Przepraszam, zdenerwowałem się

Przepraszam, zdenerwowałem się

Idę sobie ulicą, aż tu patrzę, plakat: „Olimpiada Zimowa w Soczi – za czy przeciw?”. Dyskusja właśnie trwa. Wchodzę. Zwolennicy bojkotu przemawiają z wielką pewnością siebie, bez żadnego „tak, ale”; w Rosji nie ma demokracji, Putin dyktatorem, rosyjskie imperium odradza się i zbroi, olimpiadę należy zbojkotować. Przeciwnicy bojkotu mówią nie na temat, bo o sporcie. Zajmuję stanowisko koncyliacyjne. Niech każdy postąpi zgodnie z własnym sumieniem; zwolennicy bojkotu niech olimpiadę zbojkotują. Putina głowa rozboli.
Czarny PR przeciw olimpiadzie w Soczi sączy się z coraz liczniejszych mediów i wygląda na to, że będzie uporczywszy niż parę lat temu przeciw olimpiadzie w Pekinie. Władze samorządowe Małopolski nakazały wtedy wywiesić flagi tybetańskie na budynkach publicznych, co powinno było ucieszyć Dalajlamę. Bojkotu wówczas żądali Bronisław Komorowski, Borusewicz, Frasyniuk, Wujec i nie tylko oni. Senator Romaszewski nazwał olimpiadę w Chinach „totalitarną hecą”, sportowca, który był przeciw bojkotowi, pouczał, że „ja siedziałem za prawa człowieka”, a pan nie siedział i nie walczył. Istnieją gotowe wzorce, jak przemawiać przeciw niesłusznej olimpiadzie, ale doda się też coś świeżego. Słyszę w popularnej rozgłośni radiowej, że duże nadzieje pokłada się w kaukaskich terrorystach i jednocześnie smętnie się konstatuje, że pozostawiono im tylko minimalny margines działania.

Kto wyciągnął najwięcej korzyści z kijowskiego Majdanu – pomarańczowej rewolucji bis? Z pewnością nie Unia Europejska, bo dla niej była to tylko nagroda pocieszenia po doznanym w Wilnie zawodzie. Czy zyskali coś Amerykanie, to się dopiero okaże. Senator McCain pokazuje się wszędzie, gdzie ma zwyciężyć demokracja – w Libii, Egipcie, był nawet w Syrii. Gdybym był Ukraińcem, po jego obecności na Majdanie wiele bym sobie nie obiecywał. Ten bojowy człowiek od jakiegoś czasu jest zwiastunem złego zakończenia.
Prawdziwą korzyść z Majdanu odniósł Ołeh Tiahnybok i jego neobanderowska partia Swoboda. Kto o nim słyszał trzy tygodnie temu? Wysunął się przed dwumetrowego Kliczkę i równie mało charyzmatycznego Jaceniuka. Nostalgicy UPA i ukraińskiego faszyzmu byli najbardziej czynni, wykazywali najwięcej inicjatywy w budowie barykad i zajmowaniu budynków publicznych, najbardziej też antyrosyjscy, z czego pochodzi, że relatywnie najwięcej zyskali sympatii w oczach polskich polityków i dziennikarzy. W nieprzewidywalnej Ukrainie jedno można przewidzieć, że mianowicie Swoboda będzie największą siłą wśród partii opozycyjnych, chyba że już jest. Ja się będę śmiał, gdy rządząca w Kijowie Swoboda zasiądzie do stołu negocjacyjnego z trzecim pokoleniem „Solidarności” w sprawie przyłączenia do Ukrainy województwa podkarpackiego, czego już się bynajmniej nie po cichu domaga.
Do opisu rewolucji zimowej w Kijowie polskie media wymyśliły orwellowską nowomowę. Manifestacja pozostaje pokojowa, gdy zajmuje gmachy publiczne i wznosi barykady. Policja, która próbuje rozebrać barykady, stosuje przemoc. Rosja stara się przyciągnąć Ukrainę do swojej unii celnej – źle. Moskwa na to, co się dzieje na Majdanie, nie reaguje, jakby to ją nic nie obchodziło – też źle, bo to znaczy, że lekceważy Ukrainę. Może przez 10 minut oglądałem na przemian TVN 24 i Polsat. I tu, i tam słyszałem to samo zdanie: „Rosja grozi udzieleniem pożyczki Ukrainie”. Nie kusi, lecz grozi! A gdy już tej pożyczki udzieliła, gazety i telewizje głoszą: „Rosja kupuje Ukrainę za miliardy”. Jeżeli Ukraina jest do sprzedania, to dlaczego Unia nie chciała jej kupić za taką sumę, jaką Rosja prawdopodobnie bezpowrotnie straciła? Majdan byłby szczęśliwy i Polska byłaby szczęśliwa. Jak każdy widzi, Unia na razie Ukrainy aż tak bardzo nie potrzebuje. Poczekamy na lepszą okazję, niech potanieje.
Polski rząd jasno, wyraźnie i ze szczególnym zaakcentowaniem stanął po stronie tłumów zbuntowanych przeciw legalnej władzy. Użyteczna będzie dla prezydenta Janukowycza i jego następców wiedza, jak szanują w Warszawie legalność władz Ukrainy. Według polskich wyobrażeń legitymizm w Kijowie przechodzi na te ugrupowania, które są antyrosyjskie i prozachodnie. Nieważne, jak one się mają w stosunku do demokratycznego legitymizmu. Nie wiem, co o tym myśleć, bo gdy w wolnych, demokratycznych wyborach zwycięży partia neobanderowska, na co się zanosi, moja kancelaria zajmie w stosunku do niej takie stanowisko, jakie Tusk i Komorowski zajęli wobec Janukowycza i zbuntowanego Majdanu. Pytanie otwarte, czy pod władzą Tiahnyboka będą możliwe jakieś Majdany.

Dla młodzieży i inteligencji ukraińskiej demonstracje kijowskie były czymś, co można nazwać rewolucją statusową, walką o prestiż, więc o cele trudne do zdefiniowania. W uproszczeniu można to przedstawić następująco: według mapy Ukraina należy do Europy, my, Ukraińcy, we własnym przekonaniu jesteśmy Europejczykami, czytamy takie same książki jak Niemcy czy Anglicy, mamy takie same elektryczne gitary i śpiewamy takie same melodie. (Gdy byłem w Kijowie w końcówce lat radzieckich, młodzi ludzie z klasy średniej – synowie aparatczyków, naukowców – posiadali nagrania najnowszych i najbardziej awangardowych piosenek zachodnich, zwłaszcza amerykańskich). Chcemy, żeby nasza europejskość została potwierdzona na piśmie, uznana traktatowo i żeby taki traktat został podpisany przez nasz rząd jako akt nieodwołalnego podporządkowania się. Europa w hierarchii wartości reprezentuje wyższość, chcemy być na tym poziomie. O dobrobyt też chodzi, ale gdybyśmy dobrobyt mieli głównie na względzie, to inaczej byśmy się do tego zabrali. Byłoby nam obojętne, czy 15 mld dol. dostajemy z Brukseli czy z Moskwy, a właśnie nie jest nam wszystko jedno.

Wydanie: 1/2014

Kategorie: Bronisław Łagowski, Felietony

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy