową oraz gdy w roku 2014 oderwała od Ukrainy Krym, starałem się – w miarę możliwości – oddziaływać łagodząco na antyrosyjskie nastroje. Ale nie byłem ślepy i o zajęciu Krymu mówiłem, jak wszyscy: Anschluss. Cokolwiek jednak można było rzec o ówczesnej polityce Rosji, była ona jakąś formą brutalnej reakcji – czy to na awanturniczą politykę prezydenta Gruzji Micheila Saakaszwilego, czy na kontrowersyjne odsunięcie od władzy prezydenta Ukrainy Wiktora Janukowycza. Oczywiście źródłem mego rusofilstwa był także typowo polski lęk: uważałem, że Rosji nie należy drażnić. A o jej dobrych stronach, zwłaszcza o zwróceniu nam wolności, trzeba jednak pamiętać. Dodatkową przyczyną takiej postawy była, w Polsce kompletnie nieobecna, perspektywa globalna: wobec rysującej się rozgrywki Zachodu z Chinami Rosja byłaby naszym naturalnym sojusznikiem.

Nic z tego myślenia nie zostało – 21 lutego umarł we mnie rusofil. Bo i sytuacja jest inna. Rosja wprawdzie oskarża Ukrainę o ostrzał artyleryjski, ale dowodów na to brak, co znaczy, że do rozpoczęcia działań politycznych i militarnych nie było nie tylko powodu, lecz i pretekstu. A nawet przeciwnie: to wojska Rosji okrążały od miesięcy Ukrainę, to Rosja eskalowała wojnę nerwów. A zatem pozostaje nagi fakt: uznanie przez Moskwę „republik ludowych”, Donieckiej i Ługańskiej, za państwa niepodległe. Czyli Rosja uznała twory quasi-państwowe, leżące na terytorium Ukrainy, ale niepodporządkowane władzy w Kijowie. A więc dokonała drugiego już – po aneksji Krymu – rozbioru Ukrainy. Po raz drugi również zdeptała własne zobowiązania: w grudniu 1994 r. zagwarantowała Ukrainie (za wyrzeczenie się broni jądrowej) suwerenność i terytorialną integralność, a w marcu 2014 r. dokonała aneksji Krymu. Teraz – też drugi raz, po Krymie – wysłała do Ukrainy wojska. I ustami ministra Siergieja Ławrowa odmówiła jej suwerenności. O ileż poczciwsza była doktryna Breżniewa!

Obie „republiki ludowe” zajmują tylko części obwodów donieckiego i ługańskiego, ale czują się reprezentantami całości. Rosja jest powściągliwa, jednak – wobec wkroczenia jej wojsk – prawdziwy zasięg „republik” poznamy dopiero z czasem. Oba twory są jednak na tyle zależne od Moskwy, że wszelkie rozbieżności to zapewne tylko taktyczny podział ról. Ale ważniejsze jest co innego: formułowane pod adresem Ukrainy żądania ustępstw terytorialnych, rozbrojenia, rezygnacji z polityki zagranicznej. Są to w istocie żądania porzucenia niepodległości. Rosja więc przyznaje: uznanie obu „republik” to tylko wstęp do opanowania całej Ukrainy, do uczynienia z niej państwa wasalnego.

Czy to się uda – to sprawa inna. Na razie ważne, że taki zamiar istnieje i że został otwarcie sformułowany. Oraz że prezydent Władimir Putin rozpływa się nad szczęśliwą przez wieki ruską jednością, a powstanie odrębnej państwowości ukraińskiej uznaje za ideę bolszewicką. Nieźle pomyślane. Tyle że tradycje ukraińskiej państwowości sięgają średniowiecza, co z tego, że bez nazwy „Ukraina” (nazwy „Rosja” też wtedy nie było). Potem, w XVII i XVIII w., surogatem ukraińskiej państwowości był kozacki Hetmanat. W XX w. – jeszcze przed bolszewikami – powstały Ukraińska Republika Ludowa i Zachodnioukraińska Republika Ludowa. Państwowość bolszewicka była realistyczną reakcją na wszystkie te tradycje – w sumie przecież starsze, choć wątlejsze, od moskiewskich. Lecz warto równocześnie pamiętać o straszliwych represjach, jakimi każdorazowo, od czasu Iwana Mazepy, miażdżyła Rosja ukraińskie próby niepodległościowe. Akurat bolszewicy pobili tu wszystkie rekordy.

Rusofil umarł. Od 21 lutego Rosja jest państwem rewanżystowskim. Stanowi zagrożenie dla wszystkich.

23 lutego 2022 r.

a.romanowski@tygodnikprzeglad.pl

Wydanie: 10/2022

Kategorie: Andrzej Romanowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy