Gra o głowę premiera

Gra o głowę premiera

Czy cmentarne spotkanie na Dolnym Śląsku ważnego polityka i bogatego przedsiębiorcy, którzy takie miejsce uznali za najbardziej dla siebie bezpieczne, by porozmawiać o planowanej ustawie hazardowej, jest również symboliczną zapowiedzią przyszłego losu Platformy Obywatelskiej? Bardzo by tego chcieli politycy PiS, którzy w walce o wysadzenie z siodła rywali z PO i powrót do władzy mieli do dyspozycji bardzo ważny instrument. Centralne Biuro Antykorupcyjne. Stworzone i kierowane przez Mariusza Kamińskiego, nie fachowca od służb, ale bardzo aktywnego i skrajnie ideologicznego polityka PiS. No i gazetę, która urobek tej firmy dostała i pokazała.
CBA, mimo wielkich nakładów i zatrudniania ludzi według klucza wiadomego tylko Kamińskiemu, szerszej opinii znane jest głównie ze skutecznego rozkochiwania pań w średnim wieku, potrafiących docenić niezwykle hojnych adoratorów. A ostatnio także z polowania na Jolantę Kwaśniewską poprzez wielce oryginalną metodę kupna przez CBA domu w Kazimierzu nad Wisłą. To, niestety, nie jest scenariusz komedii, ale fakty z działalności tej firmy.
Problemy z hazardem, jakie teraz ma rząd Tuska, wcześniej miały też inne rządy. Ta zaraza, choć w różnym stopniu, dotknęła wszystkie opcje polityczne. A najlepiej świadczą o tym kolejne przepisy wspierające przemysł hazardowy i marniutka ustawa o lobbingu, która miała zapobiegać patologiom przy tworzeniu prawa. Uchwalając ją, zrobiono zaledwie pierwszy krok ku budowie spójnego systemu i tworzeniu podstaw prawnych do legalnych kontaktów polityków ze światem biznesu.
W Polsce takie działania są szczególnie potrzebne, bo mamy długą i niechlubną tradycję załatwiania spraw poprzez szukanie dojść i znajomych. Kolesiostwo jest niestety mocno utrwalonym elementem kultury zachowań i sposobem życia wykraczającym poza politykę czy biznes. Zmiana tej mentalności jest możliwa tylko w długim procesie. By tak się stało, potrzebne są determinacja i konsekwencja rządzących i przejrzystość reguł, jak choćby w sprawach legalnego lobbingu, który w sposób jawny przedstawia argumenty przemawiające za konkretnymi rozwiązaniami prawnymi. Nie uciekniemy przecież przed naturalnymi konfliktami interesów. Ustawy mają to do siebie, że zawarte w nich zapisy są dla jednych korzystne, a dla drugich wręcz odwrotnie. Rzecz w tym, by decyzje o tym były podejmowane nie pod wpływem spotkań na cmentarzu, ale przy otwartej kurtynie. Czy jest to możliwe? Pewno wielu czytelników z trudem może sobie taki stan wyobrazić. Dziś zatrąca to o fantastykę, ale długi marsz może to zmienić i ucywilizować nasze relacje. Wzorców nie trzeba szukać daleko. W Unii Europejskiej jest kilka państw, które warto naśladować. I wymagać. Najbardziej, co oczywiste, od ludzi władzy.
Nagrania zdobyte przez CBA nie pozostawiają wątpliwości co do kwalifikacji moralnych i intelektualnych osób, które próbowały grzebać przy ustawie hazardowej. Czerwona kartka i definitywne pożegnanie z polityką to jedyna możliwa reakcja na to, co mówili. I dalsze śledztwo wyjaśniające ewentualne zarzuty korupcyjne.
Premier Tusk w pierwszej fazie tego kryzysu zachował się przytomnie. Ale to już nie będzie ten polityk, który miał bardzo duży kredyt zaufania społecznego. Choć jeszcze ma go wystarczająco dużo, by PO poradziła sobie z tą aferą. Chyba że policja polityczna, jaką w istocie jest CBA, zaprezentuje kolejne odsłony w wojnie o głowę premiera.

Wydanie: 41/2009

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy