Rozmowy zamiast armat

Rozmowy zamiast armat

Najpierw głosili, że rozmowy z Putinem w sprawie Ukrainy są bez sensu. Że zamiast rozmawiać, trzeba Ukraińcom wysyłać broń. Dużo nowoczesnej broni. Bo im więcej, tym koszty wojny dla Rosji większe. Tak jakby wojna nie dławiła ukraińskiej gospodarki i nie groziła bankructwem państwa. Wojenny scenariusz miałby szansę realizacji, gdyby wydarzenia zależały od tej części polskich polityków i mediów, która najlepiej się czuła, wizytując Majdan i obiecując gruszki na wierzbie. Na szczęście siła tych turystów wojennych sprowadza się do mało mądrych, ale histerycznych pohukiwań.
W Europie już nikt ważny nie traktuje serio wypowiedzi polskich polityków w sprawach wschodnich. Choć mają ważne tytuły i rządowe funkcje, nie są zapraszani do stołu rozmów. Świat realnej polityki nie potrzebuje krzykaczy. Do trudnych rozmów szuka arbitrów. A Polska jest wobec obecnego konfliktu na wschodzie stroną. Za czasów Aleksandra Kwaśniewskiego mogła być i była arbitrem. Miała zdolność rozmowy z każdą stroną, bo wszyscy uznawali nasze kompetencje i byli pewni dobrych intencji. Niestety, po tej mądrej i skutecznej polityce nic nie zostało. Czego zresztą można było się obawiać, patrząc na żałośnie amatorskich następców tamtej ekipy.
Na szczęście jest porozumienie. Co więc dalej? Szukanie kompromisu to jedyna droga wyjścia z tej matni. Kto dobrze życzy Ukraińcom, nie może przeć do wojny. Z bezpiecznej Polski łatwo się pisze o powtórce z Monachium i uległych przywódcach Niemiec i Francji. Ale jeśli nie droga rozmów i kompromisów, to co? Wojna zamiast rozwiązań politycznych? Toż to dopiero prawdziwa tragedia. Ilu ludzi musi jeszcze zginąć, by to dotarło także do niektórych polskich głów? Lepsza chyba nawet iskierka nadziei i mały krok ku rozwiązaniu konfliktu niż huk armat.

Wydanie: 8/2015

Kategorie: Felietony, Jerzy Domański

Napisz komentarz

Odpowiedz na treść artykułu lub innych komentarzy